Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

piątek, 25 września 2015

"Oto jest życia mała garść"

"Pochyl się nad nią, oceń, patrz.
Czy jest tak, jak człowiek chciał,
czy ktoś inny z niej do syta brał,
czy ktoś inny z życia twego radość brał?"

No i zebrało mi się na wspominki, nie ma co. Generalnie należę do ludzi, którzy żyją przyszłością, rzadko kiedy patrząc w przeszłość. A jednak zdarzają mi się momenty, w których patrzę na to moje życie z perspektywy lat i pewnych wydarzeń i zastanawiam się, jakie ono jest? Czy na pewno wartościowe, czy może takie nijakie, puste, bezwartościowe. Staram się żyć najlepiej jak mogę, w zgodzie z własnymi przekonaniami, jednak nie zawsze mi to wychodzi. Czasami nie udaje mi się wytrwać w swoich postanowieniach i po prostu upadam. Często nie potrafię też się podnieść po kolejnych upadkach i to nie tylko w sensie dosłownym. Staram się działać w różnych organizacjach pomagających tym najsłabszym: wolontariat w szkole specjalnej do której sama chodziłam, w parafialnym Oratorium. Pracuję z dziećmi, często z problemami zdrowotnymi lub społecznymi ponieważ to lubię. Ale czasami zastanawiam się, czy to wszystko na pewno ma sens? Przecież sama życia nie zmienię. Bo co z tego, że zrobię krok naprzód, skoro postępowanie niektórych osób sprawia, że automatycznie cofam się w tył? Co prawda staram się nie przejmować i robić swoje. Nie wiem dlaczego, ale lubię pomagać innym, sprawiać im radość, chociażby w tak banalny sposób, jak wykonanie w zwyczajnym programie paint kartki urodzinowej czy też napisanie scenariusza w taki sposób, aby jak najwięcej osób mogło wziąć udział w danej akademii.

"Oto jest wspomnień mała garść,
zapytaj: ile jesteś wart?
Niech prowadzą w miejsca te,
gdzie ci było dobrze i gdzie źle.
Niech prowadzą teraz ciebie miejsca te"

Nie wiem ile moje życie jest warte. Może niewiele, a może wręcz przeciwnie, bardzo dużo. Przecież gdybym miała umrzeć, to pewnie już by się to stało, okazji było mnóstwo. Ale ja żyję i na przekór losowi realizuję się w tym życiu. Wolontariat, klub sportowy, schola parafialna, studia, szkoła policealna, podróże krajowe i zagraniczne, zwyczajne ludzkie życie, które tak naprawdę niewiele się różni od życia moich pełnosprawnych rówieśników. Chociaż ktoś mi kiedyś powiedział, że ludzie nie powinni dzielić się na pełno i niepełnosprawnych, ale na tych, którzy bardziej i mniej radzą sobie w życiu. A to wbrew pozorom nie zależy od sprawności człowieka. 
Z sentymentem wracam do moich lat szkolnych, kiedy wydawało mi się, że cały świat stoi przede mną otworem. Ale szkoła to nie tylko siedzenie po kilka godzin w szkolnej ławce. To też zabawy z rówieśnikami, gry planszowe na szkolnej świetlicy, treningi sportowe, wyjeżdżanie na wycieczki, zawody, olimpiady. To pierwsze miłości i pierwsze porażki. To też smakowanie życia, zwłaszcza wtedy, kiedy rozpoczęłam naukę w szkole średniej. Nie zawsze wszystko szło po mojej myśli, ale takie właśnie jest życie. Nadszedł czas studiów i jeszcze większa samodzielność, bo dojeżdżanie do Katowic. Studia podobały mi się, nie licząc zajęć z języka angielskiego. Jednak dzisiaj żałuję, że na magisterkę nie poszłam od razu do Krakowa. Człowiek uczy się na błędach. Do tej decyzji dojrzałam dopiero teraz. Lepiej późno niż wcale.
Na swojej drodze spotykam różnych ludzi. Z całą pewnością więcej jest tych, którzy dobrze mi życzą, niż tych, którzy rzucają mi kłody pod nogi. Proroctwo mojej matematyczki sprzed lat niejako się sprawdziło: "Nie możesz Lolku wstydzić się czy też bać prosić o pomoc innych. Jesteś nadzwyczaj samodzielny, jak na swoje schorzenie i wiek, jednak w pewnych przypadkach będziesz jej potrzebować. Na swojej drodze znajdziesz zarówno osoby z chęcią spieszących ci z pomocą, jak i takich, którzy odburkną ci, że nie mogą. Nie zrażaj się nimi, nie warto z ich powodu przestać prosić o pomoc. Zresztą ty jesteś tak sympatyczną osobą, że z pewnością tych pierwszych znajdziesz o wiele więcej, niż tych którzy nie będą chcieli ci pomóc". Zresztą ona sama była pierwszą osobą, która tak naprawdę pomogła mi odkryć swoją tożsamość jako człowieka. Szkoda, że nie zdążyłam jej za to podziękować.
Od trzech lat mieszkam samodzielnie, chociaż mogłabym z rodzicami. Ale co mi to da - rodzice nie będą przecież żyli wiecznie. Pamiętam, że na początku się bałam czy sobie poradzę. Dzisiaj sądzę, że była to najsłuszniejsza z możliwych decyzji. Dbam bardziej o bogactwo duchowe, niż materialne, bo wiem, że jedynie ciężka choroba może mi je zabrać. Zresztą żadnego bogactwa materialnego nie zabiorę ze sobą po śmierci, a chociaż pozostawię dobre wspomnienia. Z moim zdrowiem jeszcze nie jest tak najgorzej, przynajmniej nie do tego stopnia, żebym sobie nie radziła. Jedyne co mi doskwiera to samotność, ale jak to powiedziała tegoroczna wicemiss na wózkach, Kasia Szot: Karolina, to tylko stan przejściowy. I tego stwierdzenia będę się trzymać.

"Żyć, jeśli nawet nie masz nic,
i do zamkniętych musisz pukać drzwi.
Wiesz jak smakuje gorzki chleb
i zwykła ludzka łza.
Żyć, przecież to nie żaden wstyd!"
A jednak na starość człowiek staje się sentymentalny.

2 komentarze:

  1. To jest na prawdę piękna piosenka, ale nie na dziś, zbyt ciężki czas.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na starość... no to co ja mam powiedzieć:)))) Życie przed Tobą! A wspomnienia to i bagaż i skrzydła. Leć wysoko!

    OdpowiedzUsuń