Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

poniedziałek, 9 marca 2015

Czy dyrektorzy placówek oświatowych są ludźmi z naszej planety?

Człowiek czyta sobie blogi, czyta i mimowolnie kibicuje ich bohaterom. Szczególnie tym najmłodszym, dopiero wchodzącym w tajniki tego zawiłego świata. Dlatego nie rozumiem, dlaczego nie rozumiane są problemy dzieci niepełnosprawnych, szczególnie przez urzędników państwowych, bo tak chyba mogę nazwać dyrektorów CKE.

Już wyjaśniam o co chodzi. Jest taki dzielny czternastolatek o imieniu Antoś. Antek od urodzenia choruje na SMA(rdzeniowy zanik mięśni). Nie chodzi, oddycha za pomocą respiratora, jest karmiony przez sondę dożołądkową. A jednocześnie jest bardzo inteligentnym chłopcem, od czwartej klasy zawsze ma świadectwo z czerwonym paskiem. Od zerówki objęty jest nauczaniem indywidualnym, ale nie spowodowało to sytuacji, że odstaje z programem nauczania od rówieśników.

W tym roku, jak każdy szóstoklasista, Antek powinien przystąpić do sprawdzianu szóstoklasisty. Co jednak się dzieje z uczniem, który co prawda ma niesamowitą wiedzę, ale jego kondycja fizyczna umożliwia mu nawet sprawne obrócenie kartki na drugą stronę. Przypominam, że w tym roku zmienia się zupełnie formuła egzaminu i dzieciaki nie piszą jednego arkusza, ale dwa - jeden z języka polskiego i matematyki i trwa 80 minut, drugi z języka nowożytnego i on trwa 45 minut. Sprawdziany są w jednym dniu, oddzielone przerwą.

Jeżeli podliczyć czas potrzebny na napisanie sprawdzianu, wychodzi półtorej godziny i 5 minut. Uczniowie z niepełnosprawnością mają przywilej wydłużenia poszczególnych części o połowę(m.in. ja korzystałam z tego przepisu, kiedy sama przystępowałam do egzaminów na koniec poszczególnych etapów nauki). Czyli wychodzi razem prawie dwie i pół godziny. Dużo? Może. Ale nie dla chłopca, którego pismo zarówno ręczne, jak i z pomocą komputera jest utrudnione, a przede wszystkim spowolnione przez chorobę. Tak naprawdę w najlepszym wypadku Antoni będzie w stanie korzystać z urządzenia najwyżej półtorej godziny. Myślicie, że to wystarczy do wypełnienia dwóch arkuszy? Żeby była jasność, dyktowanie też raczej nie wchodzi w grę z powodu wady wymowy. 

Rodzice Antka zaczęli się więc starać o zwolnienie chłopca z egzaminu z powodów zdrowotnych. Niestety, okazało się, że niepełnosprawność ruchowa, choćby największa, nie jest ku tego podstawą. Co lepsze, zaburzenia mowy nie zostały uznane za formę niepełnosprawności, chociaż są bezpośrednio związane z chorobę, z którą zmaga się Antek. Ale jakby do tego dodać np. upośledzenie, to już jest jakiś powód. Rozumiecie paradoks sytuacji? Chłopiec przykuty do łóżka z ogromnym problemem z mówieniem został wrzucony do tej samej kategorii co jego rówieśnik z niedowładem nóg. 

Ostatnio mama Antka próbowała interweniować bezpośrednio u dyrektora OKE w Poznaniu. Co usłyszała w odpowiedzi: że przepisy nie przewidują, aby zwolnić jej syna ze sprawdzianu. Czyli zgodnie z prawem uczeń powinien 1 kwietnia wstawić się na kilka godzin do szkoły, aby napisać ten przeklęty sprawdzian. Ciekawa jestem tylko, czy pani dyrektor przewidziała konieczność odsysania Antka przez mamę co jakiś czas(przepisy mówią, że osób trzecich nie może być na sali).

Jest jednak sposób na ominięcie przepisów - kiedy uczeń jest chory i nie może wstawić się w pierwszym terminie, zostaje mu dodatkowy(w tym roku jest to 1 czerwiec - idealny prezent na Dzień Dziecka). Ale w tym terminie może też być chory. W takim przypadku uznaje się, że uczeń został z niego zwolniony. Jest też inna opcja - wstawienie się na sprawdzian i oddanie pustej kartki. Zawsze to jakiś sposób. Ale czy na pewno dobry dla ambitnego ucznia?

Sytuacja ta poruszyła mnie do reszty. Automatycznie przypomniała mi się taka, jaka zaistniała ponad dziesięć lat temu w mojej szkole: była sobie dziewczyna, córka jednej z nauczycielek, która nie mówiła, miała kłopot z pisaniem ręcznym, ale za do w miarę dobrze radziła sobie z pisaniem na komputerze i był chłopiec, który nie mówił, nie pisał ręcznie, nie był w stanie pisać nawet na komputerze, a w dodatku miał lekkie upośledzenie umysłowe, ale jego mama nie pracowała w oświacie. Rodzice obydwojga uczniów starali się o zwolnienie z sprawdzianu. Dziewczynie się udało, chociaż była sprawniejsza, chłopiec musiał podejść do egzaminu. Miał nauczyciela wspomagającego - przy pytaniach zamkniętych kiwał głową na odpowiedzi, przy otwartych albo pokazywał odpowiednie cyfry i symbole matematyczne, albo pokazywał odpowiednie symbole Blissa. Paranoja? Może, ale nie dla polskich urzędników, którzy dzielą uczniów na równych i równiejszych.

3 komentarze:

  1. Karolina przeczytałam Twoją notkę... W sumie nie wiem, czy powinnam się wypowiadać. Mam tylko (albo i aż MPD :-p) Nie znam przypadłości Antka, wiem tylko że jest nieuleczalna ale...
    Skoro zdolny chłopak "uczęszcza" do masowej podstawowej szkoły (w trybie nauczania indywidualnego stąd cudzysłów) to czemu miałby być z egzaminu zwolniony?
    Egzaminy to nie jest tylko sprawdzian. To są przede wszystkim punkty, które w jakimś tam stopniu klasyfikują danego ucznia. Rankingi szkół. Teraz popatrz. Do której ze szkół powinien należeć Antek? Najgorszej? Najlepszej? Na jakiej podstawie ? Ładnych oczu?
    Sama piszesz, że nie podobało Ci się zachowanie Twojej nauczycielki względem jej córki, na tle innych uczniów.
    Jestem zdania iż powinien przystąpić. Z indywidualnymi udogodnieniami, ale powinien.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Ewą, że dobrze byłoby umożliwić Antkowi podejście do egzaminu. Wiem,że to może być bardzo trudne, ale może też przynieść mu ogromną satysfakcję. Inna sprawa to zorganizowanie mu odpowiednich warunków do zdawania- tu niestety można trafić na prawdziwu urzędniczy beton.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem polega na tym, że Tosiek bardzo chce przystąpić do sprawdzianu, a jednocześnie zdaje sobie sprawę z tego, że te cztery godziny pisania są ponad jego możliwości. Dobrym rozwiązaniem było by takie, jakie jest podczas egzaminu po gimnazjum - jeden dzień część humanistyczna, drugi matematyczno - przyrodnicza, trzeci językowa. I tak pewnie będzie za x lat. Ewentualnie egzaminy w wersji dla uczniów zdolnych, ale z kłopotami manualnymi powinny być przygotowywane typowo pod pisanie na komputerze. Teraz jednak dzieci takie jak Antek wpadają w dziurę przepisową. Co do gimnazjum to Antek pójdzie i tak do rejonowego, które zresztą ma statut integracyjnego, więc też motywacja dla ucznia żadna. Bo nie ukrywajmy, gimnazjum rejonowe ma obowiązek przyjąć ucznia bez względu na ilość punktów(obowiązek nauki do 18 r.ż.), ale punkty mogą pomóc w umieszczeniu ucznia w klasie o podobnej wiedzy, ewentualnie w dostaniu się ucznia do gimnazjum spoza rejonu. Pozdrawiam Was serdecznie

      Usuń