Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

poniedziałek, 2 marca 2015

O Kacperku

Jest w moim mieście pewien młodzieniec noszący jedno z moich ulubionych imion - Kacperek. Od pewnego czasu o Kacperku stało się głośno - u tego zaledwie 10 miesięcznego dziecka mieszkającego w sąsiedniej parafii zaledwie 2,5 miesiąca po urodzeniu wykryto siatkówczaka - złośliwy nowotwór oka. Leczenie chłopca w Centrum Zdrowia Dziecka nie dało pożądanych efektów. Wręcz przeciwnie, lekarze zajmujący się dzieckiem oznajmili, że może po amputacji oka jest szansa na uratowanie życia maluszka. Rodzice chłopca dowiedzieli się jednak, że podobne przypadki są też leczone za granicą, m.in. w Stanach Zjednoczonych. Niestety to kosztuje, a budżet rodziny jest już obciążony bieżącymi wydatkami wynikającymi z leczenia w kraju. W wielu miejscach w naszym rejonie pojawiły się więc puszki z prośbą o pomoc. Przez jedną niedzielę zbierano pod kościołami w naszym mieście datki na leczenie malca, oczywiście za zgodą biskupa. Jakiś czas temu był bieg charytatywny nad miejskim jeziorem(aż żal mi było, że z powodu moich bóli brzucha nie mogłam wystartować :( *), gdzie dzięki hojności uczestników uzbierano trochę grosza. Pewnie byłoby jeszcze więcej, gdyby impreza była bardziej rozgłoszona. W busie relacji Kraków - Sosnowiec wisi zaś apel.
Wiem, że pieniądze na operację udało się uzbierać, teraz prowadzona jest zbiórka na dalsze leczenie chłopca, bo wiadomo, że na operacji usunięcia nowotworu się nie skończy. Wczoraj chodzono w sprawie wsparcia po klasach w szkole policealnej z puszką. Wrzuciłam 5 złotych. Dla mnie to nic, pewnie wydałabym je na jakieś głupstwa. Ale dla Kacperka jest to już pięć złotych mniej do opłacenia kosztownej terapii. Zresztą mam taką fantastyczną grupę, gdzie każdy wrzucił coś od siebie do tej puszki. Z jednej strony nic, bo dla nas to tylko 1, 2, 5 złotych, a może się okazać, że bez tych drobniaków nie byłoby możliwe wymienienie złotówek na dolary.

Trochę przypomina mi to zeszłoroczną akcję na katowickim AWFie, gdzie był zorganizowany bieg oraz zawody pływackie, a cały z nich dochód przeznaczony był na leczenie synka jednego z pracowników uczelni, też Kacperka. Wtedy brałam udział zarówno w biegu, jak i w pływaniu, znowu wspomagając chłopca kilkoma złotymi. Czasami mam wrażenie, że mało, ale gdy się tak uzbiera grosz do grosza, a potem słyszy się o efektach leczenia, to nadchodzi refleksja, czy te przysłowiowe 5 groszy nie pomogły w uzyskaniu tego efektu.

* Chociaż po przejrzeniu zdjęć z biegu śmiem twierdzić, że może to dobrze, że nie wystartowałam w biegu. Trener był...

1 komentarz:

  1. Cały Lolek - nic dla siebie, wszystko dla innych

    OdpowiedzUsuń