Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

środa, 10 grudnia 2014

Pierwsza ocena w indeksie

Dzisiaj miałam pierwszy wpis zaliczeniowy. Z metodyki i ochrony własności intelektualnej. Tak jak pisałam w jednym z wcześniejszych postów, napisałam referat na temat bazyliki znajdującej się w moim mieście. Trochę się obawiałam, ponieważ dosyć późno wysłałam profesorce plik, w dodatku bez zdjęć. Zaliczyć wiedziałam, że zaliczyłam, ale nie miałam pojęcia na ile. Tym bardziej, że nie byłam na kilku zajęciach. Co prawda wytłumaczyłam jej moją skomplikowaną sytuację dojazdową, iż mam jeden bus na godzinę, który w dodatku jedzie 80 minut, co prawda powiedziała mi, że nie ma sprawy, ponieważ po 5 latach studiowania pewnie wiem jak się pisze pracę licencjacką, ale niepewność została. 

Na początku zajęć poinformowała wszystkich jak mamy wypełnić indeks. Trochę się przestraszyłam, bo wszystko wypisałam w domu w porządku alfabetycznym(taki nawyk z AWFu), a tutaj słyszę, że przedmiot ma być pod wpisem zaliczeniowym ze szkolenia bibliotecznego. No to zonk - pieczątka jest wbita na pierwszej stronie arkusza ocen, czyli 12, a ja wpisałam metodykę na 14. Zapytałam się więc, czy ten przedmiot koniecznie musi być na pierwszej stronie. Na szczęście okazało się, że nie(ach ta moja nadgorliwość!). Potem pozostali mieli uzupełnić górę strony o swoje imię, nazwisko, rok, semestr, i rok akademicki. A następnie podchodziliśmy z indeksem do katedry, na której znajduje się pulpit nauczycielski. Wykładowca miała bowiem nasze karty ocen, na które każdy nauczyciel musi oprócz indeksu nanieść końcową ocenę. Jak dla mnie to nowość, bo na AWFie nie było takiej papierkowej roboty. Ku naszemu zdumieniu, w kolejności odwrotnie alfabetycznej. Mnie to jednak pasowało - bliżej mi z nazwiskiem ku końcowi nic początkowi, więc miałam to szybciej z głowy. Do prac osób przede mną miała większe lub mniejsze "ale". Podsłuchałam, że wysłała im plik zwrotny z zaznaczanymi błędami. Jak na złość nie mogłam sobie przypomnieć, czy do mojej odpowiedzi meilowej dołączyła także załącznik. Zanim jednak sobie przypomniałam, zostałam wywołana do katedry. Z niepokojem spojrzałam na moją kartę ocen, a tam spod pióra pani profesor wychodzi piękna 5. 

Uff, czyli wszystko dobrze się skończyło. I w miarę pomyślnie. Metodyka należy bowiem do tych przedmiotów, które raczej powinny działać in plus na średnią końcową. Tak naprawdę jest to moja pierwsza ocena, więc traktuję ją jako dobry znak. Tym bardziej, że na licencjacie z zarządzania moją pierwszą oceną też była 5, i to z trochę trudnego przedmiotu, jakim była historia gospodarcza. Coraz częściej mam wrażenie, że podjęte przeze mnie wyzwanie było strzałem w 10.

A teraz idę spać, bo męczy mnie kaszel. Na szczęście jutro mam tylko jedne zajęcia, w dodatku po południu, więc wreszcie się wyśpię.

2 komentarze:

  1. Gratulacje! Muszę przyznać,że nie jestem zaskoczona- temat był na prawdę bardzo ciekawy i z pewnością świetnie sobie z nim poradziłaś. Mam nadzieje,że kaszel już sobie poszedł...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym kaszlem to niestety, wręcz przeciwnie, przybrał na sile. W dodatku coś mi się zaczęło odrywać i to w sporej ilości. Dziękuję za gratulację, pozdrawiam

      Usuń