Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

wtorek, 17 lutego 2015

"A gdyby tak... być kotem?" Sylwii Sekret

Dzisiaj obchodzimy Światowy Dzień Kota. Ja od czerwca ubiegłego roku jestem właścicielką małej puchatej kuleczki, którą nazwałam Pusia. Pierwotnie miał być Puszek, jednak okazało się, że samczyk to samiczka. I została Pusia. Wesoło mam z moim małym urwisem. To ważne, zwłaszcza kiedy mieszka się samemu w mieszkania. Przynajmniej mam do kogo zagadać. A jakie to mądre stworzenie, chociaż trochę krnąbrne. Ale o tym napiszę innym razem.
Pusia
Jakiś czas temu na portalu lubimyczytać.pl zamieszczono tekst zatytułowany "A gdyby tak... być kotem", który pozwolę sobie zamieścić tutaj. Jego autorem jest pani Sylwia Sekret, która pokazała, jak bardzo lekkie ma pióro do tego typu tekstów. Zapraszam do lektury:

"Człowieka od zawsze trapią rozmaite lęki, niepewności i koszmary. Są one różne i często wynikają z wcześniejszych doświadczeń, z zawodu jaki wykonujemy lub miejsca, w którym mieszkamy. Czytelnik z zamiłowania nie byłby sobą, gdyby również nie prześladował go pewien odwieczny problem, spędzający mu sen z powiek. Chodzi mianowicie o bardzo niesprawiedliwą dysproporcję, która wynika z przeciętnej długości naszego życia w stosunku do ilości książek, które chcielibyśmy przeczytać. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że wciąż odkrywamy tytuły, o których do tej pory nie słyszeliśmy, a które brzmią niezwykle kusząco, a także to, że nasi ukochani pisarze wciąż tworzą, a młodych, wypływających dopiero na wody literackości talentów – nie brakuje. Ile razy myśleliśmy przecież: Tak wiele książek, tak mało życia… Ile razy ogarniał nas paniczny lęk, kiedy pomyśleliśmy sobie, ile rewelacyjnych książek powstanie wtedy, kiedy nas już nie będzie? No cóż, w takich chwilach zdarza mi się pomyśleć: Ach!, gdyby tak być kotem!
Wszyscy wiemy, że opowieść o tym, jakoby koty miały dziewięć żyć, jest mitem. Ale wszyscy wiemy też, że coś w tym po prostu musi być, a może nawet… jest to najwyższa forma prawdy? Tak zwana najprawdziwsza prawda? Pomyślcie tylko, jakby to było być takim kotem. Móc przeczytać dziewięć razy tyle książek, co w całym swoim życiu; wylegiwać się na parapecie lub poduszce z książką pod nosem…nie, stop! Tutaj pojawia się pierwszy problem. Przecież koty nie widzą tego, co mają bezpośrednio przed noskiem! No nic, w takim razie wracamy na nasz parapet lub poduchę, przesuwamy książkę nieco w bok, wyginamy się tak, aby było nam wygodnie (nie mamy obojczyka, więc zadanie jest dużo łatwiejsze niż w przypadku ludzi) i pogrążamy się w lekturze. Oczywiście w końcu przychodzi także czas na sen. Śpimy bardzo długo, nawet do piętnastu godzin, ale biorąc pod uwagę zabiegany tryb życia człowieka, jako koci czytelnicy nawet przy tak rozległym drzemaniu mamy nad nim przewagę. Nie chodzimy do pracy ani szkoły, nie przyrządzamy sobie jedzenia, ani po nim nie sprzątamy – robi to za nas zabiegany człowiek. Wysokie regały nie są nam straszne, ponieważ potrafimy skoczyć siedem razy wyżej niż liczy nasze kocie ciało. A kiedy z rozmarzeniem będziemy czytać o wspinaczce na Samotną Górę i z wrażenia zdarzy nam się z niej spaść (choć tak naprawdę będzie to parapet lub ów regał) to przecież mamy nasze poduszeczki, które działają jak amortyzatory – dlatego zawsze spadamy na cztery łapy.
Kiedy dopadnie nas chęć na drzemkę, nie będziemy musieli rozpaczliwie rozglądać się za jakąkolwiek zakładką, jak zwykł robić to człowiek – wystarczy, że na książce z gracją położymy nasz dumny ogon. Co więcej, dzięki naszej trzeciej powiece, nie zmęczą nam się szybko oczy, ponieważ dba ona o to, by się nie wysuszały. Kiedy natomiast okaże się, że w domu naszych państwa, nie ma już nic, co by nas interesowało lub po prostu wszystko przeczytaliśmy, to podróż do biblioteki nie zajmie nam dużo czasu – jeśli bardzo się śpieszymy (a komu by się nie śpieszyło do książek) potrafimy biec nawet 50km/h! A ponieważ nasz mózg jest bardziej zbliżony do ludzkiego niż, na ten przykład, do psiego, a za emocje odpowiadają te same jego rejony, co u ludzi – możemy być pewni, że zrozumiemy problematykę i wszelkie niuanse powieści napisanej przez człowieka. Dodatkowo, sięgając po książkę, która udaje, że została napisana przez kota – jak na przykład „Albert Pierwszy Wielki” - bralibyśmy w nasze pięciopalczaste przednie łapy czerwony długopis i zaznaczalibyśmy wszystkie głupstwa, które powypisywał na nasz temat człowiek.
Oczywiście myślicie sobie teraz: no dobrze, ale koty nie potrafią czytać! I
pewnie będziecie mieli rację, ale… czy możemy być tego w stu procentach pewni? Niegdyś sądzono, że koty w ogóle nie rozróżniają kolorów, potem okazało się, że rozpoznają czerwony, zielony i niebieski. Kto wie zatem, jakie jeszcze niespodzianki siedzą w tych mruczących futrzakach. Poza tym, rzecz fascynująca, podobno koty nie uważają siebie za małych ludzi, tylko nas za większe koty! Wszystko to sprawia, że stworzenia te stanowią idealny materiał na czytelnika, a czytelnik – idealny materiał na kota. Zero obowiązków i stosy książek; dziewięć żyć i kolejne książki; predyspozycje do skoków i regały pod sam sufit… Byłoby wręcz niesprawiedliwością, żeby koty nie potrafiły czytać. I nawet jeśli wizja kota zaczytanego w najnowszą powieść Kinga, albo nie mogącego oderwać się od „Wołania kukułki” jest wierutną bzdurą, to kto zabroni mi pomarzyć czasem o tym, jak cudownie byłoby – chociaż na jakiś czas – zamienić się w kociego czytelnika; mieć czas na leniuchowanie, czytanie, i znów leniuchowanie, i znów czytanie…
Jest również oczywiście kwestia tego, co w tak cudowny sposób poruszyła Wisława Szymborska. Jednak o tym, czego się nie robi kotu-czytelnikowi pomyślę już jutro."

Czy i Wy po tym tekście nie zapragnęliście być małym futrzakiem? Bo ja osobiście myślę sobie, że jakbym miała wybierać kim chcę być w następnym wcieleniu, to chyba zdecydowałabym się być tym kotkiem...

2 komentarze:

  1. Lolek, Ty to wiesz jak człowiekowi poprawić humor. Muszę sobie wydrukować chyba ten tekst i umieścić w widocznym miejscu. W sumie to nie wiedziałam że jest taki dzień. Muszę wygłaskać mojego Mirmura. A tą miłość do kotów to kto w Tobie zaszczepił :):):)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny tekst! Aż żałuję ,że u nas kot nie wchodzi w grę- wojtkowa siostra ma alergię. Dobrze,że jest pies, życie bez zwierzaków - nie dla nas:)

    OdpowiedzUsuń