Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

środa, 18 listopada 2015

Co nas nie zabije...

Ostatnio wzięłam się poważniej do nauki. Ciągnięcie czterech kierunków jest wymagające, a przede wszystkim wymaga systematyczności. Wiele wykładów ze studiów dziennych nagrywam na dyktafon. Oczywiście za zgodą profesorów. Staram się więc na bieżąco uzupełniać nagrane informacje. Czasami poświęcam na to całe wieczory, chociaż z miłą chęcią położyłabym się spać. Z drugiej strony jednak wiem, że i tak bym nie zasnęła, wiedząc ile mam pracy. 
Tak naprawdę to jest jedyny mój problem związany z nauką. Bo przedmioty mam naprawdę ciekawe. Te z AWFu w większości już poznałam w Katowicach. Mimo wszystko muszę zaliczyć: socjologię czasu wolnego, prawo gospodarcze, regiony turystyczne, metodologię badań naukowych, statystykę, język francuski, informatykę, tenis i taniec. Z pierwszych trzech mam egzaminy, reszta zaś kończy się tylko oceną, bądź, jak to jest w przypadku tenisa i tańca, tylko zaliczeniem. Udało mi się otrzymać Indywidualną Organizację Studiów na ten semestr na tym kierunku, więc trochę mi to ułatwia godzenie studiów na AWFie z studiami na Uniwersytecie Papieskim. Pierwszy rok zleciał nawet nie wiem kiedy i oto mogę się tytułować studentką drugiego roku. Wbrew pozorom na tym drugim roku wcale nie jest łatwiej. W tym semestrze mam zajęcia z takich przedmiotów, jak: filozofia, podstawy turystyki, liturgika, geografia pielgrzymowania i turystyki, język łaciński, niemiecki i rosyjski, organizacja ruchu turystycznego, patrologię, zabytki Bliskiego Wschodu oraz archeologię krajów śródziemnomorskich. Tutaj egzaminy mam tylko z filozofii i podstaw turystyki, reszta jest tylko na ocenę. Trochę tego jest, nie powiem, że nie. Z niektórych przedmiotów(czyt. patrologia) trzeba naprawdę się przyłożyć. Jutro jadę na Ruczaj wypożyczyć sobie "Zasady" Orygenesa. Nie, nie zwariowałam, ale muszę ją przeczytać w ramach lektury obowiązkowej z patrologii. Pomimo swoich ograniczeń staram się aktywnie brać udział w zajęciach na obydwóch uczelniach, często się odzywam, wyrażam własne zdanie. Czasami zdarza się, że profesorzy nie rozumieją, co mówię, ale na szczęście mam wspaniałe osoby w grupie, które spieszą z tłumaczeniem. Nie wiem czy dam radę przez dwa lata tak lecieć, ale nie dowiem się, dopóki nie spróbuję. 
Do tego dochodzą zajęcia w szkole policealnej. Na razie pewna jestem oceny z bhp w administracji - z egzaminu otrzymałam bhp. Ale prościutki był i bardzo życiowy. W sobotę mam zaś końcowy z wykonywania pracy biurowej. I tego się boję, bo ma dotyczyć zagadnień ekonomicznych, a tych zbytnio nie przerabialiśmy. Poza tym czekają mnie egzaminy z takich przedmiotów, jak: rachunkowość w administracji, prawo administracyjne, prawo pracy oraz postępowanie w administracji. W sumie tylko 6 przedmiotów, więc luzik(w poprzednim semestrze było ich 8 i jakoś przeżyłam). Zaś w drugiej policealnej mam tylko trzy przedmioty: prawo archiwalne, podstawy archiwistyki i metody pracy w archiwum zakładowym. Z podstaw archiwistyki mam już w tą niedzielę sprawdzian. Nawet ten materiał nie jest zbytnio skomplikowanie. Oczywiście wszystko mam dostosowane do moich możliwości i kiedy mam opisówki, to zazwyczaj dyktuję prowadzącemu odpowiedzi ustnie. Po przebojach z angielskim wolę nie pisać nic już na laptopie. Śmieję się, że nie mam nawet jak zgapić odpowiedzi na pytania. Najwięcej swobody mam przy testach - to już daję radę sama napisać. 
Tak więc mam co robić. Przynajmniej nie mam czasu na mędrkowanie nad przyszłością. Tak naprawdę co ma być to będzie i nie warto prorokować. Bo życie na prawdę lubi płatać nam figle.

2 komentarze:

  1. Ojej, Ruczaj... A pamiętam jak dopiero budowali tam linię tramwajową. I nijak nie dało się tam być punktualnie.

    Córka Pamiętnikarza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz też trudno tam dotrzeć na czas, zwłaszcza kiedy ma się zajęcia o 7:45 rano :)

      Usuń