Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

sobota, 18 kwietnia 2015

"Titanic", czyli niecodzienne hobby

Kiedyś przeczytałam w jakiejś typowo kobiecej prasie, takie mądre zdanie, że najlepszą formą samorozwoju każdego człowieka jest posiadanie jakiegoś hobby. Robimy wtedy wszystko, aby dowiedzieć się jak najwięcej o interesującym nas zagadnieniu, czytamy odpowiednią prasę, zbieramy materiały z tym związane. Trudno się z tym nie zgodzić, ponieważ w ten sposób łączymy przyjemne z pożytecznym.

Osobiście mam sporo zainteresowań, jednak dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o jednym z bardziej nietypowych, przynajmniej dla kobiety z dziecięcym porażeniem mózgowym, czyli o legendarnym "Titanicu". 

Jak to się stało, że zaczęłam interesować się jednym z najbardziej znanych statków na świecie? Pamiętam jak w Boże Narodzenie wyemitowano na TVP 1 dwuczęściowy film opowiadający o tym cudzie techniki ówczesnych czasów. 

Oglądałam wtedy wszystko z zapartym tchem... aby potem zbudować prowizoryczny model statku z klocków LEGO. I bawić się w ratowanie małego Trevora z niebezpiecznej pułapki, jaką był transatlantyk. Rok później w okresie świąt Wielkanocnych telewizja Polsat wyemitowała sławną wizję historii z 1912 roku widzianą oczami Jamesa Camerona. 
I chociaż wszyscy dookoła wychwalali ekranizację, dla mnie była ona po prostu romansidłem. Ale i tak oglądałam go co roku. Nie, nie po to aby wzruszać się tanią miłością Kate i Jacka. Mnie doprowadzało do łez co innego: a to para staruszków przytulających się do siebie leżąc w łóżku kiedy statek coraz bardziej nabierał wody, a to mina Beniamina Guggenheima, kiedy siedząc na krześle w sali balowej widział falę oceanicznej wody, a to matka usypiająca swoje dzieci ze świadomością, że już się nigdy nie obudzą, a nawet tłukąca się zastawa. Nie wiem, może i jestem dziwna, ale dla mnie takie właśnie szczegóły były najbardziej wzruszające.

Jednak prawdziwy bum informacyjny wybuchł w 2002 roku, kiedy przypadała 90 rocznica katastrofy. Pamiętam jak na National Geografic szedł cykl programów dokumentalnych poświęconych słynnemu statku. Starałam się oglądać każdy z nich i nawet wynotowywałam sobie co ciekawsze informacje. Co więcej, pojawiła się wtedy stu częściowa kolekcja zeszytów poświęcona "Titanicowi", gdzie w każdym numerze był fragment historii oraz modelu statku do złożenia.
Pamiętam jak w weekendy siadaliśmy z tatą w pokoju przy stole i składaliśmy kolejne części statku, a ja opowiadałam mu kolejne odcinki niesamowitej historii "Titanica". Z czasem złożyliśmy coś takiego:
Nauczyciele z mojej podstawówki wiedzieli o moim nietypowym hobby, toteż poprosili mnie o przeprowadzenia prelekcji na temat statku w kwietniu 2002 roku. Ponieważ mój model był w początkowej fazie tworzenia, wspólnie z rodzicami przygotowałam ogromny plakat ukazujący statek. Do opowiadania o jego wnętrzu wykorzystałam zaś plany dołączone do jednych z pierwszych numerów czasopisma. Dodatkowo zrobiłam prezentacje multimedialną, w której umieściłam zeskanowane archiwalne zdjęcia z gazet. Internet wtedy dopiero raczkował, więc musiałam radzić sobie w inny sposób. Dopełnieniem mojego wykładu były fragmenty powieści poświęconych "Titanicowi"(tutaj ukłon w stronę mamy za chodzenie od biblioteki do biblioteki w poszukiwaniu pozycji). Efekt tego wszystkiego był taki, że pozostali uczniowie byli zachwyceni, a ja nie dość, że dostałam na koniec roku wzorowe zachowanie, to jeszcze w dzienniku pojawiły się szósteczki z takich przedmiotów jak język polski, historia, plastyka i informatyka.

Nie poprzestałam na poszerzaniu swojej wiedzy na temat statku. W miarę możliwości oglądałam filmy z nim związane, czytałam książki, a kiedy rodzice założyli internet, to artykuły na stronach www. Bardzo się ucieszyłam, kiedy z okazji 100 rocznicy dziewiczego rejsu National Georafic wyemitował cały cykl programów dokumentalnych poświęconych statkowi. Ile ja się z nich rzeczy dowiedziałam... Praktycznie wszystkie oglądałam po kilka razy. I wcale mi się nie znudziły. Teraz muszę czekać do 105 rocznicy zatonięcia z nadzieją na nową dawkę informacji.

6 komentarzy:

  1. Ciekawe masz hobby, a szczegółowa wiedza o jakimś wycinku rzeczywistości zawsze pomaga naszemu mózgowi.
    Ja Titanica nigdy nie oglądałam w całości :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to cyniu nie jedyne hobby jakie posiadam :). Co do filmu, to wszystko przed Tobą. Pozdrawiam

      Usuń
  2. No, niesamowita jesteś! Tak ciekawie opowiadasz o Titanicu, że chyba i my coś obejrzymy w tym temacie. A Wasz model - rewelacja! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze powiedziawszy, to zdjęcie modelu z powodów technicznych ściągnęłam z internetu. Ale nasz domowy parowiec nie jest gorszy :). Cieszę się, że zainspirowałam Was do obejrzenia czegoś związanego z "Titanikiem". Pozdrawiam

      Usuń
  3. Musisz się zatem wybrać do Belfastu, tam mają hopla na punkcie tego statku (+ wielkie muzeum Titanica) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, czytałam o tym muzeum we wspomnianym w notce czasopiśmie, ale jak na razie odwiedzenie go pozostaje w sferze moich marzeń :)

      Usuń