Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

piątek, 7 listopada 2014

Niecodzienne popołudnie

Przedstawiam Wam dzisiaj jedną z moich najbliższych przyjaciółek, M. M. poznałam dosyć późno, bo dopiero w gimnazjum. Przyszła do nas w drugim półroczu mojej pierwszej, a jej drugiej klasy(pisałam już może wcześniej, że klasy w mojej podstawówce, a później gimnazjum były łączone?). W sumie to na początku została przydzielona do klasy specjalnej, jednak jeszcze tego samego dnia okazało się, że to pomyłka i przeniesiono ją do nas. Jakie było moje pierwsze wrażenie? Dosyć specyficzne - zajmowaliśmy najmniejszą salę, gdzie były 4 ławki na kilkanaście osób i w każdej siedziało po 4-5 uczniów(gdzie standard mówi o 2), więc uznałam, że po prostu będziemy mieli jeszcze mniej miejsca. Sama M. była zagubiona, nieśmiała i małomówna. Trzymała się od nas na dystans, kiedy my ganialiśmy po obcisłym korytarzu w granatowych mundurkach i koszulach z kołnierzykami. Usadzono ją w ławce z drugoklasistami, aby mogła z nimi się zintegrować. Na lekcjach była spokojna i chociaż zapewne wiedziała więcej niż my(była przecież z masowej szkoły), to jednak wolała siedzieć cicho. Jedynie na w-fie nie wykonywała większości ćwiczeń twierdząc, że nie da rady. Nie była też przypisana do żadnej sekcji sportowej. Jak to się stało, że się zaprzyjaźniłyśmy? Otóż pod koniec roku szkolnego 2003/2004 pojechałyśmy na doroczną Zieloną Szkołę, która była nie tylko dla trzecioklasistów, ale wszystkich uczniów. Na początku mieszkałyśmy osobno, jednak po kilku dniach zakwaterowano nas razem(we szczegóły nie będę wnikać). Wraz z nami mieszkała jeszcze taka A., którą też bardzo lubię. Tak się złożyło, że w niedzielę do M. przyjechali rodzice i wzięli naszą trójkę na spacer. A potem podczas remontu klasy zapoznali się z moimi. Ja tymczasem bez problemu dogadywałam się z M. i razem robiłyśmy różne rzeczy na przerwach. Niestety, musiałyśmy się  rozstać na dwumiesięczną, wakacyjną przerwę. Ale że jeszcze w sumie byłam dzieckiem, to te dwa miesiące spędziłam na zabawach z rodzinką. Z drugiej strony cieszyłam się we wrześniu, że wracam do szkoły, bo wreszcie będę mogła zobaczyć się z M. Ku naszej radości przydzielono nam też większą salę, dzięki czemu mogłyśmy siedzieć razem w ławce. A już na początku roku zaprosiłam M. na moje urodziny, które przypadały na koniec września. M. zgodziła się bez namysłu. I chociaż u mnie jest dużo skromniej niż u niej, to jednak doskonale bawiłyśmy się tego dnia. Okazało się bowiem, że obydwie tak samo lubimy słuchać piosenek zespołu "Ivan i delfin". Od tego czasu regularnie do siebie przychodziłyśmy, nawet kilka razy pojechałam z nią do jej babci i nie zmieniło się to nawet wtedy, kiedy M. zmieniła szkołę. Co więcej, podczas naszego spotkania na moje 15 urodziny namówiłam ją, aby przyjęła sakrament bierzmowania w naszej świątyni(nie zrobiła tego w swojej). W dwójkę zawsze raźniej jest przebrnąć przez pewne rzeczy. Zwłaszcza, kiedy wychowuje się w niepraktykującej rodzinie. Nasze spotkania trwają do dzisiaj, a ostatnio dołączyła do nich też A. Jedno z nich miało miejsce dzisiejszego dnia. McDonald, łażenie po sklepach, zastanawianie się, czy w danej kreacji będzie nam do twarzy. Normalne życie kobiet, prawda? Bo kto powiedział, że niepełnosprawni mają siedzieć zamknięci w czterech ścianach? Lubię takie wypady, zwłaszcza, że nie zdarzają się one codziennie. Pozwalają mi wyrwać się z codziennej bieganiny, zmartwień i obowiązków. Dziewczyny opowiadają takie historie, że czasami brzuch mnie boli ze śmiechu, tak jak dzisiaj. M., A., dziękuję Wam, że wyrwałyście mnie dzisiaj z czterech ścian, w których zawalona byłam prasowaniem, że pozwoliłyście mi na chwilę zapomnieć o codzienności, wsparłyście dobrym słowem. Mam nadzieję, że takich spotkań będzie jeszcze wiele w naszym życiu.
Z M. na Zielonej Szkole w 2005 roku

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz