Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

czwartek, 4 grudnia 2014

Słodko - gorzki wpis

Dzisiaj miałam trochę zaganiany dzień. Z samego rana podeszłam do MOPSu w sprawie umowy o dofinansowanie do studiów. Ostatni raz o takie coś ubiegałam się dwa lata temu z PFRONowskiego programu STUDENT II. W 2013 roku projekt przejęły samorządy terytorialne i przekształciły go w MODUŁ II. Postanowiłam zawalczyć o dofinansowanie, głównie ze względów na koszty miesięcznych biletów(to jest 165 złotych - zniżka studencka). Tydzień temu przyszło mi pismo, żebym przyszła podpisać umowę. Umówiłam się na wtorek. Dobrze, że przed podpisaniem umowy zaczęłam ją czytać, bo okazało się, że urzędniczki nie mogły rozczytać mojego adresu(bo wniosek samodzielnie wypełniłam) i postanowiły spisać go z orzeczenia o niepełnosprawności. Problem polegał na tym, że w orzeczeniu mam wpisany adres rodziców, ja natomiast od dwóch lat mam samodzielne mieszkanie i to w nim jestem zameldowana. Wobec tego panie musiały zmienić całą umowę i na nowo ją wydrukować. Umówiłyśmy się więc, że przyjdę dzisiaj, bo i tak mam na popołudniu. Dzisiaj na szczęście wszystko było jak należy, umowa w dwóch egzemplarzach. I tu kolejne zaskoczenie - kiedyś musiałam podpisywać każdą karteczkę z osobna, dzisiaj złożyłam podpis tylko w trzech miejscach. Mnie to było nawet na rękę. Bądź co bądź pisanie ręczne nie jest moją mocną stroną ha, ha, ha. Z MOPSu pojechałam po odbiór zamówionych na allegro piórek do Będzina. Po co miałam płacić za przelew, skoro zależało mi na czasie. Barbórka jest przecież dzisiaj, a mój jelonek był jeszcze w stanie surowym. Trochę się nachodziłam, trochę połaziłam po krzakach w dosłownym tego słowa znaczeniu, kilka razy oczywiście minęłam sklep, ale w końcu trafiłam. Przy okazji udało mi się dostać dzwoneczki, chociaż nie dzwonią znowu jakoś specjalnie głośno. Dwie torebeczki z piórkami(po 150 sztuk w każdej) oraz 10 dzwoneczków kosztowały mnie... niecałe 8 złotych. Po prostu interes życia. Po zakupach wróciłam do domu, po drodze zahaczając o kiosk, w którym nabyłam złoty brokat na różki oraz nożyczki. Do mieszkania weszłam tylko na chwilę - do spakowanego plecaka wrzuciłam jeszcze rzeczy potrzebne do wykonania jelonka(a trochę tego było) i ruszyłam w długą. Jelonka dokańczałam w galerii handlowej(temu poświęcę osobny post), a także na wykładach(ale o tym ciii). Punkt 18:35 wsiadam do busa mającego mnie zawieść do mojego miasta. Wcześniej jednak wpadam dosłownie na kilka chwil do empiku - prezent jest, ale bez pudełka. Było ono o tyle ważne, że prezent należał raczej do kruchych. Po włożeniu go do środka ucierpiały tylko różki z gałązek(ekologowie chybaby posiwieli, gdyby zobaczyli co robię), ale je dokleiłam w busie na wikol, tak samo jak pomalowane na czarno oczka z koralików. Zapach w pojeździe był nieziemski, nikt jednak nie dostał głupawki. Jedyne czego nie zrobiłam to nie doczepiłam dzwoneczka, ale to wszystko dlatego, że igła z nawleczoną nawet nitką została w pokoiku na stoliku. Aż się dziwię, że mój sierściuch jej nie zeżarł(jeden koralik skonsumował). Jeszcze tylko zostało mi dostarczenie prezentu. Co prawda 20 to taka sobie pora na odwiedziny, na szczęście są mieszkania, w których jest się mile widzianym w każdej chwili. I nawet mój jelonek się spodobał, chociaż taki nieidealny. Czasami warto jest się poświęcić, przynajmniej dla uśmiechu drugiej osoby.
Wchodząc natomiast na Ogólnopolskie Forum Osób Niepełnosprawnych przeczytałam, że zmarł jeden z jego użytkowników Leszek kryjący się pod nickiem Yobu. Szok, niedowierzanie? Taki sympatyczny człowiek, który nigdy nikomu nie wadził. Nie znałam osobiście Leszka, polubiłam go jednak za mądrość życiową, otwartość, dystans do siebie, a także obiektywność. Są takie osoby, które cenimy za postawę jaką sobą reprezentują. A Leszka nie dało się nie lubić. Zresztą w tym samym czasie otrzymaliśmy rangę Przyjaciela Forum, a to o czymś świadczy. Ojeju, był i go nie ma. A ja w dalszym ciągu nie mogę zrozumieć co i jak się stało. 

2 komentarze:

  1. Szkoda, że nie zamieściłaś zdjęcia tego jelonka

    OdpowiedzUsuń
  2. Karolinka widzę, że miałaś pełny aktywności dzień. I fajnie tak czasami być w pędzie :-).
    Zszokowałaś mnie, że zmarł ten Leszek, czy chorował? co się stało?
    Co w ogóle na OFONie bo nie wiem czy warto wracać :-).

    OdpowiedzUsuń