Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

niedziela, 22 lutego 2015

Niepodniecany zapał do działania też się może kiedyś wypalić

Jeszcze kilka lat temu ze zniecierpliwieniem czekałam na każdą akademię przygotowywaną przez parafialną scholę. Co prawda przez pierwsze ponad półtora roku występowałam biernie, jednak w 2010 roku przyszła długo oczekiwana przeze mnie chwila, ku mojemu zaskoczeniu dostałam do przeczytania jednej ze Stacji Drogi Krzyżowej. Czy byłam z tego powodu szczęśliwa? No ba, wreszcie mogłam pokazać, że też umiem wiele robić, że mogę czynnie brać udział w akademiach. Po występie były pochwały i... cisza. Potem sama zaczęłam się upominać o to, aby coś mówić. No i udawało się. Jednak drzwi do występów otworzyły się przede mną, kiedy nastąpiła zmiana proboszcza. Doszło nawet do tego, że rok temu czytałam coś podczas Mszy świętej. A rok temu w Wielki Piątek przeszłam samą siebie jadąc najpierw do Kalwarii Zebrzydowskiej na Misterium Męki Pańskiej, a następnie wypruwając sobie flaki wracając na czas do domu. Myślałam, że ktoś to doceni. Taa, pomarzyć można. Moje szczęście trwało zaledwie dwa lata. Od roku nie śpiewałam ani razu do mikrofonu, od września nic nie czytałam. Z czytaniem rozumiem, ale mikrofon mogliby mi chociaż raz dać. Co prawda ustalili, że mają śpiewać głównie dzieci, ale nie zaznaczono, że wliczają się w to też dzieci VIPów, którzy już skończyli 18 rok życia. No cóż, są równi i równiejsi. I ci, co zawsze będą wgniatani obcasem w beton. Pewnie dlatego czuję coraz większy niesmak. Bo gdyby śpiewały tylko dzieci, to jakoś bym to przeżyła.

To trochę tak jak z kwiatkiem albo ogniem. Jeżeli się go nie podlewa, albo nie dokłada drewna, to z czasem kwiatek uschnie, a ogień zgaśnie. Tak samo jest z ludzkim zapałem do pracy, jeżeli nie jest odpowiednio podsycany, to z czasem staje się coraz mniejszy, aż w końcu znika. I ciężko jest go na nowo rozpalić, tak samo jak ciężko jest przywrócić do życia uschnięty kwiat. 

Dlatego postanowiłam konsekwentnie nie włączać się w żadne najbliższe przedsięwzięcia. Już grzecznie oznajmiłam, że nie będzie mnie na Wielkanoc. Oczywiście wielkie zdziwienie, bo jak to tak, że Lolek ma jakieś plany, marzenia, zamierzenia. Na co dzień radzą sobie radę beze mnie, to i teraz będzie tak samo. Zresztą prawda jest taka, że zrobię krok w przód, a przez resztę roku sto kroków w tył. Mam co robić - studia, przygotowania do ŚDM(więcej napiszę w najbliższym czasie), wolontariat w szkole, są miejsca, gdzie doceniają cię przez pryzmat osiągnięć i zaangażowania, a nie choroby. A jednak boli, że przez swoje wady, na które wszak nie ma się wpływu, jest się spychany na drugi plan. 

Marzę o takiej chwili, aby zorganizować Mszę świętą z akademią z osobami niepełnosprawnymi, aby niektórzy ludzie na nowo stali się bardziej empatyczni. Aby zrozumieli, że chcieć to móc. Bo tak naprawdę cały proces integracyjny środowiska zaczyna się w małych społeczeństwach. A może mam za duże ambicje?

2 komentarze:

  1. "Niepodniecany zapał"? o matko bosko :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku miało być inne sformułowanie, ale gdzieś mi ono wywietrzało z łebka :). Na swoją obronę mam nadmiar nauki :)

      Usuń