Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

środa, 30 lipca 2014

Tyle było dni, do utraty sił...

Pisałam dzisiaj życiorys, który mam jutro zawieść na uczelnie. Głównie chodziło o wypisanie szkół, które się dotychczas ukończyło. Wbrew pozorom trochę się tego nazbierało, zważając na to, że w podstawówce zostałam przeniesiona z szkoły masowej do specjalnej. Przy okazji zaczęłam się zastanawiać, który etap mojej edukacji wspominam najlepiej. Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ każdy z nich wniósł coś pozytywnego i negatywnego do mojego życia. W każdym z nich zdobywałam nie tylko wiedzę w sensie edukacyjnym, ale i społecznym. Szkoła specjalna nauczyła mnie samodzielnego zdobywania wiedzy oraz empatii w stosunku do drugiego człowieka, szkoła masowa natomiast wytworzyła we mnie nawyk systematycznej nauki, a także otwartego wyrażania swoich myśli, mimo moich kłopotów z wyraźnym mówieniem. Nauczyciele w liceum byli surowi i wymagający, a zarazem chcieli stworzyć nam przedsionek studiów.

A studia? Studia to już zupełnie inna bajka. Tam nikt się ze mną nie cackał. Nie umiałam czegoś - ocena niedostateczna lądowała przy moim nazwisku. Czy się złościłam? Może tylko na zajęciach z języka angielskiego, gdzie nauczycielka w pierwszej kolejności brała pod uwagę wymowę studenta, a następnie całą resztę. Z resztą przedmiotów nie mam większych kłopotów, a otrzymane jedynki uważam za jak najbardziej słuszne. Studia z turystyki i rekreacji nie przypadły mi jednak do gustu. Gdybym nie posłuchała pani pedagog z mojego liceum i od razu poszła na ten kierunek, a nie za jej radą poszła na zarządzanie, to może wszystko potoczyłoby się inaczej? Bo moim priorytetem było dostać się po zdaniu matury właśnie na TiR. Co prawda nie żałuję, że poszłam na zarządzanie, ale kontynuacja studiów na innym kierunku to nie była najlepsza decyzja.

wtorek, 29 lipca 2014

Kim ja jestem?

Coraz częściej to pytanie kłębi mi się po głowie. Kim ja jestem? Do czego zmierzam? Czego oczekuję od życia? Zacznijmy od tego, że od urodzenia towarzyszy mi czterokończynowe porażenie mózgowe na skutek niedotlenienia mózgu podczas porodu. Do tego doszło kilka innych ciekawych schorzeń. Jednak z perspektywy czasu stwierdzam, że i tak mam szczęście. Większość osób z podobnymi jednostkami chorobowymi ma opóźnienie w rozwoju umysłowym. Mnie udało się nie odbiegać intelektualnie od moich sprawnych rówieśników, a nawet w niektórych przypadkach ich przewyższać. Na przykład już w podstawówce moje nauczycielki zauważyły, że jestem uzdolniona matematycznie i za wszelką cenę chciały rozwinąć u mnie tą dziedzinę wiedzy. Paradoks sytuacyjny polegał na tym, że z powodu towarzyszącej mi atetozy* nie byłam w stanie posługiwać się przyborami geometrycznymi. Na szczęście trafiłam na wspaniałych nauczycieli, którzy za wszelką cenę pokazywali mi, że pomimo moich ograniczeń, mogę się uczyć tak jak moi rówieśnicy. Pod tym względem nigdy nie stosowali wobec mnie taryf ulgowych. Dzięki temu mogłam wystartować w wielu olimpiadach przedmiotowych oraz przejść do historii miejskiej poradni psychologiczno - pedagogicznej tym, że za pytanie za 3 punkty dostałam ich... 4(zapytano mnie co to jest diament, na co odpowiedziałam im, zgodnie z tym, co mnie nauczono na chemii, że jest to fulerenowa odmiana węgla. Jak przypomnę sobie minę pani psycholog, to parskam śmiechem po dziś dzień - ha, ha, ha). Od dawna już wiem, że nie można żyć z dnia na dzień, że lepiej jest planować coś i dążyć do realizacji tych planów. Ludzie patrząc na mnie myślą sobie - o, jakie biedne dziecko, zmaga się z nieuleczalną chorobą. Ja jednak tak nie uważam. Mam swój potencjał wiedzy i umiejętności, który staram się wykorzystywać na każdym kroku. Nie lubię, jak ludzie się nade mną litują. Wolę, jak mówią prosto z mostu co i jak. Staram się żyć jak moi rówieśnicy i tak samo chcę być traktowana.

* Atetoza (gr. ατηετηορ = nieuporządkowany) – zaburzenie neurologiczne, polegające na występowaniu niezależnych od woli, nierytmicznych, powolnych ruchów zlokalizowanych w kończynach górnych, których największe natężenie dotyczy ich dystalnych (końcowych) odcinków, osiągając największe nasilenie w obrębie palców. Ruchy atetotyczne są skutkiem nieskoordynowanych skurczów mięśni agonistycznych i antagonistycznych; mogą być objawem uszkodzenia jądra ogoniastego, skorupy lub gałki bladej. W dyskinetycznej postaci porażenia mózgowego dziecięcego atetoza może występować łącznie z ruchami pląsawicznymi, stanowiąc objaw zwany choreoatetozą.