Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

czwartek, 19 lutego 2015

Czas na wyciszenie się

Czas biegnie nieubłaganie. Jeszcze "wczoraj" nuciliśmy pod nosem kolędy, dzisiaj wkraczamy w okres zadumy i zastanowienia się nad swoim bytem - Wielki Post. Wczoraj zgodnie z tradycją, w jakiej zostałam wychowana, prosto z uczelni pojechałam do parafialnego kościoła, aby kapłan posypał mi łebek popiołem. Nie wiem jakim cudem zdążyłam, ponieważ miałam na uczelni ponadprogramowy wykład, z którego co prawda urwałam się wcześniej, ale przez to, że Kraków o godzinie 15 nie różni się zbytnio od Katowic o tej samej porze(czytaj korki) nie zdążyłam na busa. A że kolejnego miałam za godzinę, dodatkowo wiem, że o 16:30 na wylotówce z Krakowa na A4 nie jest wcale lepiej niż godzinę wcześniej, postanowiłam dostać się do domu przez Katowice. Tym sposobem o 17 byłam w stolicy mojego województwa, a 45 minut później sprintowałam do kościoła przez jakieś 400 metrów. Na miejscu byłam nawet 10 minut przed czasem, dzięki czemu mogłam się wyciszyć przed uroczystością. Mam dziwne wrażenie, że z roku na rok księża mają go coraz mniej. Pamiętam jeszcze czasy, kiedy jeden z poprzednich księży proboszczów sypał tyle popiołu na głowy wiernych, że potem lądował on w moim talerzu. W dzisiejszych czasach jednak księża ledwie znaczą nas tym szarym pyłem. Pieśni śpiewane podczas Mszy świętej są pełne powagi, a zamiast radosnego "Alleluja" po czytaniach, zabrzmiało pełne trwogi "Chwała Tobie, Słowo Boże". Teraz będziemy się gromadzić w każdy piątek na nabożeństwie Drogi Krzyżowej oraz w niedziele na Gorzkich Żalach. Osobiście bardzo lubię te nabożeństwa, bo chociaż nie należą do najweselszych, to niosą za sobą pewne przesłanie. Mam akurat to szczęście, że w mojej parafii są księża oraz wspólnoty parafialne, które potrafią przygotować naprawdę ciekawe rozważania. Najbardziej lubię jednak Triduum Paschalne, kiedy w Wielki Czwartek i Piątek przygotowywane są rozważania na adorację Najświętszego Sakramentu. A tydzień wcześniej będziemy przezywać Niedzielę Palmową. Muszę zapytać się księdza odpowiedzialnego w naszej parafii za młodzież, czy byłaby szansa na pojechanie tego dnia do Sosnowca na obchody Dnia Młodych. To taki przedsionek do Światowych Dni Młodzieży, które odbędą się już za rok w Krakowie. Pięć lat temu byliśmy z parafii na takiej uroczystości i bardzo nam się podobało.
Nasze "Oratorium" w Sosnowcu, marzec 2010(Bosz... jacy byliśmy młodzi)
Jeżeli już piszę o Światowych Dniach Młodzieży, to w najbliższą niedzielę i poniedziałek w sąsiedniej parafii odbędzie się peregrynacja Krzyża i Ikony tego wydarzenia. Wypada iść, chociaż w niedzielę. Na mojej uczelni, bądź co bądź katolickiej, zajęcia rozpoczynają się modlitwą "Któryś za nas cierpiał rany". Ogólnie widać po wszystkich, że są jacyś tacy spokojni i wyciszeni. I chyba o to w tym wszystkim chodzi. O to, abyśmy przystanęli na chwilę w biegu swojego życia, zastanowili się nad jego sensem, czy umiemy je wykorzystać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz