Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

wtorek, 18 listopada 2014

Wcześniak

Siedzę sobie przy komputerze, robię prezentację na jutrzejsze zajęcia z form pielgrzymowania. Trochę to męcząc, zwłaszcza kiedy twoja osobista dłoń nie chce cię słuchać i kursor myszki jedzie w zupełnie innym kierunku niż sobie zamierzyłeś. Co więcej, dokładnie nie wiesz co się dzieje z twoim partnerem, ponieważ od dwóch dni nie ma go w szkole. Zachorował? Zabalował? Internet mu wysiadł, bo zero odpowiedzi na twoje meile? Kurczaczek, a jak przyjdzie mi wygłosić jutro referat indywidualnie? Co prawda inni z mojej grupy w 90% mnie rozumieją, ale na zajęciach są też osoby nie z mojej grupy. Co zrobię jeżeli one mnie nie zrozumieją? W takich chwilach nachodzi mnie jeszcze jedno pytanie - co by było, gdybym urodziła się po przepisowych 9 miesiącach? Czy ominęłoby mnie dziecięce porażenie mózgowe? Czy też miałabym wadę wymowy? Co z moimi nerkami, pęcherzem moczowym, refluksem, wreszcie alergią? Nie, nie jestem Duchem Świętym i nie odpowiem sobie na te pytania. Co więcej, na obecnym etapie rozwoju medycyny nawet ona nie wie co by było, gdyby... Skupmy się więc na faktach. W książeczce zdrowia dziecka mam napisane m.in. że urodziłam się gdzieś około 30 tygodnia ciąży. Prawdopodobnie owinięta pępowiną i zachłyśnięta zielonymi wodami. Waga urodzeniowa - 720 gram, długość ciała - 48 cm. Zalecenie - inkubator i respirator, bo nie umiałam sama oddychać, a w dodatku sonda dożołądkowa, bo coś musiałam jeść, a z ssaniem było cieniuteńko. Aha i jeszcze operacja wstawienia zastawki, bo dopatrzyli się oznak wodogłowia. Z czasem ujawniały się mniej lub bardziej ciekawe choroby. Tym sposobem doszła też rurka do pęcherza moczowego. Podejrzewam, że wyglądałam jak przybysz z innej planety, ale nie mogę tego stwierdzić, bo nie mam żadnego zdjęcia z tamtego okresu. Może to i dobrze, bo kosmici z reguły mają nieciekawy wygląd. I tak przez kilka miesięcy moim domkiem stał się inkubator na oddziale intensywnej terapii dziecięcej. Wiosną ktoś wpadł na pomysł aby mnie rozintubować. Wtedy okazało się, że mam alergię wziewną, a następnie pokarmową. Nie ma to jak szpitalny mikroklimat automatycznie pompowany do płuc oraz papu podawane strzykawką ha, ha, ha. Jakoś muszę sobie to wszystko tłumaczyć. Zresztą statystyczny wcześniak ma ze wszystkim trudniej, więc cóż w tym było dziwnego, że ma kłopot w jedzeniu, a w wieku dwóch lat nie umie nawet unieść się na wyprostowanych ramionach. Kiedyś się przecież tego nauczy. Dopiero niecałe cztery lata po moich narodzinach jakiś lekarz skojarzył fakty i odkrył co mi jest - wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na mózgowe porażenie dziecięce. Więc będzie głupie i niesamodzielne, a rehabilitacja zapobiegnie jedynie bolesnym przykurczom, które i tak opanowały to potworne ciało. A zresztą i tak to coś długo nie pożyje, nie z tymi schorzeniami...

Minęło ponad dwadzieścia lat. Lolek żyje i ma się dobrze. Chodzi na własnych nogach, studiuje, samodzielnie mieszka, żyje prawie jak inni. Ale piętno przedwczesnego przyjścia na świat, a raczej jego skutki ciągną się za nim nieustannie. I niestety nic się na to nie poradzi. Na większość schorzeń nie ma niestety skutecznych lekarstw.

1 komentarz:

  1. Lolek, jesteś wielki duchem chociaż mały ciałem. Dzięki tobie całkiem dobrze poszedł mi dzisiejszy konkurs. Dzięki za propozycje książek, naprawdę się przydały.

    OdpowiedzUsuń