Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

niedziela, 4 października 2015

Dobry prezent nie musi kosztować fortuny

W naszym życiu pojawiają się osoby, które wywierają na nie znaczący wpływ. Od ponad dwóch lat mogę z czystym sercem zaliczyć do nich wikariusza pracującego w naszej parafii - księdza Franciszka. Ksiądz Franciszek został do nas przeniesiony z parafii salezjańskiej w Lubinie. To typ człowieka, którego nie da się nie lubić. Otwarty, serdeczny, dla każdego znajdzie dobre słowo, czy też chwilę na rozmowę. Głosi piękne, uderzające kazania, które na długo zapadają w pamięć i serca wiernych. Świetnie gra na organach oraz gitarze, ma też niebywały talent w dziedzinie śpiewu. W końcu to on został opiekunem naszej parafialnej scholi. I choć niektórym to nie w smak, to jednak ja nie narzekam. Po prostu następca księdza Bosko z powołaniem. Jeden z nielicznych osób, które wspierają mnie w dążeniu do ukończenia studiów. Nie będę ukrywać, że po odejściu księdza W., to on stał się moim spowiednikiem. Wiem, wiem, ze spowiedzią można iść do każdego księdza, bo on tylko jest pośrednikiem pomiędzy nami, a Panem Bogiem. A jednak mam w sobie takie przekonanie, że jedni księża bardziej mnie rozumieją, a inni mniej. Ksiądz Franciszek zdecydowanie należy do tych pierwszych. Kiedy tydzień temu miałam małe przyjęcie urodzinowe w naszym Oratorium, przyszedł, posiedział, pogawędził z gośćmi. Tak po prostu, jak człowiek.

Za tą jego dobroć i bycie sobą postanowiłam jakoś mu się odwdzięczyć, chociaż wiem, że żadne słowa ani gesty tego nie dokonają. A ponieważ nadchodziły jego imieniny, postanowiłam mu dać jakiś prezent. Co prawda schola dała mu kwiaty i kartkę z życzeniami, ba, nawet poszłam jako jej przedstawiciel, ale ja chciałam zrobić coś, coby mu kojarzyło się ze mną. Długo nie myślałam, bo już dawno rzucił mi się w oczy ten krążący po internecie szkic papieża Franciszka:
Niemal od razu wiedziałam, że muszę przerysować owy portret na kartkę z bloku. Wbrew pozorom nie było to takie proste, bo jednak spastyka i atetoza robią swoje, zwłaszcza po całym dniu. Nie byłam więc zbytnio zadowolona z efektu końcowego, w którym tak naprawdę najbardziej udała mi się prawa dłoń wzniesiona w geście hm... błogosławieństwa, czy też pozdrowienia. Głowa, a w szczególności okulary wcale mi nie pykły, alba i peleryna raczej też mogłyby być lepsze. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że kiedy pokazałam mój szkic niektórym osobą, rozległo się: "Wow! Masz talent". Tak jak pisałam, mój Franciszek został trochę zniekształcony i moim zdaniem mogłabym go lepiej naszkicować, ale może wtedy efekt byłby inny? 

Bo oto po Mszy świętej stanął przed księdzem człowiek, któremu dobrze nie wróżono. Ba, człowiek, który nawet nie potrafi "po ludzku" wziąć ołówka w palce, ani samodzielnie zrobić sobie notatek. Człowiek, który ma ogromny kłopot z mową. A mimo tych problemów stara się żyć normalnie, jak jego rówieśnicy, a nawet robić drobne prezenty. Ksiądz Franciszek był zaskoczony moim, bądź co bądź skromnym prezentem. Nie wiem czy się cieszył z niego naprawę, czy tylko dlatego, że tak wypada. Ale wiem, że warto czasami zrobić coś czego nikt się nie spodziewa, choćby dla samego siebie. Dla pokonania swoich lęków i słabości, dla udowodnienia, że się da, tylko trzeba chcieć.

Kopii mojej pracy niestety nie posiadam, może następnym razem uda mi się coś zeskanować? Muszę sobie koniecznie kupić skaner. Chociaż, tak jak pisałam, z efektu końcowego nie jestem zadowolona.

1 komentarz:

  1. Myślę,że taki upominek szczerze ucieszył Księdza. Sama najbardziej lubię takie samodzielnie stworzone prezenty. Kupić to każdy potrafi...:)

    OdpowiedzUsuń