Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

niedziela, 29 marca 2015

To prawda że nuda naraża nas na robienie głupot

Na przykład dzisiaj siedząc na zajęciach z rachunkowości finansowej w administracji postanowiłam wyczyścić sobie klawiaturę mojego laptopa za pomocą długopisu. Dlaczego nie uważałam na zajęciach? Raz, mój drugi kierunek na policealnej to rachunkowość finansowa, więc raczej nic nowego nie wynoszę z tych zajęć. Dwa, żeby jeszcze prowadząca zajęcia jakoś to tłumaczyła. Ja rozumiem, że jeśli ktoś jest zatrudniony z ulicy, bo inny nauczyciel się pochorował, to może olewać sprawę, ale bez przesady. Już pierwszego dnia doprowadziła wszystkich do szewskiej pasji, pytając co najbardziej nam w życiu wyszło. Szczerze powiedziawszy mało rzeczy mi w nim wyszło. Inna sprawa to moja niska samoocena, co potwierdzili wszelcy przesłuchujący mnie psychologowie. Nie, to nie jest tak, że z każdą głupotą biegam do terapeuty, byłam u niego jedynie w celu uzyskania zaświadczenia potrzebnego do wydłużenia czasu sprawdzianu szóstoklasisty, egzaminu gimnazjalnego, aż w końcu matury. Za każdym razem pytali mnie o moje mocne strony. I za każdym razem słyszałam, że jestem zdolnym, acz z zaniżoną samooceną dzieckiem. A dwa tygodnie temu nacisnęła mi na odcisk wypuszczając z zajęć dużo później, niż ją o to prosiłam. Pewnie nie zależałoby mi na tym, gdybym tego dnia nie miała jechać na Misterium Męki Pańskiej do Krakowa. Zdążyłam, a nawet gdybym się spóźniła, to pewnie by poczekali. Ale nerwów najadłam się przy tym co niemiara. 
Wracając jednak do tematu postu - czyściłam sobie klawiaturę, wywołując radość na buźce siedzącej ze mną dziewczyny, aż tu nagle wyskoczył mi klawisz z literą "M". Fakt, był już urwany z powodu mojej atetozy, a z powodu braku czasu został prowizorycznie włożony w zatrzask, który też się urwał i został złożony po domowemu. Klawisz działał, ale ciągle wypadał. Zwłaszcza kiedy szybko pisałam notatki z wykładów. Aż dzisiaj nie dość, że czyszcząc klawiaturę z zalegającego w niej kurzu wyrwałam klawisz z zatrzaskiem, to jeszcze urwałam taki gumowy krążek, który naciska odpowiedni punkt na klawiaturze. Nie jestem informatykiem, nie umiem tego logicznie wyjaśnić. W każdym razie, aby napisać literkę "M" musiałam na wyczucie przyciskać blaszkę na klawiaturę.
Teraz już jest w porządku. Po powrocie do domu, który prowadził przez kościół i niedzielną Mszę świętą, postanowiłam naprawić zepsutą rzecz. Trochę to trwało, bo jednak problem z koordynacją ruchową raczej nie ułatwiał mi tej sytuacji. Ale w końcu udało mi się zarówno naprawić zatrzask, jak i włożyć wszystko na miejsce. Trochę martwiłam się, że gumka nie będzie dotykać odpowiednich punktów, na szczęście klawisz działa bez zarzutu. 
Dzisiaj były ostatnie zajęcia z panią T. I bardzo dobrze, bo nic z nich nie wyniosłam. Zresztą jak rozmawiałam z innymi to nie tylko ja. Jednak nie ma to jak zajęcia z panią O. P. w Żaku. Nie dość, że wspaniale tłumaczy, to jeszcze chce się jej słuchać. I pewnie dlatego jeszcze jako tako łapię o co chodzi w tych wszystkich kontach oraz samym księgowaniu.

Przypominam o trzymaniu kciuków za zdrowie BINASZKI :)

1 komentarz:

  1. To prawda, odpowiadam na pytanie w tytule ,już przed przeczytaniem posta :-)

    OdpowiedzUsuń