Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

sobota, 25 lipca 2015

Na ślubie Rafała

Kilka dni temu pisałam o naszej oratoryjnej paczce. A dzisiaj miałam przyjemność być na ślubie jednego z nas, czyli Rafała. Rafał od początku prężnie działał zarówno w parafialnej scholi, jak i wspólnocie, do tego był lektorem. Dzięki temu miałam okazję go poznać. Ukończył Edukacje Techniczno-Informatyczną na Uniwersytecie Śląskim. Potem postanowił iść na oligofrenopedagogikę, aby poszerzyć swoje kompetencje o pracę z dziećmi niepełnosprawnymi. Ku mojemu zdziwieniu pewnego dnia podszedł do mnie po niedzielnej Mszy świętej i zapytał się, czy może wykorzystać moją jednostkę chorobową w swojej pracy dyplomowej. Trochę zaskoczyła mnie ta sytuacja, nie powiem, że nie. Rafał jednak motywował podjętą decyzję tym, że mało kiedy zdarza się, aby osoba z tak wieloma schorzeniami prowadziła tak aktywne życie. Studia, schola, oratorium, kościół, klub sportowy, wolontariat, pisanie recenzji, realizowanie swoich pasji. Umówiliśmy się do mnie na herbatę połączoną z wywiadem i opowieścią o swoim życiu. Wcześniej już kilka osób pisało pracę magisterską na mój temat, wtedy jednak odpowiedzi na zadawane pytania udzielali moi rodzice. Teraz byłam zdana tylko na siebie. Szczerze powiedziawszy nie lubię mówić o swojej chorobie, a tym bardziej przeszłości, ale wtedy zrobiłam wyjątek. Praca została napisana, Rafał zdał ją z wyróżnieniem. Żałuję tylko, że nie było mi dane jej przeczytać. No nic, może kiedyś będę miała tą okazję. A z drugiej strony, może to i lepiej, że jej nie widziałam. Nie warto budować w sobie próżności. Cieszę się jednak, że mogłam komuś chociaż w ten niewielki sposób pomóc. 
Kiedy usłyszałam że ma dziewczynę, szczerze kibicowałam mu w tym związku. I wreszcie usłyszałam podczas Mszy świętej zapowiedzi tej dwójki. Cieszę się, że na dzień złożenia przed Bogiem przysięgi małżeńskiej wybrali właśnie 25 lipiec, ponieważ jeszcze tydzień temu wypoczywałam na obozie sportowym. Gdyby wtedy odbyła się uroczystość, to raczej bym w niej nie brała udziału. 
Ponieważ ślub odbył się w naszej parafii, poszłam sobie oglądać wszystko z poziomu chóru. Nie tylko nie chciałam przeszkadzać oficjalnym gościom, ale też natchnąć się na któregoś z moich byłych nauczycieli. A trochę ich się tam zebrało. Zresztą ja bardzo lubię siedzieć na chórze, a na co dzień nie mam niestety takiej możliwości. Śpiewanie w scholi wymaga poświęceń.
Wczoraj przygotowałam do nowożeńców specjalny brystol, na którym złotym brokatem napisałam życzenia. Ponadto dostali kieliszki do wódki. No i jeszcze sypałam im na głowę ryż na szczęście. Cieszę się, że miałam okazję wziąć udział w tej dostojnej uroczystości i życzyć młodym dużo szczęścia. Oby ich związek trwał jak najdłużej w szczęściu i zgodzie, a przede wszystkim miłości. A jako podsumowanie zamieszczam piosenkę doskonale pasującą do dzisiejszego dnia:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz