Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

środa, 2 września 2015

Żyć nie umierać

Zostałam wczoraj wyciągnięta przez kolegów, jeszcze z czasów gimnazjum, na film "Żyć nie umierać". Brzydale stwierdzili, że skoro przez przynajmniej 9 miesięcy Lolek siedzi w książkach, tak że wszelkie formy kultury są poza jego zasięgiem(nie powiedziałabym, z tym że ograniczam się raczej do oglądania filmów w domowym zaciszu), to warto się wybrać do kina już teraz. Zresztą mogę to potraktować jako prezent urodzinowy, a że dostałam go trochę wcześniej, to już jakoś przeżyję. O samym filmie napisałam opinię na moim drugim blogu, który ostatnio trochę zaniedbałam. Wszystko przez dojeżdżanie do Krakowa. Niby miało być dużo czasu na czytanie książek w pojeździe, a wyszło na to, że całą podróż potrafię przespać, a i w samym Krakowie brakuje mi czasu na zagłębienie się w lekturze. Ach ta ludzka słabość. Zainteresowanych moim zdaniem na temat filmu odsyłam tutaj -> http://recenzje-lolka.blog.pl/2015/09/02/zyc-nie-umierac-macieja-migasa/.

Po filmie podjechaliśmy natomiast do mojego Słowiczka, który obchodził siódme już urodziny. I pomyśleć, że nikt mu po porodzie nie wróżył dobrze, a gdyby nie natychmiastowa operacja maleńkiego serduszka, kto wie, czy dzisiaj byłby z nami. Właśnie wrócił z rozpoczęcia roku szkolnego z zestawem podręczniku do drugiej klasy pod pachą. Jestem pełna podziwu dla jego rodziców, którzy nie bali się puścić swojego wcześniaczka do pierwszej klasy rok wcześniej. Owszem, chodzi do szkoły specjalnej, gdzie ma zapewnioną rehabilitację, zajęcia z logopedą i psychologiem, ale uczy się z normalnych książek. Na klasowym zdjęciu jest najmniejszy z całej klasy, ale też najbardziej uśmiechnięty. W kuchni babcia ptaszynki robiła nam herbatę i kroiła ciasto, tymczasem my z maluszkiem najpierw oglądaliśmy jego podręczniki(darmowe, zakupione ze szkoły), a następnie odśpiewaliśmy mu "Sto lat" i daliśmy prezenty. Długo nie wiedziałam co mu podarować, jednak przechodząc obok księgarni zobaczyłam tą książkę:
Zważając na fakt, że dzięki Słowiczkowi poszłam w ogóle na bajkę dla dzieci, która zachwyciła mnie do reszty, postanowiłam sprezentować powyższe dzieło ślicznemu chłopczykowi. W końcu 20 złotych to nie majątek w porównaniu z radością, jaką sprawiłam malcowi: "Mai ciecio! Bede citaj z babu!" Tak, dla tych słów warto było się poświęcić. Chłopcy dorzucili do tego kubek z Zygzakiem McQuinem(jakkolwiek to się pisze) oraz koszulkę z napisem "Jestem super facet" i malec był w siódmym niebie. Dzisiaj nawet paradował w otrzymanym T-shercie po szkole. Przynajmniej tak mi donieśli. Kiedy zaś wracaliśmy z przyjęcia, D. stwierdził, że z dziećmi mi do twarzy. Sie wie. Tylko trochę szkoda, że na razie z cudzymi. Ale w przyszłości, kto wie?

A tak na marginesie to ostatnio coraz bardziej cieszę się życiem. Był taki okres, kiedy myślałam, że wszystko co dobre jest już za mną. Tymczasem zmieniłam uczelnię, środowisko, poszłam do szkoły policealnej i powoli całe moje życie na nowo zaczyna nabierać kształtów. Stawiam sobie cele, ale tylko możliwe do osiągnięcia. Staram się nie przejmować opinią innych, a dążyć do tego, co chcę osiągnąć. Czy mi się to uda nie wiem. Ale muszę próbować...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz