Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Posiadane tytuły, a mądrość życiowa

Czytam sobie czasami komentarze pod niektórymi notatkami na zaprzyjaźnionych blogach. Czytam, czytam i czasami zastanawiam się nad niektórymi osobami, jakie je zamieszczają. Bo odnoszę wrażenie, że niektórzy je piszą tylko po to, aby zaistnieć w blogosferze. Najczęściej uważają się za specjalistów od wszystkiego. Dają dobre rady, nie do końca znając osobę, która napisała dany post. Osobiście zanim zacznę komentować jakiegoś bloga, najpierw czytam poprzednie zapiski, nie ważne, czy są prowadzone od kilku miesięcy, czy też kilku lat. Po co? Chociażby po to, aby ją chociaż trochę poznać, wiedzieć jakie ma mocne i słabe strony. Nie wszyscy co prawda o tym piszą, ale w większości zapisków da się to wywnioskować. Dlatego nie mogę pojąć, dlaczego ktoś znając teoretycznie naszą chorobę szuka rozwiązania gdzieś indziej. Tym bardziej, że od kogoś, kto uzyskał tytuł magistra można oczekiwać czytania ze zrozumieniem oraz wysuwanie wniosków. Nie, nie oczekuję aby poszedł na takie czy inne studia. Oczekuję tylko aby co nieco wiedział o tych, których zapiski komentuje. Bo można posiadać tytuł magistra/doktora/docenta, a tak naprawdę niewiele wiedzieć o życiu. I na odwrót, znam wiele osób które zakończyło swoją edukację na poziomie podstawówki, a swoją mądrością życiową mogą zagiąć niejednego magistra. To trochę tak jak z powiedzeniem cudze chwalicie, swego nie znacie - zachwycamy się podwójną Wigilią na Wschodzie, a nie wiemy o tym, że i u nas, we wschodnich partiach kraju też są odbywane takie praktyki. Bo tam można spotkać najwięcej małżeństw katolicko - prawosławnych. I taką wiedzę miała osoba kończąca studia wiedza o kulturze :/. No cóż, jak widać przeczytane książki i odwiedzone zagraniczne kraje to nie wszystko. Tak samo denerwuje mnie, jak ktoś wszędzie wtyka wątek teologiczny. Jestem wierząca, owszem, ale nóż mi się otwiera w kieszeni kiedy czytam komentarze typu: ludziom nie należy ufać, ja ufam tylko Bogu bo na nim się nie zawiodłam. Hmm, nie wątpię że należy ufać Bogu, ale mimo wszystko żyjemy w sferze cielesnej i większość z nas potrzebuje towarzystwa, kogoś z kim by mógł iść na kawę, do kina, albo po prostu pogadać ze sobą. Gdyby nie szczere relacje międzyludzkie, nie byłoby rodzin, a gatunek ludzki przetrwałby tylko dzięki propagowaniu gwałtów, ewentualnie praktykowaniu sztucznego zapłodnienia in-vitro. Niestety, jak się zwróci takiej osobie uwagę, to jest wielka obraza majestatu. Dlatego wyznaję zasadę - nie wdawaj się w dyskusję z "mądrzejszymi" od siebie, bo wejdziesz w środek słownej wojny. A tak naprawdę mądrzejszy nie powinien bić piany. Ja rozumiem, że nie każdym w życiu wszystko się poukładało, ale nikt nie ma prawa narzucać innym swojego toku myślenia. A z moich obserwacji wynika, że im ktoś jest bardziej wykształcony, tym coraz bardziej zanika w nim zdolność myślenia życiowymi kategoriami, a nasila się naukowa dedukcja. Dlatego coraz częściej zastanawiam się, czy na pewno chcę uzyskać tytuł magistra. Bo jeżeli mam przez to zjeść wszystkie rozumy, to chyba podziękuję sobie.

2 komentarze:

  1. Nie szukam mocnych i słabych stron, ale rzeczywiście da się wywnioskować mniej więcej jaka jest osoba pisząca bloga. W przypadku tego bloga również.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że nie zrobiłam na Tobie złego wrażenia?

      Usuń