Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

piątek, 21 sierpnia 2015

Post o radości i krwi

Tak mi się dzisiejszy dzień pięknie do pewnego momentu pięknie układał. Rano całkiem nieźle udała mi się jajecznica, co nie jest takie proste dla osoby z trzęsącymi się rękoma i niekontrolowanym ścisku dłoni. Potem w drodze na praktyki przeczytałam 50 stron "Znachora" Tadeusza Dołęgi - Mostowicza. Tak, tak, na podstawie tej książki powstał sławny film pod tym samym tytułem. Co ciekawe, jeszcze nigdy nie widziałam ekranizacji. Do biura dotarłam w miarę punktualnie i trochę poplotkowałyśmy z K. Lubię rozmawiać z ludźmi pomimo mojej wady wymowy, a z K. jakoś od razu złapałyśmy wspólny język. Trochę żałowałyśmy, że te 4 tygodnie tak szybko minęły, ale cóż, rzeczywistość jest nieubłagana. W ciągu 7 godzin wprowadziłam 6 ofert pielgrzymek, przez co znowu usłyszałam, że jestem niezwykła pomimo wszystkiego. No, ale skoro pisze się na komputerze od zerówki, to wyrobiło już się w stukaniu w klawiaturę. Po drodze kierowniczka biura wypisała mi opinię do dzienniczka praktyk(jak ją przeczytałam opadła mi szczęka, aż TAK POZYTYWNEJ się nie spodziewałam), a następnie poprosiła mnie do siebie do gabinetu. Poszłam z małą obawą(ach, te wspomnienia z podstawówki, kiedy za byle co lądowało się u dyrektorki szkoły), okazało się jednak, że niepotrzebnie. Dyrektorka przyznała, że miała dotąd kilkunastu praktykantów, ale jeszcze nigdy takiego wydatnego. Dlatego zaproponowała mi, abym od czasu do czasu przyjechała do biura i wprowadziła kilka planów pielgrzymek, oczywiście za opłatą. W dodatku dała mi 50 zł w ramach wynagrodzenia za przepracowanie dużo więcej godzin niż przewidywała umowa. Trochę mi głupio było, bo nie zrobiłam tego dla pieniędzy, tylko z chęci odciążenia K. i R. obowiązkami. Ale nad propozycją pracy się zastanawiam. Tym bardziej, że K. jak najbardziej mnie ku temu namawia. Z biura wyszłam szczęśliwa trochę po 16:00, ale za to z K. Szłyśmy do tramwaju trajkotając o wszystkim, aż tu nagle czuję, że noga mi utyka, a po chwili moje ciało nieuchronnie zbliża się do szorstkich płyt chodnikowych. Ból przeniknął moje kolana i przeguby dłoni. K. spanikowała, ale zachowała zimną krew. Podniosła mnie z chodnika, zaprowadziła na ławkę przystankową i pobiegła do apteki po wodę utlenioną i bandaże. Krew lała się strumieniami, bo od zawszę mam słabą krzepliwość krwi. K. była bardzo dzielna, najpierw zdezynfekowała mi rany, a następnie zakleiła je plastrami. Tak naprawdę było więcej krwi niż bólu, bo na to drugie jestem w miarę odporna. W domu poodklejałam plastry, przemyłam rany wodą z mydłem. Oczywiście krew się wali, ale już mniej. Trochę mi głupio, bo wywaliłam się przed znajomą, a ona musiała mnie ratować, ale to przecież ani nie pierwszy, ani nie ostatni raz. A poza tym przewracanie się jest wpisane w moje schorzenie i traktuję je jako część mojego życia. Tak mi po prostu jest lepiej...

3 komentarze:

  1. Fajnie, że tak miło było na praktykach, jeśli chcesz do pracy iść, to kuj żelazo póki gorące! A co do upadku, to mimo wszystko współczuję, nie mogłabyś chodzić o kulach czy o balkoniku? Przepraszam, że tak pytam, ale może byłoby Ci lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kule odpadają ze względu na słabą koordynację ruchową, a balkoniki są drogie. Zresztą całkiem nieźle chodzę, utrzymuję równowagę, a że od czasu do czasu zderzę się z ziemią... cóż, każdemu się zdarza.

      Usuń
    2. Ja przepraszam, że tak Ci napisałam, ale wierz mi, to tak z dobrego serca :-)

      Usuń