Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

sobota, 21 marca 2015

Wiosna, wiosna, wiosna ach to ty

Leżę sobie w łóżku i klikam w poszczególne klawisze na klawiaturze. Miała być relacja z diecezjalnej Drogi Krzyżowej z Olkusza do położonej pod Krakowem Czernej, w której miałam uczestniczyć. Co prawda trasa liczyła 25 kilometrów, jednak osobiście odbierałam to jako zmierzenie się człowieka samego ze sobą i ze swoimi słabościami. I pewnie bym poszła, gdybym kilka godzin wcześniej nie umierała z powodu bóli brzucha. Tym razem wolałam nie ryzykować i ograniczyłam się do parafialnego nabożeństwa, przygotowanego w przepiękny sposób przez osoby przygotowujące się do sakramentu bierzmowania. Wreszcie jakaś Droga Krzyżowa skończyła się w przeciągu 30 minut. Da się? Da się. Poszczególne stacje Drogi Krzyżowej przedstawiały ludzkie upadki i wzloty dzisiejszej młodzieży. Choroby, ucieczki z domów, używki, prostytucja - każdy z nas ma w swoim życiu stacje Drogi Krzyżowej. Ważne jest, abyśmy z godnością wytrzymali całe nasze życie.
Wczoraj w naszym kraju można było zaobserwować ciekawe zjawisko, jakim jest częściowe zaćmienie słońca. Ostatni raz miało ono miejsce 4 stycznia 2011 roku. Pamiętam, że szłam wtedy na AWF, i chyba miałam coś zaliczać. Nagle zrobiło się ciemniej, a jakiś mężczyzna dał mi specjalne okulary, abym mogła sobie też zobaczyć. O wczorajszym dowiedziałam się z radia eM. W sumie zrobiło się jakoś ciemniej na dworze, chociaż na niebie nie było ani jednej chmurki. Wyszłam przed klatkę, jednak od patrzenia bez ochrony szczypały oczy. Nie mogłam znaleźć też moich okularów przeciwsłonecznych. W sumie to będę musiała je zlokalizować, bo lada chwila zacznie się bum pyłkowy. Widowisko mnie ominęło, na szczęście na stronach internetowych można znaleźć sporo zdjęć przedstawiających to zdarzenie.
Nawet moje kocię zrobiło się wczoraj przed południem niespokojne i dało się wygłaskać. To widowiskowe wydarzenie zwiastowało nam pierwszy dzień wiosny, który przypadł w dzisiejszym dniu. Chociaż tak naprawdę pogodę wiosenną mamy od kilku dni. A jak można przywitać wiosnę? Jak to jak - w szkole. Najpierw na angielskim, a następnie działalności gospodarczej w branży ekonomicznej. Na tych ostatnich zajęciach szczerze pisząc przysypiałam(zaczęłam cieszyć się, że jednak nie poszłam na tą Drogę Krzyżową). Doszło do tego, że po powrocie do domu położyłam się na chwilkę do łóżka. Wstałam po godzinie, odgrzałam i zjadłam zupę kapuśniakową na słodko i poszłam na spacer dotlenić szare komórki. Następnie wzięłam się za czytanie książki o świętych, którą powinnam już dawno zrecenzować. I nawet ją skończyłam czytać. A jednak spacer czasami bywa pomocny.
Ciężki czeka mnie tydzień - mam cztery kolokwia, w tym jedno zaliczeniowe. Chciałabym tak jak dzisiaj wychodzić na spacer, jednak w parafii zaczynają mi się rekolekcje. Pocieszam się tym, że za półtora tygodnia mam przerwę świąteczną i sobie odpocznę, nabiorę sił. A wcześniej Niedziela Palmowa i Diecezjalne Dni Młodzieży. Mam nadzieję, że nie będzie tragedii z pyleniem, bo bardzo chciałabym w nich uczestniczyć. Zwłaszcza, że odbywają się tuż za progiem. A i program mają bardzo ciekawy...
A już zupełnie na koniec wrzucam piosenkę, którą od rana sobie nucę:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz