Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

czwartek, 9 kwietnia 2015

Tego się nie spodziewałam...

Trzeci raz staram się o dofinansowanie do mojej nauki z środków PFRON. Pomimo wielu, niekoniecznie pozytywnych opinii, cieszę się, że istnieje finansowa możliwość wsparcia niepełnosprawnych w ich dążeniu do zdobycia wykształcenia, które w przyszłości może się okazać furtką otrzymania godnej pracy. 
Chociaż termin wniosku upłynął 30 marca, to istnieje możliwość doniesienia brakujących dokumentów w terminie do dwóch tygodni. Wypełniłam wszystkie papiery, które mogłam samodzielnie wypełnić, chociaż przy obniżonej sprawności rąk to nie lada wyzwanie. Chociaż staram się pisać drukowanymi literami, żeby było czytelniej, to nie zawsze uzyskuję zamierzony cel. W efekcie w zeszłym semestrze musieli zmienić mi całą umowę, ponieważ nie mogąc odczytać mojego adresu zamieszkania spisali ten, który był na orzeczeniu o niepełnosprawności. Problem polegał na tym, że jest to jedyny dokument, w którym zapomniałam zmienić adres zameldowania. Na szczęście w tym roku kolejny raz staję na komisji i wtedy wszystko sprostuję. Do doniesienia zostało mi jedynie zaświadczenie o tym, że studiuję wypełnione przez uczelnię. Druczek miałam podrzucić do dziekanatu jeszcze przed świętami, jednak wyjęłam z plecaka teczkę, w której znajdowała się karteczka.
Korzystając z krótszego dnia na zajęciach postanowiłam podjechać dzisiaj z prośbą o wypełnienie pisma do końca przyszłego tygodnia. W przeciwnym razie szansa na otrzymanie pieniędzy przepadłaby, a same bilety miesięczne na busa kosztują 165 złotych. To głównie przez ten wydatek proszę PFRON o wsparcie. Jeszcze przed wyjściem z domu sprawdziłam czy w plecaku na pewno znajduje się odpowiednia teczka. Była. Z niecierpliwością czekałam na zakończenie się Wstępu do Pisma Świętego, ponieważ chciałam jak najszybciej dotrzeć do dziekanatu, a musiałam po drodze pokonać 15 przystanków(nie ma jak wyrzucić pierwszorocznych na obrzeża Krakowa). 
Drzwi dziekanatu przekroczyłam z kartką w łapie oraz przygotowaną mową wyjaśniającą czemu potrzebne mi jest jej wypełnienie na przyszły tydzień, a nie powiedzmy za miesiąc. Ledwie skończyłam mówić pierwsze zdanie, a usłyszałam zdanie, którego w pierwszej chwili nie zrozumiałam - "Ale myśmy już wypełnili pani to pismo". "Że co? - przemknęło mi przez myśl. - Pewnie chodzi jej o to, co wypełniała mi jesienią, a teraz potrzeba mi przecież na ten semestr". Cierpliwie zaczynam tłumaczyć jej na nowo, na co słyszę - "Wiemy, koleżanka przypomniała mi, żebym to pani wypełniła na ten semestr". I wyciągnęła mi z teczki wypełniony na ten semestr druczek. No, tego się nie spodziewałam, a już przynajmniej nie tego, że zrobią to same z siebie. Życie jednak potrafi pozytywnie zaskakiwać.
Korzystając z okazji, że w dniu dzisiejszym MOPS był dłużej otwarty, podjechałam do niego od razu po zajęciach i zawiozłam brakujący papierek. Teraz tylko czekam na przyznanie mi wnioskowanej kwoty. 

1 komentarz: