Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

wtorek, 25 listopada 2014

W raju języków obcych

Od kilku dni odczuwam typowe chroniczne zmęczenie organizmu. Chyba narzuciłam sobie zbyt duże tempo zapisując się na trzy uczelnie, w tym jednej w oddalonym o blisko 80 kilometrów Krakowie, a do tego działaniem w wolontariatach. Na uczelniach zaczynają się powoli kolokwia i sprawdziany, staram się być na bieżąco ze wszystkim co się dzieje na zajęciach. Chociaż wczoraj odpuściłam sobie zajęcia z geografii, kosztem przygotowania do dzisiejszego kolokwium z języka niemieckiego. Na szczęście geografia to mój konik, wszak zdawałam ją na poziomie rozszerzonym na maturze. Egzaminu z tego przedmiotu więc się nie boję. Większą obawę miałam co do niemieckiego. Pytania mnie zaskoczyły. Nie to że były trudne, ale trochę inne niż przez całą moją dotychczasową edukację. Mam jednak nadzieję, że udało mi się uzbierać te 50% wymagane na zaliczenie. Zupełnie inne zaskoczenie spotkało mnie od strony wykładowcy, który w pełni zrozumiał moją specyficzną sytuację(czyli to, że nie jestem w stanie pisać kolokwium ręcznie) i sam zadbał o to, abym na tych kilkudziesięciu minutach mogła napisać wszystko na uczelnianym laptopie, tak, abym nie musiała z moim gonić przez rynek główny na uczelnię. Doskonały dowód na to jak wiele w naszym wykształceniu zależy od podejścia nauczyciela prowadzącego do niepełnosprawnych uczniów. I to nie tylko na studiach, ale przede wszystkim na niższych etapach kształcenia. Poza tym dowiedziałam się, że u tej wykładowczyni można bez problemu poprawiać niezaliczone kolokwia. Na poprzednich studiach na języku angielskim(który był obowiązkowy) u mojego wykładowcy pisało się kolokwium z danej partii materiały tylko raz bez możliwości poprawy oceny niedostatecznej, nie ważne czy do zaliczenia zabrakło studentowi 10, czy też 1 punktu. Trochę nie fair, ale są wykładowcy i pseudowykładowcy. Szczerze powiedziawszy, to po przygodzie na AWFie, gdzie wykładowca języka obcego unieważniał mi prace, tylko dlatego, że przypadkowo nacisnęłam klawisz wywołujący menu start(swoją drogą ciekawe czy jej się to nie zdarza, ale pewnie myślała, że mam gdzieś ściągę), czuję się, jakbym trafiła do językowego raju, gdzie rozumieją, co do nich szprecham. Pani K., moja aktualna nauczycielka niemieckiego, to anioł w ludzkiej skórze. Zawsze pyta się, czy nadążam z notowaniem na komputerze w sali komputerowej, podsyła mi różne materiały, żartuje z nami. To ten tym nauczyciela, na którego zajęcia chce się chodzić, toteż frekwencja jest bardzo wysoka. A jednocześnie naprawdę uczy i pomaga w zdobywaniu wiedzy. Takiej wykładowczyni życzę każdemu studentowi!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz