Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

czwartek, 19 marca 2015

Terroryzm czai się wszędzie

Od wczoraj kraj żyje wiadomościami, jakie dopływają do nas zza Morza Śródziemnego, czyli z stolicy Tunezji, Tunisu, gdzie w jednym z muzeów miał miejsce atak terrorystyczny, który dotknął także nasz kraj. Wkrótce po wydarzeniu okazało się bowiem, że w środku budynku znajdowała się grupa polskich turystów przebywających w tym śródziemnomorskim kraju na wakacjach. Trudno się temu dziwić - Muzeum Narodowe Bardau(Bardo) szczyci się na przykład kolekcją rzymskich mozaik zwiezionych z całej Tunezji. Toteż znajduje się w planie niemal każdej wycieczki jadącej do tego islamskiego, aczkolwiek raczej spokojnego i przyjaznego turystom kraju. 
Co do samego zdarzenia jest mnóstwo nieścisłości i sprzeczności. Prawdą jest, że niemal od razu mówiono się, że wśród ofiar znajdują się Polacy. Inna sprawa to nieścisłość ilości ofiar naszej narodowości - w pewnym momencie osiągała ona liczbę 7, a nad Polską zawisło widmo żałoby narodowej. Na szczęście, chociaż wiadomo, że nie do końca z tym szczęściem, rankiem pojawiła się informacja o dwóch ofiarach śmiertelnych. Różnica kolosalna - aż 5 żyć. Nie wiadomo co się dzieje z jednym naszym rodakiem, należy mieć jednak nadzieję, że podobnie jak inny zaginiony, odnalazł się. 
Do zdarzenia doszło w wczesnych godzinach popołudniowych. Grupa uzbrojonych terrorystów wtargnęła do gmachu muzeum. Wcześniej jednak otworzyła ogień do turystów wychodzących z autokarów, które stały na parkingu pod budynkiem. 
W zamachu terrorystycznym zginęli nie tylko Polacy - wśród ofiar wymienia się również obywateli Tunezji, Włoch, Japonii, Australii, Kolumbii, Hiszpanii, Francji, Belgii oraz Wielkiej Brytanii. Wiadomo też, że głównym celem terroryści nie byli turyści, ale Parlament Tunezyjski. I to tam najpierw otwarto ogień. Następnie terroryści podbiegli pod muzeum. Około 15:00 tunezyjska policja rozpoczęła szturm na obiekt, w wyniku którego zginęli oprawcy oraz jeden z funkcjonariuszy policji. Zakładnicy zostali uwolnieni.
Co do polskiej wycieczki, wiadomo, że zorganizowana była przez znane biuro podróży "Itaka"(czemu mnie to nie dziwi) i że liczyła 36 osób. Nieoficjalnie mówi się też, że był to ostatni dzień ich wycieczki, która w dniu dzisiejszym miała już wrócić do kraju...
Biura podróży zawiesiły wycieczki do Tunezji do odwołania. Natomiast po przebywających w tym kraju na wakacjach Polaków będą wysyłane kolejne samoloty. Nie dotyczy to osób pracujących na stałe w Tunezji.
Zamachu dokonało samozwańcze państwo islamskie.
W takich chwilach jeszcze bardziej zastanawiam się nad sensem życia i nad logiką działania terrorystów. Chociaż podejrzewam, że wielu z nich ma tak bardzo "wyprany" umysł, że nie do końca zdaje sobie sprawę z tego co robi, wręcz zabijają w imię Allacha. Rozumiem, walka o własne państwo, wszak my też walczyliśmy o niepodległą Polskę. Ale czy koniecznie trzeba iść po "trupach do celu"? I to jak widać w dosłownym tego słowa znaczeniu. 
Inna sprawa - nigdy i nigdzie nie jesteśmy bezpieczni. Poczynając od uprowadzeniu samolotów 11 września, po szturm na teatr w Moskwie, szkołę podstawową w Biesłanie, zamach na metro w Madrycie oraz w Londynie, zamachy w norweskim Oslo oraz na wyspie Utoya, w końcu wczorajsza tragedia w Tunisie. Czy ci wszyscy ludzie, którzy w nich zginęli, mieli świadomość, że ostatni raz wstają z łóżka, jedzą śniadanie, wychodzą z mieszkania? Czy pomyśleli o tym, że zostaną zakładnikami, a następnie pozbawieni życia z rąk innych ludzi? Czy i my czasami zastanawiamy się, co byśmy zrobili, gdybyśmy tylko znaleźli się na ich miejscu?
Życie bywa nieprzewidywalne. Dzisiaj jesteśmy, jutro możemy stać się ofiarami terroryzmu nawet w osiedlowym warzywniaku. Nie wiemy co nam przyniesie dzień. Ale nie możemy też popadać w skrajność i całe dnie spędzać w domu. Wychodźmy z mieszkania, wyjeżdżajmy za granicę, korzystajmy z życia, bo prawdopodobnie mamy je tylko jedno. Uważajmy jednak na siebie. Tego nigdy za wiele.

2 komentarze:

  1. Polacy, jak słusznie zauważyłaś, też byli terrorystami :). W czasach przed pierwszą wojną światową w niektórych miastach robiliśmy zamachy nieomal codziennie. Mnie się nie podoba ogólnie robiony z tego powodu szum, bo Państwu Islamskiemu właśnie o szum medialny chodzi. Najgorsze, co można zrobić, to teraz przestać jeździć do Tunezji - upadek turystyki spowoduje zubożenie państwa, a zubożenie państwa ułatwi islamistom przejęcie go.

    A jeśli chodzi o to, czy ludzie mieli świadomość, że to ich ostatni dzień ... hm, gdybyśmy tak myśleli, żylibyśmy lepiej. Nie ma się co bać życia, w końcu śmierć jest akurat pewna. Ale to mogłoby się nie podobać pewnej opcji - podobno ludzie terminalnie chorzy najbardziej żałują, że nie spełniali swoich marzeń, a nie że nie spełniali swoich obowiązków.

    OdpowiedzUsuń
  2. Życie bywa rozpaczliwie nieprzewidywalne. Czasami po prostu wystarczy wyjść z domu...Nie zostaje nic innego jak cieszyć się każdym podarowanym dniem:)

    OdpowiedzUsuń