Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

czwartek, 16 kwietnia 2015

O łączeniu przyjemnego z pożytecznym

Dotychczas wszelkie sympozja i sesje naukowe organizowane przez uczelnie były dla mnie abstrakcją. A może napiszę inaczej - przez pięć lat studiowania na katowickim AWFie nie słyszałam o ani jednym. Nasuwają mi się następujące wnioski - albo uczelnia ich nie organizowała(co mało prawdopodobne), albo jeżeli były już organizowane, to informacja o nich musiała być chyba przekazywana drogą szeptaną, bo ani nie było nigdzie plakatów informacyjnych, ani na stronie www nic nie pisało, ani tym bardziej wykładowcy nic nie wspominali. No cóż, dlaczego było tak, a nie inaczej nie wnikam. 
Czasy AWFu jednak minęły, a nastały czasy Uniwersytetu Papieskiego. Z każdym dniem coraz bardziej przekonuję się do tego, że moja decyzja, chociaż hardgorowa, była słuszna. Kiedy tydzień temu dowiedziałam się, że nasza wykładowca od przedmiotu zowiącego się "Wstęp do Pisma Świętego" organizuje dzisiaj konferencję naukową pt.: "Kulturowe tło czytania Biblii", wiedziałam, że muszę się na niej pojawić. I to nie dlatego, że jest ona jakby zamiennikiem dzisiejszego wykładu z tego przedmiotu(wszak obecność na niej nie była obowiązkowa), ale ze względu na temat. Zważając dodatkowo na godziny trwania konferencji(od 10:00 do 14:30) nic nie stało na przeszkodzie, abym w niej nie uczestniczyć. A nawet się wyspałam, ponieważ nie musiałam się zrywać o godzinie 4:30. Tylko nie wiem dlaczego wszyscy myśleli, że mamy dzisiaj jakiś egzamin/zaliczenie/wygłaszam referat(poprawny pomysł podkreślić), bo Lolek pojawił się w spódniczce(!) i garsonce. Te spekulacje pojawiły się zaraz po wejściu przeze mnie w autokar do Katowic(czyli nie zapomniano o mnie w scholi :) ) i ciągnęły aż do zajęć z "Teologii fundamentalnej - religii świata". Rada jest jedna - częściej ubierać się w kiecki ha, ha, ha!
Wracając do konferencji naukowej, to pomimo tego, że potencjalnie mam dużą odległość do pokonania, najpierw do Krakowa, a następnie pieszo z Dworca Głównego na ulicę Bernardyńską, gdzie znajduje się jedna z siedzib Uniwersytetu Papieskiego, to na auli pojawiłam się jako pierwsza. Nie licząc oczywiście profesor A. W. oraz księdza profesora B. Z. Pani A. bardzo serdecznie mnie przywitała. Ogólnie o osobach takich jak ona mówi się człowiek - anioł. Otrzymałam plan konferencji oraz możliwość zajęcia jednego z pierwszych rzędów w auli. Z czasem powoli zaczęli się schodzić inni uczestnicy sesji. Zaczęłam dziwnie się czuć - większość z nich to słuchacze Uniwersytetu Trzeciego Wieku działający przy uczelni, studentów było zaś jak na lekarstwo. Jedną osobę z mojej grupy zauważyłam dopiero pod koniec wykładu.
Konferencje rozpoczął krótką modlitwą rektor naszej uczelni - ksiądz profesor Wojciech Zyzak(mam nadzieję, że nikt mnie nie pozwie o ujawnienie danych osobowych, bo tą informację można akurat sprawdzić choćby na głupiej wikipedii). Po krótkiej modlitwie oraz przedstawieniu programu konferencji przeszliśmy do meritum sprawy, czyli samych wykładów.
Każdy wygłaszający swój referat miał 20 minut. Na myśl przyszły mi wystąpienia posłów w sejmie, gdzie każdy ma też określoną liczbę czasu do wykorzystania. Całość była podzielona na cztery sesje trwające po 55 minut. W skład sesji wchodziły dwa wykłady oraz dyskusja po ich wygłoszeniu. Po dwóch sesjach była też dwudziestominutowa przerwa na kawę, herbatę oraz coś słodkiego.
Konferencję otwierał wykład jednego z najbardziej zasłużonych dla naszego Uniwersytetu wykładowcy - księdza profesora T. B. J. poświęcony kulturowemu uwarunkowaniu powstania(pisania) i recepcji(czytania) Biblii. Wykład ten pozwolił zrozumieć zgromadzonym, że chociaż księgi Starego i Nowego Testamentu są księgami natchnionymi, to nie powstały one za pomocą "dotknięcia ich autorów dzióbkiem przez gołąbka", jakby się to wydawało wielu z nas, a ludzie którzy je spisywali musieli się wykazać naprawdę ogromną znajomością tradycji żydowskiej przekazywanej ustnie z pokolenia na pokolenie. Następnie ksiądz J. wygłosił wykład swojego doktoranta ze Słowacji, który z powodu obowiązku nie mógł się pojawić na sympozjum. Dotyczył on rozwoju nauk biblijnych w Magisterium Kościoła w ciągu ostatnich 120 lat i opierał się głównie na dokumentach watykańskich, które przez ten czas zostały wydane. Po dyskusji była druga część konferencji, zatytułowana "Na marginesie dokumentu papieskiej komisji biblijnej". Jako pierwszy wygłosił swoje przemówienie profesor wykładający na KULu, ksiądz R. S. Jego wystąpienie dotyczyło pedagogii miłości w Pieśni nad Pieśniami w świetle badań interdyscyplinarnych. Tak naprawdę było to jedyne przemówienie, które nie do końca zrozumiałam. Zresztą mam dziwne wrażenie, że wykładowca sam nie wiedział o czym mówi. Bywa i tak. Za to następny wykład wygłoszony przez naszego wykładowcę, księdza doktora B. Z. dotyczący aktualności przesłania Apokalipsy jak najbardziej przypadło mi do gustu. Ksiądz bardzo obrazowo omówił symbolikę wielu zjawisk pojawiających się w księdze, jak i wyraził nadzieję, że wszyscy obecni po śmierci będą mogli oglądać Majestat Boży. Po tej sesji nastąpiła przerwa na posiłek. Na szczęście miałam swój kubek i herbatę, ponieważ nie dałabym rady napić się z filiżanek stojących na stoliku. Za to skusiłam się na słodką bułkę. Jak dają trzeba brać :). Trzecią część konferencji otwierał wykład księdza, który przyjechał aż ze Słupska. Dotyczyła ona... kobiet, a konkretniej motywu Księgi Rodzaju w filmie współczesnym. Został obalony mit, jakoby kobieta była tą złą i okropną, przez którą człowiek został wygnany z Raju. Dziewicę przedstawiono za to, jako doskonałe dzieło Boże, bez którego niemożliwe by było kontynuowanie istnienia ludzkiego. Dodatkowo obejrzeliśmy fragmenty takich filmów jak "Niczego nie żałuję - Edith Piaf" oraz "Nędznicy", na których omówiony był obrazowo geniusz kobiety. Jednak najbardziej podobała mi się ostatnia, czwarta część konferencji poświęcona florze i faunie w ujęciu biblijnym. O świecie roślinnym na podstawie opisów pustynnych interesująco opowiedziała nam dr hab. inż. Z. W. na co dzień wykładająca na Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie. Nawet nie wiedziałam, że w opisie wędrówki Izraelitów przez pustynię wspomnianych jest tyle gatunków roślin. Ale z drugiej strony kto zwraca uwagę na takie szczegółu... Tak samo jak na wzmianki o zwierzętach, które w telegraficznym skrócie przedstawiła nam nasza pani A. W. I tylko należy żałować, że miała na to tak mało czasu. Na szczęście na naszych zajęciach poświęciła temu zagadnieniu cały wykład.
Pismo Święte to uniwersalna książka. Osoby wierzące czytają ją jako dzieło natchnione, ateiści mogą je czytać w kontekście literackim. Myślę, że ta konferencja była przeznaczona równie dobrze dla jednych i dla drugich. Nie ukrywajmy, zarówno tekst Starego, jak i Nowego Testamentu jest napisany trudnym językiem, dlatego wiele ludzi, zwłaszcza chrześcijan, po prostu po niego nie sięga. A taka konferencja w prosty i przejrzysty sposób wyjaśnia ludziom wiele niezrozumiałych kwestii. Teraz jeszcze bardziej świadomie będę czytała Słowo Boże, ponieważ w bezstresowy sposób poszerzyłam swoją wiedzę. Dlaczego bezstresowy? Bo raczej nikt mnie nie odpyta z tego, co usłyszałam na konferencji, a wiadomości były na nasz użytek.
I takim przyjemnym, acz niespodziewanym akcentem było otrzymanie na koniec konferencji od pani profesor A. W. zaświadczenia o udziale w niej. Miłe zaskoczenie, tym bardziej, że nie zjawiłam się na niej dla papierka, ale dla własnej przyjemności. No, ale skoro już dawała imienne i nazwiskalne zaświadczenie, to czemu miałam nie wziąć? Poza tym znowu przekonałam się, że jestem Karolina P., a nie anonimowym dla profesorów wykładających na uczelni studentem. 
Za tydzień zaś ma się odbyć TO sympozjum, na którym planuję być ze względu na prywatne zainteresowania. Jednak czas pokaże na ile moje plany dojdą do skutku. 

3 komentarze:

  1. Przyznam, że jak przeczytałam tytuł konferencji, pomyślałam, że to będą właśnie analizy kulturowo-językowe. Natomiast z uwagi na wykładowców wydaje mi się, że to było przedstawienie interpretacji kościoła katolickiego. Bardzo jestem ciekawa jak ta zła i okropna przez którą człowiek został wypędzony z raju, nagle stała się wartościowa :DD. Bo to też interpretacja wymuszona przez kulturę - dzisiaj kościół już nie może mówić inaczej, choć gdy ktoś poczyta doktorów kościoła ... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic bardziej mylnego. Ja rozumiem, że kiedy widzi się, że jak widzi się, że wykładowcą ma być ksiądz, to od razu myśli się, że będzie katolicka wykładnia tego i owego. Tym razem jednak wszyscy wykładający księża skupili się nie na kwestiach doktryn Kościoła Katolickiego(no, może z wyjątkiem drugiego wykładu dotyczącego rozwoju nauk biblijnych w Magisterium Kościoła, ale ciężko by było nie oprzeć się w nim na encyklikach papieży XX i XXI wieku). W apokalipsie przeważało wytłumaczenie symbolizmu. To ważne, ponieważ cała księga opiera się na symbolach, które zarówno chrześcijanin jak i ateista może błędnie interpretować. Wykład o kobiecie - genialny. Jak widać księża nie zawsze są apłciowi i też potrafią dostrzec piękno kobiety jako stworzenia. Niestety nie miałam dostępu do gniazdka i nie mam notatek z wykładów, ale naprawdę warto było na niego przyjść. Najmniej teologiczne były wykłady dotyczące fauny i flory w Piśmie Świętym, ponieważ opierało się na wybranym fragmencie i ilustracji przedstawiającej występujący w niej gatunek zwierzęcia lub rośliny. A co do interpretacji to faktycznie, zgodzę się z tym, że kościół za bardzo się w nią wtrynia i narzuca swój światopogląd.

      Usuń
    2. No ale pomysł, że można symbole błędnie interpretować jest samo w sobie nacechowane :). Inny będzie rodzaj błędu, gdy będzie mówił o tym katolik, a inny, gdy wykładowcą będzie protestant.
      Jak napisałam, dzisiaj już nie tak chętnie, jak jeszcze 100 lat temu, cytuje się doktorów kościoła w drażliwym temacie kobiecym :).

      Usuń