Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

piątek, 14 sierpnia 2015

"Czarna Madonno z Tobą idziemy, na Jasną Górę pielgrzymujemy"

...Bo Ty, tam czekasz nas"
Lipiec i sierpień od wielu, wielu lat są miesiącami, w których liczne grupy pątników pielgrzymują na Jasną Górę, aby pokłonić się najsłynniejszemu wizerunkowi Maryi Panny w naszym kraju. Różne są intencje z jakimi ludzie wyruszają na taką wyprawę - jedni chcą za coś podziękować, inni z intencjami, a jeszcze inni po prostu chcą przeżyć coś niecodziennego. Bo taki marsz nieraz i setki kilometrów w żarze słonecznym lub strugach deszczu, nie jest raczej codziennym wydarzeniem. W tym roku do grona pątników dołączam również i ja. Już od dawna chodziła za mną chęć wyruszenia w tą dwu i pół dniową podróż. Pamiętam jak jeszcze w szkole podstawowej pani od matematyki opowiadała, jak na studiach chodzili na takie pielgrzymki z Wrocławia. Poza tym co roku widziałam w telewizji relacje z takich pielgrzymek: tłum rozśpiewanych ludzi z entuzjazmem opowiadający o swoich powodach podjęcia marszu. Również z mojej diecezji co roku wyrusza pielgrzymka na Jasną Górę, a jej trasa wynosi niecałe 70 km. Mało to i dużo - w porównaniu z taką trasą prowadzącą powiedzmy z Pomorza to nic. Jednak zważając na to, że jestem osobą, której mięśnie nie do końca pracują tak jak powinny to jednak jest dużo. Kilka razy nawet w rozmowie z moimi bliskimi pojawił się wątek pieszej pielgrzymki do Częstochowy, ale nigdy nic z tego nie wyszło. Do tego roku. Wraz ze zbliżającymi się wakacjami coraz silniej pojawiała się we mnie myśl, aby się zapisać. W końcu nigdy się nie dowiem czy dam radę podołać trudom podróży, jeżeli nie spróbuję. Tym bardziej, że za równo mam za co dziękować i o co prosić, nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla innych. W zeszłym tygodniu poszłam na zakrystię, aby się zapisać no i wpłacić pieniądze. A dzisiaj byłam na spotkaniu informacyjnym w kościele dekanatowym. Po drodze dogonił mnie nasz parafialny kleryk, z którym wymieniłam kilka zdań. Paradoksalnie jest to jedyny ksiądz, z którym z czystym sumieniem mogę być na ty. W końcu znamy się nie od dziś... Trochę głupio mi się zrobiło, bo tylko ja byłam osobą, która pierwszy raz idzie na pielgrzymkę. No, ale każdy z nas kiedyś był pierwszy raz. Będą dwa postoje na obiad, a następnie na nocleg po gospodach, trzeciego dnia około południa powinniśmy dojść na miejsce. Koniecznie trzeba wziąć ze sobą dobre buty, czapkę na głowę, a także wodę. No i wiem, że będę musiała skombinować sobie śpiwór oraz karimatę, bo tychże jeszcze nie posiadam. Nie wiem skąd, popytam po znajomych, najwyżej kupię sobie powiedzmy w Decatlonie. Na stronie internetowej sklepu podane jest, że najtańsza karimata kosztuje 20 zł., a jej gwarancja wynosi 10 lat, więc nie jest źle.
Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że idę! Mam nadzieję, że wytrwam do końca. Że pokonam siebie, swoją własną słabość, że nie poddam się słabości. To tak wiele dla mnie znaczy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz