Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

czwartek, 23 lipca 2015

Sztuka kupowania butów

Po obozie sportowym zostałam praktycznie bez butów sportowych. Adidasy donoszone po pani trener rozpadły się wniwecz, drugim oderwała się podeszwa podczas wyjazdu, trzecie, z racji tego że się je wkłada, a nie sznuruje, są bardziej do szybkiego wypadu po coś z domu, niż do dłuższego wyjścia. Białe mam do alby w kościele, a trampki do zajęć na halach sportowych lub w naszym Oratorium, w dodatku trampki i halówki nie mają usztywnionych zapiętków, więc też nie są  odpowiednie dla mnie. Zostają jeszcze tzw. kolce, lecz je się zakłada tylko na starty sprinterskie. A ja potrzebuję butów sportowych, typu adidasy, najlepiej męskich, sznurowanych, żeby stabilnie trzymały mi stopę. 

I nagle w telewizji pojawiła się reklama najnowszego asortymentu w "Lidlu". Wśród wymienianych produktów były adidasy za 59 złotych. A ponieważ rano byłam w banku po pieniądze(pani w okienku nawet mnie poznała i wypytała o studia), to decyzja o wybraniu się do supermarketu była o wiele łatwiejsza. Dodatkową motywacją była obawa, że mój rozmiar buta, 36, zostanie szybko wykupiony. Wszak to tylko cztery przystanki tramwajem.

Co ciekawe, pokonałam tą samą drogę, jaką przez wiele lat docierałam do szkoły podstawowej i gimnazjum. I chociaż zazwyczaj chodziłam te dwa kilometry na nogach, to zdarzało się, że zaspałam i musiałam podjechać tramwajem. Wspaniałe wspomnienia wspaniałych lat. Aby dojść do "Lidla" musiałam jednak cofnąć się trochę do tyłu. Wchodzę na parking sklepu, a tutaj mama D., mojego szkolnego kolegi, która w dodatku mieszka na tym samym osiedlu co ja. Kiedy dowiedziała się, że przyjechałam po buty, stwierdziła, że poczeka na mnie i odwiezie swoim samochodem. Co więcej, poszła za mną do sklepu. 

Buty były wystawione w jednym z ostatnich segmentów, tak że musieliśmy przejść cały sklep. Kiedy zobaczyłam stoisko z deczko się załamałam, ponieważ były same rozmiary 40+. Gdzie na moją wąską, szczupłą nogę wejdzie taki kajak? Wróć, wejść wejdzie, ale ile bym w takim czymś przeszła bez zaliczenia spotkania z ziemią? Bez nadziei przyglądałam się obuwiu, aż moim oczom ukazały się dosyć małe adidaski. Sprawdzam rozmiar - 37. Ale doskonale wiem, że rozmiar rozmiarowi nierówny i warto by je przymierzyć. Tutaj z pomocą przyszła mi wspomniana już wcześniej pani Z. W sumie jej rola ograniczyła się do poluzowania sznurówek w kupowanym bucie i odchyleniu języka, dla mnie to jednak duuużo. Ku mojej uciesze pasowały - ani za małe, ani za duże. W dodatku kolorystyka bardzo mi się podoba. 

Ponieważ to był jedyny mój zakup w "Lidlu", poszłyśmy z panią Z. do kasy. Przy niej spotkałyśmy jeszcze panią W., która uczy w ośrodku, do którego niegdyś uczęszczałam. Co za przyjemna niespodzianka. Niestety, nie było czasu na rozmowę, a ja tą panią wyjątkowo lubiłam. Zapłaciłam za zakup i wsiadłam do samochodu pani Z. Powrót do domu trwał niecałych 5 minut, a ja mogłam na żywo zdać relacje z zawodów. W końcu D. też trenował LA. 

W domu niemal natychmiast założyłam moje nowe buty i muszę przyznać, że chodzi mi się w nich znakomicie. Miękkie, wygodne, łatwo można przyciągnąć sznurówki. Mają rewelacyjną, grubą i elastyczną podeszwę, dzięki której nie powinny się szybko przedziurawić. No i "noski", które powinny nadać estetyki wszystkiemu. Mam nadzieję, że starczą mi na jakiś czas.
Zdjęcie może nie najlepszej jakości, bo robione kamerką internetową z laptopa, ale ukazuje mój nowy nabytek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz