Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

poniedziałek, 4 maja 2015

Jeszcze nie Świeradów, ale...

Tak mi się od pewnego czasu marzył wyjazd na jakiś turnus. Ostatni raz byłam na takowym w lipcu 2001 roku. Potem byłam jeszcze kilka razy na tzw. zielonej szkole oraz obozach sportowych, jednak to był aktywny wypoczynek bez prawa do lenistwa. Ostatni raz nad morzem byłam zaś w ostatnim tygodniu maja 2010 roku, jako wyjazd z uczelni dla studentów ON. To było sześć dni zabawy młodzieży połączonych z zabiegami rehabilitacyjnymi. Pamiętam, że miałam rehabilitację indywidualną przed śniadaniem oraz hydroterapię po nim. A także kilka śmiesznych wpadek, w tym nocowanie mojego kolegi z grupy studenckiej w moim pokoju(szczegóły zachowam dla siebie).
Obóz studentów niepełnosprawnych w Jastarni - maj 2010 rok
Od tego czasu minęło 5 lat. Przez te 5 lat co roku wyjeżdżam na obóz sportowy na Jurę Krakowsko - Częstochowską. Mnie jednak marzyło się chodzenie po piasku, słuchanie szumu fal, powdychanie jodu. To ostatnie byłoby zbawienne, zważając, że na co dzień wdycham raczej zanieczyszczone powietrze - przed południem krakowski smog, a po południu śląskie spaliny. Do tego dochodzi moja alergia na pyłki. Mieszanka jest taka, że wieczorem chcę płuca wypluć. A przede wszystkim chcę najzwyczajniej w świecie wypocząć i nabrać sił. Ten rok nie był dla mnie lekki, jak wiecie godzę trzy kierunki kształcenia(w tym dwa, administrację i rachunkowość, w trybie szkół policealnych w weekendy). Łatwo nie jest, a mnie coraz bardziej kręci zrobienie sobie magisterki. Nie, nie w Katowicach, AWF za bardzo mnie zawiódł.  Poza tym pogodzić dwa kierunki studiów dziennych w dwóch różnych miastach oddalonych od siebie o ok. 60 km. graniczy z cudem. Dlatego planuję złożyć papiery w Krakowie. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Zwłaszcza, że coraz częściej odnoszę wrażenie, że z moimi językami obcymi nie jest jednak tak tragicznie, jak sugerowali co niektórzy...

Co roku wyjazd nad morze organizowany jest przez tatę mojego kolegi, Fabiana. Tego samego, z którym byłam dwa lata temu we Włoszech, a w zeszłym roku w Czechach, Austrii i na Węgrzech. Rok temu też proponował mi wyjazd, ja jednak odmówiłam, że względu na obronę pracy magisterskiej. Życie jednak potoczyło mi się jak się potoczyło. Tylko niepotrzebnie się nazłościłam, a potem nie było jak się wpisać. Teraz mam nadzieję zdać wszystkie semestry w pierwszym terminie i na spokojnie wyjechać na te dwa tygodnie. Dzisiaj byłam zanieść panu M. ostatnią ratę, nic już mi nie przeszkodzi w zamiarze. Trochę tylko żałuję, że nie złożyłam do MOPSu papierów o dofinansowanie. Może by mi się udało i zaoszczędziłabym kilka groszy. No nic, następnym razem trzeba pomyśleć!

Mam tylko nadzieję, że do tego czasu wyjaśni się przyczyna moich bóli brzucha, o których pisałam tutaj. Na początku czerwca mam gastro i kolanoskopię, więc może do 28 coś się wyjaśni. Bo tego dnia jadę na drugi koniec Polski do Darłówka. Nie przypominam sobie, abym tam zawitała, więc może być ciekawie. Na razie jednak skupiam się na nauce. Bo to jest najważniejsze.
Myślicie, że takie chwile da się odtworzyć? - z Asią, lipiec 2001 rok
I tym sposobem przedmiot turystyka uzdrowiskowa znajduje swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. A do Świeradowa też kiedyś zajrzę. Choćby z czystej ciekawości...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz