Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Tak świętowaliśmy 100 urodziny miasta!

Taka okazja nie zdarza się często. Średnio raz na... 100 lat. Mówię tutaj o stuleciu nadania praw miejskich miastu, w którym mieszkam. Przez ostatnie cztery dni mieszkańcy miasta, ościennych miejscowości, jak również przyjezdni świętowali wiek istnienia Dąbrowy Górniczej w rejestrze miast. Co więcej, rozrosło się ono do takich rozmiarów, że aktualnie jest na 10 miejscu w kraju pod względem wielkości. Co prawda do takiej Warszawy jeszcze nam daleko, nie jest jednak tak najgorzej.
Jeszcze na początku roku ten weekend miałam w planach spędzić w Kalwarii Zebrzydowskiej, gdzie odbywa się aktualnie odpust ku czci Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny. Zamiar ten przegrał z obchodami stulecia miasta. Dlaczego? Na odpuście byłam nieraz, zaś tak jak pisałam, stulecie miasta zdarza się raz na 100 lat. Czy żałuję? Ani trochę, ponieważ i tutaj działo się bardzo dużo. Kilka dni przed rozpoczęciem świętowania w centrum miasta stanął pawilon, w którym przedstawiono najciekawsze informacje związane z naszym miastem.
Dwa pozornie różne widoki na moją ulicę :)
My zostaliśmy połączeni ze światem, a w świecie...
Jeżeli wierzyć tej dacie, to za dwa tata minie 200 lat istnienia mojego osiedla
Niektórych znam, niektórych nie...
I już po rozwiązaniu wstęg
Tablica - jeszcze przed odsłonięciem
Prezydent - w niecodziennym stroju
Oficjalne obchody rocznicowe, jak już wspominałam w poprzednim poście, zaczęły się w czwartek o godzinie 16:00 uroczystym otwarciem dawnej, dosyć dobrze działającej, dąbrowskiej fabryki obrabiarek, w skrócie nazwanej DFO. Wyobrażacie sobie, że na początku XX wieku była jedyną fabryką w miejscowości, posiadającą wentylację oraz elektryczne oświetlenie. W 1914 roku zatrudniała 300 pracowników, zaś w 1939 - 600. Po wojnie pracowników przybywało, toteż w latach 60 fabryka wybudowała dla nich bloki mieszkalne(w jednym z nich nawet ja mieszkam, chociaż nie mam nic wspólnego z przedsiębiorstwem). W tym samym czasie zaczął się eksport produktów za granicę. Jemen, Niemcy, Iran, kraje skandynawskie, Stany Zjednoczone, Brazylia, Japonia - to tylko niektóre z krajów, w których pojawiały się obrabiarki z Dąbrowy Górniczej. A wraz z nimi fachowcy z fabryki, najczęściej z całą rodziną. Bo przecież ktoś musiał zamontować i uruchomić sprzęt, a następnie przez jakiś czas nadzorować jego pracę. Niestety, wraz z wejściem świata w III tysiąclecie, blask fabryki zaczął gasnąć. Aż w 2015 roku ogłoszono jej upadłość, jako ostatniego niesprywatyzowanego zakładu pracy na Górnym Śląsku. Miasto miało więc 4 hektarowy teren, który mogło zrównać z ziemią albo... Albo oddać budynki do użytku mieszkańcom. Na razie jednak odsłonięto tablicę upamiętniającą założycieli Straży Obywatelskiej i Komitetu Obywatelskiego Zagłębia Dąbrowskiego. Towarzyszyła temu orkiestra reprezentacyjna Ochotniczej Straży Pożarnej w Dąbrowie Górniczej. Podczas przemówienia pana prezydenta mogliśmy usłyszeć krótką historię obiektu, na którym znajdowaliśmy się, jak również zachętę do angażowania się w zagospodarowanie go na nowo.
Gdyby nie to, że kopalnie są zamknięte, sądziłabym, że to orkiestra kopalniana
Równocześnie pod Pałacem Kultury Zagłębia można było obejrzeć plenerową wystawę przedstawiającą mieszkańców miasta urodzonych w latach 1916 - 2016. Może gdybym była bardziej fotogeniczna, to i moja mordka znalazła by się pod rokiem 1990? Tymczasem na tym miejscu pojawił się mój szkolny kolega z gimnazjum(kurcze, jego samego nie kojarzę, ale imię i nazwisko - już tak!). Zauważyłam też, że brakuje kilku roczników, zostały one zastąpione żyjącymi...
O godzinie 17:00 odbył się spektakl(pantomima) w plenerze, ukazujące dzieje Dąbrowy Górniczej do czasu uzyskania przez nią praw miejskich. Wystawiony został przez aktorów-amatorów działających w miejskich stowarzyszeniach. Nawet znam kilku z nich :). Przedstawieniu chcę poświęcić jednak osobną notatkę, ponieważ trudno go opowiedzieć słowami, do pełnej relacji trzeba dodać efekt wizualny. Jedyny minus tego wszystkiego był taki, że siedziałam sobie na chodniku, żeby nikomu nie zasłaniać, kiedy jakiś tatuś podstawił wózek swojej pociechy tuż pod moimi oczami. Powiedziałam mu spokojnie, żeby go przesunął, a najlepiej dał za krawężnik, na którym siedzieli widzowie, tym bardziej, że dziecko i tak siedziało mu na kolanach - jakby nie słyszał. Przesunęłam się więc do przodu, on zaraz potem też się przesunął przede mnie, zasłaniając mi widok. Choinka, wiem że wyglądam na trochę upośledzonego człowieka, nie oznacza to jednak, że rozumiem mniej, niż jego może 2-letni berbeć. Na szczęście udało mi się coś dostrzec.
Na godzinę 19:00 zaplanowane było coś dla mnie, czyli koncert Reprezentacyjnej Orkiestry Straży Granicznej z Nowego Targu z sympatycznym góralem na czele. Dzięki swojemu energicznemu "hej!" oraz wykonaniu słynnego "Szalała, szalała" wkupił się w nasze łaski. Oj wesoło było, wesoło. Przy niektórych dźwiękach nogi same rwały się do tańca! Ciekawie to musiało wyglądać w moim wykonaniu, że aż obsługa techniczna nade mną się ulitowała i odstąpiła mi swoje krzesło. Jedyne co mi przeszkadzało to latający w górze dron... Orkiestra cieszyła moje uszy przez dobrą godzinę. Po zakończonym koncercie padło zapewnienie, że usłyszymy ją jeszcze na drugi dzień, podczas uroczystej Mszy Świętej w Bazylice górującej nad miastem. Przed stu laty przychodzili do niej żołnierze idący na front, jak również znajdowali w niej ukojenie górnicy i hutnicy, wychodzący do pracy na swoją zmianę, bądź wracając z niej. Była dla nich ostoją i namiastką życia, jakie pozostawili w rodzinnych wsiach. Dzisiaj jest świadkiem wielu uroczystości odbywających się w naszym mieście. I chociaż nie jest najstarszym jego kościołem, to z całą pewnością można go zaliczyć do jednej z wizytówek miasta.
Piątek połączony został z obchodami Dnia Wojska Polskiego, które były kilka dni wcześniej, 15 sierpnia. Rozpoczęła je zapowiedziana już wcześniej uroczysta Msza święta, z udziałem władz miejskich w bazylice. Zgodnie z obietnicą grała na niej ta sama orkiestra, co dzień wcześniej na rynku, ponadto pojawił się Pułk Chemiczny stacjonujący w Tarnowskich Górach. Podczas kazania cofnęliśmy się o sto lat, do roku 1916. Wokoło szalała wojna, zaś ksiądz odprawiający wówczas Mszę świętą, prałat Grzegorz Augustynik, pocieszał wszystkich zgromadzonych porównując Polskę do tajemnic różańca świętego. Chociaż trwali w bolesnej części, to po niej miała nastać część chwalebna, czyli odzyskanie przez nasz kraj niepodległości. Stało się to dwa lata później. Po nabożeństwie wyszliśmy przed bazylikę, aby uczestniczyć w uroczystym pochodzie pod Pałac Kultury Zagłębia, gdzie miała miejsce dalsza część wojskowego święta. Wielu z nas wzruszył widok wspaniałych rumaków z ułanami w siodłach. "Koniki jak przed wojną" - cieszyli się starsi mieszkańcy naszego miasta, a i mnie, przyznam szczerze, taka myśl przemknęła przez głowę. Tylko, że przed wojną nie było tyle samochodów i tramwajów :).
Ułani jak przed wojną
Na placu defilad uczestniczyliśmy w odsłonięciu kolejnej tablicy, tym razem pamięci żołnierzy walczących o niepodległość naszego kraju, jak również byliśmy świadkami nadania ważnych państwowych i wojskowych odznaczeń.

Przy dźwiękach "Mazurka Dąbrowskiego" flaga na maszt!
Jeszcze przed odsłonięciem
Uroczyste odsłonięcie tablicy
Wręczanie odznaczeń
Maszerują strzelcy, maszerują
I znowu koniki
Po oficjalnych uroczystościach nadszedł czas na nieoficjalne świętowania Dnia Wojska Polskiego, czyli piknik militarny. Czego tam nie było? Czołgi, wozy terenowe, grupy rekonstrukcyjne, a nawet szpital polowy! Co więcej, można było zakupić sobie najprawdziwszy hełm wojskowy, ubranie żołnierza czy też przejechać się wozem pancernym. Istny raj dla miłośników wojska. Do późnych godzin wieczornych można było poczuć się jak na prawdziwym poligonie!
Na sobotę zaplanowany był piknik rodzinny na terenie DFO. Nie był to taki zwyczajny piknik, a prawdziwa gra fabryczna, podczas której najmłodsi poznawali tajniki miejsca, na którym się znajdowali. Było więc:
Dopasowanie flag do krajów, do których importowano części z fabryki
Puzzle
Tak według najmłodszych będzie wyglądać Dąbrowa za kolejne 100 lat
Strzelnica
Niektórzy próbowali chodzić na takim czymś
A inni poznawali prawa budowy maszyn dekorując eko-torby

Nasze miasto - w wersji papierowej
Zamki, tylko trzeba znaleźć do nich klucze

Ciekawe, czy górnicy też rzucali węglem do wagoników?
Gry historyczne niejednego przyprawiają o histerię

A to strefa tych zupełnie najmłodszych
Zadanie matematyczne - wcale nie takie proste
Tymi rurami płynie gaz
Mamo! Udało mi się! Złowiłem lypkę!

Oszukane kręgle :)
Kilka powyższych pomysłów pozwolę sobie zgapić do pracy z dziećmi w oratorium parafialnym. Wieczorem odbył się zaś koncert 100 akordeonistów. Trochę się tutaj zawiodłam - liczyłam na prawdziwy koncert, a nie na 3, czy 4 kawałki. No nic, w życiu nie można mieć wszystkiego...
Grały władze miasta...
i najmłodsi akordeoniści.
Po koncercie odbyło się kino plenerowe. Ostatnim dniem świętowania była niedziela. Przez cały dzień na terenie fabryki DFO trwała giełda staroci. Wieczorem zaś odbył się wielki koncert Miejskiej Orkiestry Dętej oraz orkiestry dętej z Ukrainy. Jak oni grali! Aż chciało się ich słuchać. I nawet wygrali z meczem finałowym siatkarzy podczas Letniej Olimpiady w Rio de Janeiro. Przynajmniej w moim systemie.
Ukraina
Wszystko zwieńczył przepiękny pokaz multimedialny na elewacji Pałacu Kultury Zagłębia. Za pomocą świateł i dźwięku odbyliśmy niezwykłą podróż w czasie. Widowisko, pomimo strug deszczu, zgromadziło całkiem niezłą widownię. Odbyło się w trzech projekcjach po jakieś 15 minut każda. Kończyły się one niezwykłym pokazem laserów, które rozświetliły ciemny plac, ciesząc najmłodszych. 
Cieszę się, że mogłam brać udział w tak wspaniałym wydarzeniu. Kolejna taka okazja dopiero za 100 lat! Jednocześnie gratuluję wszystkim, którzy wytrwali do końca tej przydługiej notatki. Większość fotografii wykonałam sama, kilka wzięłam z oficjalnej strony miasta. Wydaje mi się, że są doskonałym uzupełnieniem tekstu. Ale to może być tylko mój punkt widzenia.
Jutro ruszam na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy. Dwa i pół dnia drogi. Niektórzy się dziwią, że wybieram się na taki szmat drogi. Nie powiedziałabym, że to daleko, wszak ludzie chodzą nawet i znad morza. A taka pielgrzymka jest sprawdzianem samego siebie, swojej słabości, swojej wiary w Boga. Wiem, że dojdę, bo przecież "Jeżeli Bóg jest z nami któż przeciwko nam?"(Rz. 8. 31). A Bóg na pewno jest ze mną. Co do tego nie mam i nigdy nie miałam żadnych wątpliwości.