Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

poniedziałek, 16 marca 2015

O innym ujęciu przedstawienia Misterium Męki Pańskiej

Jak już wcześniej pisałam, w dniu wczorajszym wraz z grupą parafian oraz jednym z wikarych pracujących w naszym kościele pojechałam do Krakowa, m.in. po to aby obejrzeć Misterium Męki Pańskiej wystawionej w Wyższym Salezjańskim Seminarium Duchowym. Warto tutaj zaznaczyć, że wielu księży salezjanów pełniących w naszej parafii na przestrzeni lat wyszło właśnie z tej placówki.
Zbiórka miała miejsce przed kościołem o godzinie 12:15, a kwadrans później wyjechaliśmy w drogę. Co prawda zdążenie pod kościół wymagało ode mnie kilka łez w stosunku dla wykładowcy prowadzącego zajęcia w szkole policealnej(szczegóły zachowam dla siebie, ale czasami brak mi słów dla niektórych nauczycieli) oraz pokonanie jakiś 3 kilometrów na nogach w tempie mniej niż 20 minut(co przy przeziębieniu oraz czterokończynowym porażeniu mózgowym jest nie lada wyczynem), ale nie wsiadłam do autokaru na samym końcu. Ostatni pojawił się bowiem… wikary. Uznajmy, że przerosło go rozpięcie guzików u sutanny, ha, ha, ha. Jednak dawno nie zdenerwowałam się tak jak wczoraj, usiłując zdążyć na autokar.
W autokarze zostałam wyrzucona nie dość, że na sam koniec, to jeszcze na środkowe siedzenie. Podobno wszedł w życie przepis, że może na nim siedzieć osoba, która ukończyła 18 rok życia. Dzieciaki ze scholi bardzo się ucieszyły. Potem tylko odhaczenie się na liście, poczekanie na spóźnialskiego, odmówienie modlitwy i mogliśmy ruszać w drogę. Codziennie jeżdżę podobną trasą, więc droga podejrzanie mi się skróciła. Co lepsze, nagle pojawiły się jakieś dziwne sugestie, że wszelkie pytania z nią związane można kierować do mnie… Cóż, niewiele osób wie, że studiuję na Uniwersytecie Papieskim, ale może niektórzy mają przecieki.
Przed 14 dojechaliśmy pod budynek seminarium. Chwilkę poczekaliśmy aż zakupione zostaną bilety na spektakl i przeszliśmy do baraku, w jakim mieści się scena teatralna. Akurat nam się udało i nasza grupa dostała miejscówki w pierwszych trzech rzędach. Maluchy siedzące w rzędzie zerowym miały niezłą uciechę – mogły sobie zaglądać pod kurtynę. Takich to łobuzów przyjmują do scholi i jako ministrantów hi, hi, hi. Ja zaś siedziałam w pierwszym rzędzie. Miałam numer 14, jednak po drodze rozmawiałam z jednym małżeństwem i jakoś tak wyszło, że zamieniłam się z mężczyzną rozdzielając go tym samym z żoną. Ups, mam nadzieję, że nie spowoduję ewentualnego rozwodu tej sympatycznej pary.
Co do samego przedstawienia to mam mieszane uczucia. Spektakl rozpoczął się sceną z wesela w Kanie Galilejskiej, na którym bawił się też Pan Jezus z matką. W tle na scenie widać było kapelę, która gra na żywo weselną muzykę. To odpowiedni moment na powołanie osób, które będą przez kolejne trzy lata towarzyszyć Mesjaszowi w jego nauczaniu. Mijają trzy lata, zbliża się żydowskie święto Paschy. Ci sami małżonkowie przeżywają kryzys małżeński. Mimo wszystko wybierają się jednak wedle tradycji do Jerozolimy, gdzie przyjęci są przez krewnego. Wuj mówi im, że widział w mieście Jezusa, a jednocześnie słyszał, że mają go pojmać żołnierze Poncjusza Piłata. Kobieta postanawia go znaleźć. Tymczasem w innym domu Jezus wraz z uczniami spożywa ostatnią wieczerzę, podczas której zapowiada czekającą go mękę. Kiedy wraz z Piotrem, Jakubem i Janem udaje się do Ogrodu Oliwnego, Judasz Iskaliota idzie wydać go kapłanom. Następuje pojmanie Syna Bożego i zaprowadzenie go do pałacu Piłata. Tutaj następuje osąd zarówno arcykapłanów, jak i Heroda, Piłata, aż w końcu całego ludu. Następuje przejście do sceny konania Jezusa na krzyżu a następnie ściągnięcie ciała z niego. Jezus zmartwychwstaje, ale wuj w to nie wierzy. Co więcej, kiedy Zbawiciel ukazuje się jego oczom, sądzi, że wypił za dużo wina i ma przywidzenia. Spektakl kończy się sceną pogodzenia skłóconych małżonków, z którymi zmartwychwstały Jezus dzieli się chlebem.
Tegoroczne Misterium Męki Pańskiej obfitowało w dźwięk. Przez cały czas na scenie był „weselny” zespół, który w wyśmienity sposób swoją grą nadawał klimat akcji dziejącej się na scenie. Szczególnie uwydatniało się to podczas scen z rozterkami Judasza oraz… Maryją, która okazała się prawdziwą kobietą z krwi i kości. Wzruszająca jest scena, kiedy w noc pojmania Syna Bożego przywołuje historię Abrahama, który miał złożyć ofiarę z syna Izaaka. A to wszystko na tle łagodnej muzyki. Ponadto motyw muzyczny wkrada się też w ciekawy sposób do pojedynczych postaci – u Heroda jest to służący grający na gitarce, jednak najciekawszy instrument miał arcykapłan Kajfasz – ramę z zawieszonymi dzwonkami, w które uderzał wymieniając imiona proroków. Dodatkowo można było usłyszeć fragmenty pasyjnych pieśni oraz „Gorzkich żali” w zupełnie nowej, nieco rockowej aranżacji. Zachwyciło mnie zagranie fragmentu pieśni „Ogrodzie Oliwny” tylko na perkusji. Jak dotąd byłam przekonana, że instrument służy głównie do nadawaniu rytmu piosenkom, a tutaj takie miłe zaskoczenie. Jak już wcześniej wspomniałam zachwyciła mnie rola Judasza i Matki Bożej. Jednak do końca nie zrozumiałam koncepcji reżysera dotyczącej ról małżonków z Kany oraz ich wuja. Były takie, hm… za wesołe. Momentami cała widownia wybuchała śmiechem. A ja pojmuję przedstawienie jako przeżycie duchowe będące moim prywatnym dopełnieniem okresu Wielkiego Postu. Małą przesadą było dla mnie również umieszczenie w scenariuszu fragmentu kolędy "Gdy śliczna Panna". To nie ten okres. I przez to też miałam mętlik w głowie. Jednak nie żałuję, że pojechałam na Misterium. Czasami trzeba się bowiem ukulturalnić. Zwłaszcza, kiedy ma to miejsce raz na rok.




















2 komentarze:

  1. Myslę,że warto było uczestniczyć. Bardzo ciekawa aranżacja! A z kolędą chyba faktycznie troche przesadzili...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od strony wizualnej przedstawienie było naprawdę świetnie przygotowane. Gorzej z przekazem, ale jak to się mówi - każdy ma swoje gusta i guściki. Pozdrawiam

      Usuń