Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

piątek, 20 listopada 2015

Czasami nie warto szperać w swojej przeszłości

Kiedy w lutym tego roku w mediach pojawiła się informacja, że po raz pierwszy polski film dostał prestiżową nagrodę Oscara, zaczęłam się zastanawiać, co też "Ida" Pawła Pawlikowskiego musiała mieć w sobie, że udało jej się tego osiągnąć. Jak wiadomo, kilka polskich filmów było kandydatami do tego wyróżnienia(m.in. "Faraon", "Potop", "Noce i dnie", a z nowszych "Katyń" i "W ciemności"), jednak zawsze kończyło się na nadziejach. A tutaj proszę, w końcu się udało. Co prawda "Ida" zdobyła wiele nagród, ale Oscar, to Oscar. 
Przez długi czas szukałam tego filmu na Internecie, jednak każda wersja była dostępna za opłatą :/. Nie było co marudzić, wiedziałam, że wcześniej, czy później puszczą ją w telewizji. Nie myliłam się. Wczoraj w cyklu "Kocham Kino" w godzinach nocnych można było ją zobaczyć.
Akcja filmu rozgrywa się w latach 60 ubiegłego wieku. Młoda dziewczyna o imieniu Anna całe dzieciństwo spędziła jako sierota w zakonie. Nic nie wie ani o swojej rodzinie, ani tym bardziej pochodzeniu.
Postanawia więc wstąpić do zakonu i wieść życie takie, jakie zna - w spokoju, harmonii i zadumie. Kilka dni przed złożeniem ślubów zakonnych zostaje wezwana do matki przełożonej. Tam dowiaduje się, że odezwała się jej krewna, siostra jej matki, Wanda Gruz. Zdziwiona dwudziestokilkoletnia kobieta, zgodnie z wolą swojej przełożonej postanawia odwiedzić swoją ciotkę. Pierwsze spotkanie obu kobiet nie jest zbyt miłe: ciotka, będąca surową panią prokurator, a za razem komunistką, oschle przyjmuje siostrzenicę, jednocześnie bez emocji informuje ją, że tak naprawdę na imię ma Ida i jest żydówką, po czym wyprasza ją z mieszkania. Zaskoczona Anna idzie na dworzec autobusowy. Tam po pracy znajduje ją Wanda i zabiera do swojego domu. Z każdą chwilą kobiety stają się sobie coraz bliższe. Postanawiają dowiedzieć się, w jaki sposób zginęła rodzina Idy i gdzie spoczywają ich szczątki, dlatego udają się do rodzinnego miasteczka nowicjuszki, Szydłowa. Na miejscu odwiedzają dom, w którym w dzieciństwie mieszkała Ida z rodziną, a także znajdują niejakiego Szymona Skibę, który najpierw ukrywał rodzinę Lebensteinów, a następnie pozbawił ją życia. Niestety, staruszek leży w ciężkim stanie w szpitalu. Z pomocą przychodzi im syn Szymona, Feliks, który w zamian za zostawienie ojca w spokoju, pokazuje miejsce zakopania żydowskiej rodziny, z której został tylko płaszcz. Kobiety postanawiają "pochować go" w rodzinnym grobowcu. Tymczasem Szydłowo obchodzi 550-lecie istnienia. Z tej okazji w hotelu, w którym zatrzymały się kobiety, odbywa się impreza. Jednym z muzyków jest grający na saksofonie Lis który zwraca uwagę na urodę zakonnicy. Bezskutecznie próbuje poderwać przyszłą zakonnicę. Anna pozostaje jednak wierna swoim zasadom. Wraca do klasztoru. Jednak przez ostatnie dni jej wiara tak osłabła, że zrezygnowała ze ślubów. Straciła swoją tożsamość nie wiedząc, czy bliżej jej do chrześcijaństwa, czy też judaizmu. Po jakimś czasie dociera do niej informacja o śmierci ciotki, która poprzez swój tryb życia postanawia popełnić samobójstwo. Wracając w rodzinne strony Anna ponownie spotyka Lisa z którym spędza noc. Chłopak marzy o przyszłym życiu z Idą, jednak ona woli iść swoją drogą... 
Film jest doskonałym odzwierciedleniem wewnętrznej rozterki kogoś, kto w jednej chwili dowiaduje się, że nie jest tym, kim przez całe życie się uważał. Anna-Ida w jednej chwili straciła swoją tożsamość: wychowana w wierze chrześcijańskiej okazała się Żydówką, a w konsekwencji sama nie wiedziała z jaką religią powinna się utożsamiać: czy z tą, w której się urodziła, czy może tej, w której się wychowała. Urzeka tutaj rola debiutującej na ekranie Agaty Trzebuchowskiej, która w genialny sposób wcieliła się w tytułową Idę. Drugą ważną rolę odegrała jej imienniczka, Agata Kulesza. Jej postać wzorowana była na autentycznej postaci - Helenie Wolińskiej, prokuratorce i działaczce komunistycznej żydowskiego pochodzenia, która zmarła kilka lat temu w Oxfordzie. Trudna rola ukazująca m.in. wstyd za religię, z której się wywodzi, czy też skutki alkoholizmu oraz życia w wielu związkach. Całość jest doskonałym psychologicznym obrazem rozterek po czymś co było, zniknęło nagle i już nie wróci. W doskonały sposób ukazuje sytuacje duchową sporej części dzieci żydowskich, które tak samo jak Ida straciły swoją religijną tożsamość wychowując się w katolickich rodzinach i przytułkach. Dodatkowo atmosferę tamtych lat podkreśla tak zapomniany czarno - biały obraz. Klimatyczne wioseczki, malutkie miasteczka bez kolorowych bilbordów reklamowych - to na prawdę może wywołać nutkę sentymentu. 
Podobał mi się. Nawet bardziej niż "Pokłosie" Władysława Pasikowskiego, którym wszyscy naokoło się zachwycali, a ja wcale go nie zrozumiałam. No cóż, kwestia gustu. A o gustach się nie dyskutuje.

P.S. Po tym filmie jeszcze bardziej nie chcę znać swojej przeszłości i pozostać przy moim aktualnym stanie wiedzy. 

3 komentarze:

  1. Ja z kolei myślę, że nie miałabym problemu z odkrywaniem własnego pochodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  2. A mnie z analiz lingwistyczno-genealogiczno-tekstowych wychodzi, że moje korzenie sięgają jakiegoś miejsca na Ukrainie (bliżej nieokreślonego). Co jest możliwe również z powodów historycznych - obecne ziemie Ukrainy w dużej części niegdyś były przecież częścią RP - najpierw pierwszej, potem drugiej. To by chyba tłumaczyło moje słowianofilstwo :)
    No, ale jak to mówił Jan Paweł II: "Wczoraj już nie ma, dziś należy do Ciebie, jutro jest niepewne" (czy jakoś tak, może przekręcam, ale taki był sens). Grunt to pamiętać, ale nie żyć przeszłością. Na temat poszukiwania własnych korzeni jest też bardzo fajna książka pt. "Ela-Sanela". Polecam.
    Córka Pamiętnikarza

    OdpowiedzUsuń
  3. Wstyd przyznać, ale przegapiłam "Idę" w TVP. "Pokłosie" zdecydowanie nie wzbudziło mojego entuzjazmu... Po Twojej recenzji będę się starała czym prędzej nadrobić zaległości!

    OdpowiedzUsuń