Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

sobota, 31 października 2015

Reset

Podczas ostatniego zjazdu w Progresie zostałam namówiona przez moją koleżankę z grupy na wypad do schroniska w sąsiednim mieście. R. działa w nim od roku. W sumie to nic nie stało na przeszkodzie, abym miała nie jechać, bo zjazdów w tym tygodniu nie miałam, a i jakaś odskocznia od codzienności była mi potrzebna. Uwierzcie mi, lub nie, studiowanie na kilku kierunkach jest w sumie niezłe, ale od czasu do czasu trzeba zrobić sobie jakąś przerwę i zająć czymś innym. A już wyjście na spacer na świeże powietrze jest wręcz wskazane. Co z tego, że motywacji brak? Bo, a to za dużo ma się do zrobienia, a to po prostu jest się zmęczonym. Ale teraz powiedziałam sobie, że muszę wyjść, bo inaczej zwariuję.
Z R. umówiłam się w tramwaju. Trochę się zdziwiłam, kiedy do niego weszłam, a jej nie było, ale wkrótce uświadomiłam sobie, że R. wsiada w centrum, a ja przystanek wcześniej. Nie myliłam się. Czas, mimo długiej trasy, minęła mi w miarę szybko. Duża w tym zasługa R., z którą niemal natychmiast znalazłam wiele wspólnych tematów do rozmowy.
Na miejsce dotarłyśmy przed 9, a o 9:30 była pierwsza tura wyprowadzania psów. Na początek trafił nam się kundel o zupełnie niepasującym do niego imieniu, Diablo. Spodziewałam się, że będzie to typowy diabełek w skórze psa, tymczasem dostałyśmy nieco ospałego osobnika, dla którego spacer był ostatnią rzeczą, na którą to zwierzę miało ochotę. R. dosłownie musiała go ciągnąć na smyczy, aby szedł. Natomiast na drugi spacer przypadła nam Molly(zboczenie hobbistyczne od razu nasunęło mi na myśl "niezatapialną Molly Brown" ze słynnego Titanica). Suczka jest wyjątkowa, bo nie słyszy. Dlatego trzeba ją podwójnie pilnować, co nie jest takie proste, ponieważ Molly to prawdziwy wulkan energii, a jej prawdziwym żywiołem jest woda. R. nieźle się z nią siłowała, kiedy przechodziłyśmy obok jeziorka. Na chwilę jednak pozwoliła suczce wejść do wody, a my w tym czasie powtarzałyśmy wiadomości z wykonywania pracy biurowej. Czyli typowe połączenie przyjemnego z pożytecznym. Druga tura wyprowadzania skończyła się o 13. Wbrew pozorom byłam już po niej padnięta, ale w pozytywnym tego słowa znaczenia.
Co prawda nabór na wolontariuszy został już niestety zakończony, co nie przeszkadza mi przyjeżdżać potowarzyszyć R, prawda? Przyjemnie jest pochodzić z kimś, pogadać tak po ludzku, powtórzyć zadania. A przy okazji zresetować się od codzienności, spróbować nowych rzeczy, nabrać doświadczenia. Coś czuję, że dzisiaj będę wyjątkowo dobrze spała. A tego potrzebuję najbardziej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz