Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

piątek, 11 września 2015

Bijąc się z własnymi myślami...

Siedzę od dwóch dni nad scenariuszem szkolnej akademii na rocznicę wyboru Karola Wojtyły na papieża, połączonej z obchodami XV Dnia Papieskiego. W tym roku hasło Dnia Papieskiego brzmi bardzo wymownie - "Jan Paweł II - patron rodziny". Trzy lata temu, w 2012 roku, hasło brzmiało prawie tak samo: "Jan Paweł II - papież rodziny". Z tej okazji osobiście napisałam scenariusz przedstawienia przedstawiający widzom powiązania rodzinne Karola Wojtyły. Dwanaście stron napisanych czcionką 18, czterdzieści sześć tekstów do rozdzielenia. Teksty zostały tak napisane, że w razie potrzeby można rozdzielić je na jeszcze drobniejsze fragmenty, zaś wiersze bez problemu dzielą się na strofki.

W placówce jest siedemnaście klas o różnej liczbie uczniów w zależności od charakteru schorzenia uczęszczających do nich dzieci. W przypadku klas z uczniami niepełnosprawnymi ruchowo liczba ta nie przekracza 12 dzieci, klas z osobami z upośledzeniem umysłowym w stopniu lekkim - 16 uczniów, w stopniu umiarkowanym zaś 8 uczniów. Oczywiście powyższe liczby nie są maksymalną ilością uczniów uczęszczających do danego oddziału, bowiem klas drugich szkoły podstawowych jest na przykład 3, trzecia gimnazjum jest jedna, zaś pierwszej gimnazjum wcale nie ma. Gimnazjum jednak nie bierze udziału w akademii z okazji wyboru papieża-Polaka, oni wykazują się w kwietniu na rocznicy jego śmierci. Nie licząc dzieciaków śpiewających w szkolnym chórze. Zostaje mi więc trzynaście klas, średnio po 14 uczniów. Razem daje mi to około 182 uczniów, którzy mogą wziąć udział w akademii. 182 ludzi na 46, może trochę ponad 50(jak całość jeszcze bardziej podzielę oraz coś jeszcze dodam) tekstów. Oczywiście, kilka osób nie przyjdzie, bo coś tam, nie wszyscy też przeczytają tekst, choćby był nie wiem jak był króciutki - tutaj mam głównie na myśli pierwszaczków. Ale dla kilku z nich będę miała zadanie :). Czyli muszę liczyć na około 100 potencjalnych kandydatów do czytania. 100 na 50 - na jednego ucznia teoretycznie przypada pół tekstu. 

Tak bym chciała, aby każde dziecko mogło się wykazać podczas występu. Muszę pamiętać, że są to dzieci najczęściej z problemami, które uniemożliwią im wykazanie się w innej instytucji. No bo kto da dziecku z problemem z wymową jakąś rolę? Co więcej, umyśliłam sobie, aby kilka dzieci, nie koniecznie potrafiących mówić, zaangażować w występ, poprzez np. przejście z zapalonym zniczem albo różami, kiedy będą czytane fragmenty o śmierci bliskich Karola Wojtyły, niektórzy mogę też pokazywać poszczególne osoby będące członkami rodziny Jana Pawła II na dużym drzewie genealogicznym. Nie wiem, najwyżej będę myśleć nad jeszcze innymi rozwiązaniami tego problemu.

Paradoksalnie nie powinnam mieć tego typu dylematu, zważając na fakt, że w scholi parafialnej raczej traktują mnie tak, jakby mnie nie było. Pewnie o przeczytaniu czegoś 16 października mogę sobie tylko pomarzyć... Ale ja nie mogę myśleć tymi samymi kategoriami co schola, w ten sposób daleko nie zajdę. Muszę bardziej stawiać na dzieci, niż na swoje sympatie, tak, aby jak najmniej z nich czuło się pokrzywdzonych. Wiem, że nie uszczęśliwię wszystkich, wiem, że przydzielając rolę wielokrotnie pokłócę się sama ze sobą, że dałam ten tekst temu, a nie tamtemu, że nie podzieliłam jakiegoś wystąpienia na jeszcze mniejsze partie. Ale z drugiej strony, nie możemy przecież wystawiać jednej akademii kilka godzin...

Czasami zastanawiam się, czy nauczyciele nie mają lepiej... Bo oni mogą nagrodzić daną rolą swoich ulubieńców. A ja jako zwykły wolontariusz staram się traktować wszystkich na równi bez względu na ich schorzenia, czy stopień upośledzenia umysłowego. To trudne, ale przy odrobinie dobrych chęci możliwe. W dodatku doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie i tak nie zobaczę efektu końcowego, bo po prostu będę na wykładach na uczelni... Będę się więc denerwowała, czy wszystko idzie tak, jak powinno.

Czemu to życie jest takie skomplikowane?!

1 komentarz:

  1. Co ja bym dała za to,żeby wszystkie osoby pracujące z dziećmi miały Twoje dylematy! A przedstawienie z pewnością będzie na medal:)

    OdpowiedzUsuń