Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

piątek, 14 listopada 2014

Prosić o pomoc też trzeba umieć, bo to żaden wstyd

Na początku dziękuję za komentarze pod ostatnim postem. Trochę wróciłam po ich przeczytaniu do równowagi. Niby wiem, że jego właścicielka ma prawo na nim pisać co chce, a jednak wkurza mnie, że co niektórzy nie umieją wytłumaczyć niektórych spraw za pomocą meili, tylko muszą się posługiwać innymi blogami. Ale tak to już jest, że zdanie niektórych musi być najważniejsze. Tym bardziej, że ja nie miałam wcale odpowiadać na zaczepki Z., więc awantura zapewne by nie wybuchła. Tym sposobem zastanawiam się, czy w ogóle warto pomagać innym, zwłaszcza na drodze internetowej. Do sprawy jednak nie będę wracać, bo jakoś nie potrafię być mściwa, ani wywlekać brudów na zewnątrz.

Wracając do pomocy wczoraj przekonałam się o jej znaczeniu, co umocniło mnie w przekonaniu, że czasami trzeba schować dumę do kieszeni i poprosić o nią innych. Jak już pisałam, wczoraj miałam grupowe szkolenie biblioteczne. Jako że nie znam Krakowa, a zupełnie nie miałam pojęcia gdzie jest główna siedziba biblioteki uczelnianej(na stronce było podanych kilka adresów), postanowiłam udać się po poradę do informacji turystycznej. Spokojnie wytłumaczyłam pracownicy o co mi chodzi. Przesympatyczna pani nie dość, że sprawdziła mi na internecie ulicę(Bobrzyńskiego), to jeszcze linię tramwajową, która tam jeździ. Na przystanku zaczęłam się zastanawiać, jaki powinnam kupić bilet(miejski, czy aglomeracyjny), bo zapomniałam o to zapytać. Podeszłam więc do starszej pani, która poinformowała mnie, że potrzebuję aglomeracyjnego. Serdecznie podziękowałam i wsiadłam do odpowiedniego tramwaju. Niestety, nie na każdym przystanku lektor mówił jego nazwę, a nie sprawdziłam na którym z kolei mam wysiąść, więc najzwyczajniej w świecie sięgałam po informację innych pasażerów(a raczej nauczycielek jadących z pierwszakami na wycieczkę). Gdyby nie oni na pewno nie wysiadłabym na odpowiednim przystanku. A ponieważ znowu nie wiedziałam gdzie iść, ponownie zapytałam o drogę zupełnie przypadkowego przychodnia, który jak gdyby nigdy nic zaprowadził mnie na miejsce. A przy okazji trochę ze mną porozmawiał na temat studiów. Takiej pomocy w życiu się nie spodziewałam. Na miejscu siedząca koło mnie koleżanka na moją prośbę przytrzymała mi listę obecności, a potem inna wypełniła za mnie zgłoszenie do biblioteki - ja tylko podawałam jej dane. Po szkoleniu miałam chwilę, więc podeszłam do jadłodajni i zamówiłam sobie placek ziemniaczany z sosem czosnkowym - pycha. Wcześniej jednak musiałam donieść go na papierowej tacce do stolika, a że to jest w moim przypadku awykonalne, poprosiłam o pomoc pierwszą lepszą panią, która nie dość, że spełniła moją prośbę, to jeszcze sama z siebie pokroiła mi moją porcję na drobniejsze kawałki. Miłe zaskoczenie. Tak samo miłe, jak chęć niesienia pomocy przez przypadkowe osoby. Żadna nie powiedziała mi nie, żadna nie wywinęła się brakiem czasu, czy też niezrozumieniem tego, co mówię. Takie sytuacje uczą mnie dystansu do samej siebie oraz do mojego schorzenia, pokory, a zarazem umiejętności proszenia o pomoc innych. Zwłaszcza, że teraz tyle się mówi o ludzkim egoizmie, nie dostrzegając tych, którzy spieszą nam z pomocą.

Przypomina mi się tutaj pewna rozmowa z niezwykłą osobą, która gościła w moim życiu zaledwie przez 10 miesięcy, ale wniosła do niego więcej, niż niektórzy, którzy są w nim całe życie. Usłyszałam od niej mądrą radę: "Nie możesz Lolku wstydzić się czy też bać prosić o pomoc innych. Jesteś nadzwyczaj samodzielny, jak na swoje schorzenie i wiek, jednak w pewnych przypadkach będziesz jej potrzebować. Na swojej drodze znajdziesz zarówno osoby z chęcią spieszących ci z pomocą, jak i takich, którzy odburkną ci, że nie mogą. Nie zrażaj się nimi, nie warto z ich powodu przestać prosić o pomoc. Zresztą ty jesteś tak sympatyczną osobą, że z pewnością tych pierwszych znajdziesz o wiele więcej, niż tych którzy nie będą chcieli ci pomóc".

Z perspektywy tych 14 lat, które upłynęły od usłyszenia tychże słów muszę przyznać, że to prawda. Więcej ludzi mi pomaga w razie pomocy, niż jej odmawia. Wystarczy tylko przełamać wewnętrzny opór i wśród otaczających nas osób znaleźć tą, która wydaje nam się najbardziej pomocna. A jeżeli nasze przypuszczenia okażą się nietrafione, szukajmy dalej. Bo w końcu znajdziemy tą, która bez wahania udzieli nam pomocy. Wiem, że wymówką nie jest też ewentualna wada wymowy, bo przecież jak nasz słuchacz będzie chciał, to zawsze nas zrozumie. 

1 komentarz:

  1. Z jednej strony bardzo dobrą sprawą jest umieć prosić o pomoc, gdy się jej potrzebuje. Z drugiej strony mam przyjaciółkę, która ma zwyczaj dzwonić do mnie gdy raczy zgubić się w mieście, i prosi mnie o pokierowanie jej. Super byłoby gdyby to się zdarzało rzadko, ale ona ma takie przekonanie, że gdy jedzie na jakieś umówione spotkanie w nieznane miejsce to nigdy jakoś nie ma czasu sprawdzić drogi w necie, ale za to uważa, że mają na to czas jej znajomi. I to jest, powiem ci, dość irytujące :D

    OdpowiedzUsuń