Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

środa, 5 sierpnia 2015

Podróże bez wychodzenia z gabinetu

Studia mają to do siebie, że wiele aspektów danego kierunku poruszanych jest tylko w teorii. Nawet tak zwane ćwiczenia nie są w stanie zapewnić odpowiedniego przygotowania do zawodu. Dlatego tak bardzo ważna jest praktyka, aktualnie obowiązkowa chyba na każdych studiach i typach. Jak dotąd miałam pecha do praktyk - na AWFie skończyło się na trzech podpisach("obowiązkowe były praktyki w trzech miejscach) i tyle było po poznaniu tajników pracy w służbie zdrowia oraz klubie sportowym. Powód odmówienia praktyki zawsze był ten sam: bo nic nie umie, bo poprzestawia nam kartoteki, bo nie ma doświadczenia. Ale przecież praktyka powinna być po to, aby je zdobyć. Tworzyło się więc błędne koło - nie przyjmiemy na praktykę, bo nie ma doświadczenia, nie ma doświadczenia, bo nie ma praktyki. W ostateczności podpiszemy dzienniczek, bo po co marnować komuś studia, ale więcej się nie widzimy. Cyrk na kółkach! Może gdybym była pełnosprawna, to nawet przy praktykach miałabym większe szanse?

Dlatego trochę obawiałam się, jak to będzie tym razem, przy turystyce religijnej. Pamiętając perypetie sprzed kilku lat miałam czarne myśli. Wątpiłam, czy ktoś zechce osobę, która nie dość, że niewyraźnie mówi, to jeszcze wolno pisze. Na szczęście dzięki zaangażowaniu opiekunki praktyk mojego roku udało się umieścić mnie w jednym z nielicznych biur pielgrzymkowych w naszym kraju - AVE w Katowicach. Oczywiście dyrekcja wiedziała, że będzie miała specyficznego praktykanta, który raczej nadaje się na pracę biurową niż do dyskusji z klientem. A mimo to nie zraziła się. Mało tego - znalazła odpowiednie dla mnie zajęcie: wprowadzenie na stronę Internetową gotowych już programów pielgrzymek. To coś odpowiedniego dla człowieka z moim schorzeniem. Bardzo szybko załapałam o co chodzi w programie, do którego wszystko wklikuję. Aż mój opiekun był zdziwiony tym faktem rzeczy. Zwłaszcza, że jego ostatni podopieczny nawet pod koniec praktyki nie wiedział do końca co i jak. Z trzech programów wprowadzonych przez 7 godzin doszłam do 7 :). Czyli jeden na godzinę. A byłoby jeszcze szybciej, gdyby ktoś kto je układa używał polskich znaków, znaków przystankowych, pisał gramatycznie i stylistycznie, a także używał poprawnych zapisów nazw miast. No i zapisywał "Mszę św." przez duże "M". Zaoszczędziłoby mi to sporo czasu. Bo to tak naprawdę jest "krecia robota" - zanim wrzuci się program na stronę, trzeba wszystko sprawdzić dosłownie wyraz po wyrazie, przecinek po przecinku i w razie potrzeby poprawić. Ale plan wycieczki to nie wszystko: trzeba jeszcze podać cenę, świadczenia, jakie obejmuje, okres w którym przewidywana jest wycieczka, ilość dni, środek transportu, miasta, które się pojawiają na drodze... W sumie chyba 8 różnych profili do wypełnienia. W sumie co to dla mnie. Przy okazji trochę podszkolę się w języku HTML hi, hi, hi. 

Co do wprowadzanych pielgrzymek, to zrobiłam już Wyspy Brytyjskie, Kubę, Perły Bałtyku, a teraz jestem na etapie Bawarii. Kurcze, ile można się z tego dowiedzieć. Często po powrocie do domu włączam komputer i oglądam sobie zdjęcia z miejsc, jakie oferuje dany program. Przy okazji poznaję miasta danego kraju, jego zabytki, najważniejsze miejsca sakralne oraz cuda natury. Czy sama bym je odkryła? Na pewno nie tak szybko. W sumie to fajne zajęcie takie układanie wycieczek. Co prawda ja tylko wprowadzam gotowce, ale przynajmniej wiem jak to wszystko powinno wyglądać. Zawsze, kiedy wklepuję kolejny program zastanawiam się, czy ja też tak bym ją zaplanowała? Co bym w niej zmieniła? Czy może inaczej poprowadziła daną trasę? Może więc w przyszłości to będzie moim zajęciem? Czas pokaże. Nie warto zbyt wybiegać w przyszłość. Zbyt wiele razy już się przejechałam na niepowodzeniach. Ale pomarzyć zawszę można...

2 komentarze:

  1. Bardzo ciekawy pomysł, też kocham podróżować i o podróżach czytać. Jeśli znasz jakieś ciekawe strony czy blogi dotyczące podróży to podrzuć mi linki. Wiadomo wszystkiego się nie zobaczy ale poczytać można.
    Pozdrawiam serdecznie w te ciepłe dni.

    OdpowiedzUsuń
  2. No tak, na rynku pracy najlepiej być 25 latkiem z 15-letnim doświadczeniem:)))
    Super,że udało Ci się znaleźć tak ciekawe miejsce praktyk. A marzenia są po to, aby się spełniały!

    OdpowiedzUsuń