Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

czwartek, 14 maja 2015

Empatia dziewięciolatka

Dzieci potrafią zadziwić. Ostatnio coraz bardziej robi to dziewięcioletni synek mojej kuzynki, Ani. Od końca kwietnia noc z środy na czwartek spędzam w Wadowicach. Głównie dlatego, żeby się nie zajechać wracając późnym wieczorem na Śląsk, a rano zrywając się skoro świt z łóżka. Ania wraz z ciocią proponowały mi takie rozwiązanie jeszcze we wrześniu, ja jednak miałam pewne opory. Wiadomo, każdy ma swoje życie, do którego czasami nie warto wchodzić z butami. Zważając jednak na fakt, że w pierwszym półroczu byłam niekiedy wręcz padnięta w piątkowe poranki(tak nam ułożyli plan, że w czwartki kończyliśmy o 18:15, w domu byłam więc po 20, natomiast w piątek zaczynaliśmy zajęcia już o 8:00, co wiązało się z pobudką już o 4:30) i po prostu czasami odpuszczałam sobie zajęcia, w Wielkanoc nieśmiało zapytałam się cioci, czy propozycja sprzed pół roku jest nadal aktualna. Ciocia nie miała oczywiście nic przeciwko temu, a Anka była zachwycona tym, że jej dzieci lepiej poznają swoją ciocię.

Wikusia ma dopiero cztery latka, więc trochę się mnie wstydzi i nie zawsze rozumie co do niej mówię. Za to Jakub... Z nim od razu złapałam kontakt. Na początku też się mnie wstydził i nie zawsze wiedział co mówię. Jednak Ania wytłumaczyła mu moją chorobę i od razu zdobyliśmy wspólny język. Tym bardziej, że oboje lubimy pływać. We wrześniu zagraliśmy nawet w Kubusiowe gry planszowe. Mały szybko zorientował się, że ciotce trudno jest przesuwać pionki, toteż sam robił to bez szemrania i... oszukiwania. Ba, nawet zrobił mi wtedy herbatę nie lejąc jej do pełna(każdy kto mnie dokładniej zna wie, że Lolek + nalana do pełna szklanka = wylanie połowy płynu). Potem widzieliśmy się dopiero w Wielkanoc. Młody pochwalił się swoimi medalami, potem pokazał najnowsze gry na komputerze i poczytał mi Biblię :). Zero skrępowania moją osobą, a wręcz traktowanie mnie bardzo naturalnie. Kiedy przyjechałam w ostatnią środę kwietnia też pełen luz: cześć ciocia, co u ciebie słychać? Jednak najbardziej rozbroiła mnie wtedy reakcja Wikci. A raczej relacja Anki: "Wiecie co, przyszła Wiktoria i mówi, że przyjechała ciocia Karolina, ale bała się z nią przywitać". Ha, ha, ha, rozbawiło mnie to stwierdzenie. Tydzień temu było już lepiej, z Jakubem i pogadaliśmy o sporcie, i pograliśmy w gry planszowe. W niedzielę nawet koniecznie musiał najpierw jechać z ciocią Karoliną samochodem do kościoła na chrzciny, potem siedzieć koło niej w ławce, a na przyjęciu ogrywać w "Zgadnij kto to?". A za razem co chwilę pytał mi się, czy coś mi podać. Zresztą po powrocie do domu zrobił mi herbatę. Jednak przez ostatnie trzy dni przeszedł samego siebie. Wyjątkowo przyjechałam do nich już we wtorek. Akurat były urodziny Kuby i miał gości, którym KONIECZNIE musiał mnie przedstawić. Potem równie koniecznie musiał mi ukroić torta i nalać coca-coli. A na koniec na chwilę zagraliśmy w jedną z jego logicznych gier, a następnie usiedliśmy do matematyki. 100% z rozszerzonej matmy robi swoje :). Nazajutrz to Kuba robił mi śniadanie. W zamian pomogłam mu streścić książkę o Franklinie. A ponieważ mieliśmy jeszcze chwilkę czasu, zaczęliśmy grać w "Biznes-Polska". I znowu mały zmuszony był do przesuwania moich pionków. Wieczorem natomiast podjechał po mnie na rowerze na przystanek, bo nie chciał, aby ciocia sama wracała do domu. Wieczór spędziliśmy na dokończenie "Biznesu"(skubany - ograł mnie!) oraz wspólnej kolacji. Bąk co prawda uparł się, że wstanie rano, aby mnie odprowadzić, zmęczenie wzięło jednak górę. Na szczęście za tydzień znowu się zobaczymy :).

Anka jest tym wszystkim zachwycona. Po pierwsze, jej syn wreszcie ma inne zajęcie niż siedzenie przy komputerze. Po drugie, uczy się, że obok osób pełnosprawnych, są też i niepełnosprawne, którym trzeba pomagać, a nie ubliżać. Sama mi powiedziała, że ma nadzieję, że dzięki obcowaniu ze mną jej dzieci staną się empatyczne i bardziej wyczulone na potrzeby innych. Już teraz widzi zmianę w zachowaniu Kuby, który stał się bardziej delikatny i troskliwy. A ja przyznam szczerze, że maluch jest bardziej empatyczny od niejednego dorosłego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz