Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

środa, 22 lipca 2015

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej

Dzisiaj około godziny 12 wróciłam do domu po blisko 10 dniowym wypoczynku. A może powinnam napisać 23 dniowym? Wszak nie zdążyłam odpocząć pomiędzy przyjazdem znad morza, a wyjazdem na obóz sportowy. Co ja piszę odpocząć - ja nawet nie zdążyłam wyprać rzeczy znad morza, które kisiły się w walizce po dzień dzisiejszy. Automatycznie przypomniała mi się sytuacja sprzed 15 lat, kiedy z Zielonej Szkoły pojechałam niemal na drugi dzień na turnus rehabilitacyjny do przepięknego Polańczyka. Ech, tak bardzo bym chciała tam jeszcze kiedyś pojechać... Ale wtedy o wszystkim pamiętała moja mama. Teraz jest zgoła inaczej. Na szczęście poza czapką z daszkiem niczego nie zapomniałam. A raczej przyjechałam z nadwyżką.

Wiecie co? Mimo wszystko stęskniłam się za tą moją kawalerką. Może nie mam w niej luksusów, ale przynajmniej żadne smarkacze nie mówią mi co mam robić. Szybko nastawiłam pranie i poszłam do sklepu, ponieważ w lodówce dosłownie hulał wiatr. Na szczęście market mam pod nosem. Trochę zastanawiałam się na co mam ochotę, wszak temperatura na dworze nie zaostrza apetytu. W końcu padło na ziemniaki z kefirem i jajkiem sadzonym. Co prawda zamiast jajka sadzonego wyszła mi jajecznica, ale kto by się tym zbytnio przejmował? Przy okazji i kociątku coś się zwartło. Mój kochany futrzak, przynajmniej wiem, że ktoś na mnie czeka w mieszkaniu. Puśka dostała saszetkę, a zadowolona była na całego. Aż położyła się na grzbiecie, aby jej buszek wygłaskać. W telewizji leciało więc "Wspaniałe stulecie", a ja je oglądałam z kotem na kolanach. Potem wyjęłam pranko i wyrzuciłam na sznurek za oknem. Pogoda piękna, niech schnie! A potem zabrałam się za ścieranie kurzów i mycie podłogi. Oj nazbierało się kurzu, nazbierało. A teraz kładę się spać ze świadomością, że będę leżała we własnym łóżku z osobistą pościelą. Ale wcześniej coś sobie poczytam. A co tam, w końcu mam wakacje!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz