Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

środa, 21 października 2015

Szaleństwo internetowe, czyli komputer też się musi namyśleć

Wszystko zaczęło się w niedzielę - akurat kończyłam pisać zaliczeniowe sprawozdanie z filozofii i powoli zastanawiałam się, co chcę napisać w referacie z podstaw pracy biurowej. Pusia(mój kotek) siedział sobie obok mnie na tapczanie(nie potrafię pisać na laptopie, kiedy mam go na stole - za wysoko mam wtedy dłonie i strasznie się męczę, za to kiedy trzymam komputer na kolanach, to wysokość mam optymalną). Piszę kolejne zdania, od czasu do czasu sprawdzam coś na komputerze(głupia nie nagrałam sobie wykładu na dyktafon w telefonie, więc niektóre informacje musiałam zweryfikować w sieci). Od pewnego czasu zauważyłam, że mam z lekka przerwany kabel będący połączeniem laptopa z internetu. Oczywiście od jakiś dwóch lat mam router, ale jakoś przez ten czas łącze bezprzewodowe nie chciało zaskoczyć. Na początku myślałam, że to coś z odbiornikiem, ale potem sprawdzałam połączenia wi-fi w różnych miejscach i z reguły działał. Dlatego przyczyny szukałam w źle skonfigurowanym urządzeniu. Zresztą stacjonarny komputer też nie otwierał stron internetowych, mimo że sprzęt wzajemnie się widział. Doraźnie więc ratowałam się podłączeniem laptopa do routera kablem, wypinanym za każdym razem, kiedy komputer był brany na uczelnię(czyli codziennie). Nic dziwnego, że w końcu się przerwał. Miałam kupić nowy, jednak jakoś nie miałam czasu. Zwłaszcza, że internet działał. Do czasu. Kiedy w niedzielę chciałam coś sprawdzić i wklikałam kolejne hasło w wyszukiwarkę google, na ekranie pojawiła się informacja, że strona jest niedostępna. Już kilka razy tak mi się działo, więc kilkakrotnie nacisnęłam klawisz F5 w celu odświeżenia strony. Zazwyczaj to pomagało. Jednak nie tym razem. Minęła godzina, druga. I nic. W międzyczasie próbowałam na nowo skonfigurować bezprzewodowe połączenie. System niby widział sieć, ale tak jakby nie wiedział jak jej użyć, sygnał zwrotny nie docierał. Trudno, sprawozdanie napisałam z pamięci. Miałam je wysłać koleżance na meila, żeby przekazała profesorowi, a ja poszłabym na zajęcia z regionów turystycznych na awf-ie. Rzeczywistość zweryfikowała jednak moje plany i zamiast na kolokwium pojechałam na PAT oddać pracę z filozofii. A potem gnałam na złamanie karku na socjologię czasu wolnego na AWF. 
Przy okazji zastanawiałam się, kiedy podjechać do jakiegoś sklepu komputerowego po kabel, bo przecież bez internetu nie wiem nawet, jakie mam zajęcia w weekend w szkole policealnej. Wyszło mi, że najlepiej mi będzie dzisiaj, ponieważ w domu jestem stosunkowo szybko - już po 17(W poniedziałek jestem po 20, we wtorki zaś w ogóle nie wracam do siebie, tylko nocuję w Wadowicach, wszystko dlatego, że ostatni wykład kończę przed 20). Najbliższy tego typu sklep jest czynny do 18. Dlatego spokojnie zdążyłam do niego podskoczyć zaraz po powrocie z Krakowa. Oczywiście nie kupiłam kabla, bo nie mieli trzymetrowych na stanie, ale obiecali zamówić. Na jutro. Czyli na piątek, bo jutro jestem u siebie po 19.
Po powrocie do mieszkania włączyłam laptopa, bo chciałam powoli zacząć przepisywać nagrane na dyktafon wykłady z patrologii. Tym bardziej, że w przyszłą środę mamy kolokwium, a obiecałam ekipie, że podzielę się z nimi notatkami. Do tego akurat nie potrzebuję łącza z siecią. Widzę jak powoli mi się wszystko ładuje, cierpliwie czekam. I nagle jak gdyby nigdy nic pojawia się reklama "gg". Uwierzycie! Bo ja myślałam, że padnę. Owszem, mam ustawioną sieć jako automatycznie logującą się, hasło też mam automatycznie zapisane. Ale jak dotąd nie załapywała. A tutaj proszę - viola. I nawet sprawnie chodzi.
Więc co? Wystarczyło na nowo skonfigurować urządzenie i zresetować komputer. A może to tylko tak jednorazowo? No nic. Wszystko się okaże. A ja i tak zakupię ten kabel. Choćby awaryjnie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz