Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

sobota, 8 listopada 2014

Pierwszy dzień w Żaku i miła niespodzianka

Dzisiaj byłam pierwszy dzień na zajęciach w szkole policealnej Żak. Jeden zjazd, nie licząc organizacyjnego już był, dwa tygodnie temu. Jak już pisałam, jednocześnie robię technika rachunkowości w Żaku i technika administracyjnego w Progresie. Niestety, Żak nie ma stałego miejsca nauczania, więc zjazdy nie mają ściśle określonej reguły. I czasami zjazdy obu szkół po prostu mi się pokrywają. A że są prowadzone w dwóch różnych budynkach, to ciężko mi w ciągu kilku minut przebiec ten dwukilometrowy odcinek z laptopem na plecach. Jak będziemy mieli zajęcia w drugim budynku, będzie mi łatwiej, bo jest on o wiele bliżej placówki Progresu. W każdym razie dzisiejszy debiut w Żaku uważam za udany. Rano poszłam do Miejskiego Centrum Szkolenia Zawodowego, które wypożycza nam sale. Gdzie są zajęcia wiedziałam z planu zajęć zamieszczonemu na stronie internetowej szkoły. Ale nie wiedziałam w której sali. Z planu powieszonego na tablicy korkowej w budynku dowiedziałam się, że cały dzień mieliśmy być w jakiejś salce zewnętrznej. Oczywiście nie miałam pojęcia gdzie to jest. Koło mnie stała dziewczyna, która też zastanawiała się co to za sala. Nieśmiało zapytałam się jej, czy nie jest czasem z pierwszego roku rachunkowości. Potwierdziła. Jakoś raźniej mi się zrobiła. Był jeszcze jeden kolega z naszego kierunku, który poszedł poszukać portiera. Po chwili zostaliśmy zaprowadzeni do pomieszczenia na wzór klasy szkolnej, do którego faktycznie wchodziło się prosto z ulicy. Ponieważ mieliśmy jeszcze trochę czasu do zajęć, siłą rzeczy wywiązał się między nami dialog. M. okazała się przesympatyczną osobą, która podobnie jak ja, nie ukończyła jeszcze studiów. A że chce zdobywać wiedzę(jak ja), postanowiła zapisać się właśnie do Żaka. Przez cały dzień siedziałyśmy w jednej ławce, raz ona zerkała do moich notatek, innym razem ja do jej. Jak ładowałam sobie komputer i nie mogłam ich używać korzystałam z jej zeszytu. M. sama z siebie napisała mi na kartce adres grupowego meila wraz z hasłem dostępu, a nawet wzięła ode mnie mój i obiecała, że prześle mi zaległe notatki. Pozwoliła mi też spisać tematy prac kontrolnych. Nie ma kłopotów ze zrozumieniem tego co mówię, a to nadaje mi też pewności siebie. 
Następne nasze spotkanie dopiero w przyszłą niedzielę(na szczęście w Progresie mam wolne). Sześć godzin rachunkowości finansowej i tyle samo działalności gospodarczej w branży ekonomicznej. Dużo, ale jak już pisałam, mamy stosunkowo mało zjazdów, a jakoś musimy wyrobić te 175 godzin zajęć lekcyjnych. Na szczęście często skracają nam godziny, bo jak tutaj przez 12 godzin robić zadania z rachunkowości? Każdy by zwariował. Co do samego przedmiotu to dla mnie nic nowego - miałam go już na studiach z zarządzania i nawet pisałam z niego egzamin, więc łapię na razie wszystko, co tłumaczy nauczycielka. Uzgodniłam z nią, że egzamin będę zaliczać na laptopie. W ogóle podeszła do mnie bardzo profesjonalnie - od tego roku weszło rozporządzenie, w którym wycofano sprawdzanie jawne obecności, a każdy słuchacz ma złożyć podpis w tylu lubrykach na karcie obecności, na ilu godzinach zamierza się być. A że Lolkowi trudno jest dwanaście razy nakreślić nazwisko w malutkiej kracince, pozwolono mu tylko złożyć parafkę. Kolejny dowód na to, że jak się tylko chce, to można odpowiednio dostosować pewne przepisy i rozporządzenia pod osoby niepełnosprawne. No, ale trzeba tego chcieć.

A jutro czekają mnie zajęcia z technika administracji w Progresie. Referat z wykonywania pracy biurowej na temat środowiska pracy biurowej napisany, wydrukowany i włożony w koszulkę. Jutro zostanie przeczytany przez samą dyrektorkę oddziału, z którą mamy zajęcia(kolejny dowód na to, że jak się chce, to się potrafi i zajmowane stanowisko nie ma tu nic do rzeczy). Materiał powtórzony, jedyne co mnie martwi to to, że nie byłam dzisiaj na angielskim, a jutro też go mamy. Mam jednak nadzieję, że nie zrobi nam żadnego sprawdzianu.

1 komentarz:

  1. Lolek, no widzisz, znalazłaś bratnią duszę pomimo swoich obaw. Zresztą Ty jesteś tak sympatyczną osobą, że Ciebie nie da się nie lubić. A jak tam sprawy na Uniwersytecie? Masz tam jakiś znajomych?

    OdpowiedzUsuń