Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

czwartek, 26 listopada 2015

Szok połączony z niedowierzaniem

Dostałam dzisiaj do ręki nowiutkie, świeżuteńkie orzeczenie o niepełnosprawności. Jeszcze po drodze rzuciłam na nie okiem:
...
stopień niepełnosprawności: umiarkowany
orzeczenie wydaje się do dnia: na stałe.

itd. itd... Lolek wróć, bo coś tu nie gra. Mimowolnie przeniosłam wzrok kilka linijek wyżej, a mianowicie do linijki: "orzeczenie wydaje się do dnia: na stałe.". Rzesz! Zachodzę w głowę jak to możliwe, skoro moi znajomi z niepełnosprawnością znaczną mają tylko tymczasową grupę. Nawet na naszej wycieczce w Paryżu były "gorzkie żale" niektórych jej uczestników, że we wszystkich miastach ościennych wszyscy mają orzeczenia na stałe i tylko niepełnosprawni z naszego miasta nie. Pomijam fakt, że ostatnim razem przyznali mi orzeczenie na trzy miesiące(nie wiedziałam, czy się śmiać, czy płakać, ale wywnioskowałam z tego, że w MOPSie są bardzo religijni ludzie, którzy wierzą w cudowne uzdrowienie). Dopiero interwencja w Wojewódzkim Orzecznictwie poskutkowała orzeczeniem wydanym na 5 lat. A teraz nagle dostałam je na stałe. Szok, niedowierzanie. W dodatku całość jest skonstruowana jak najbardziej na moją korzyść. W końcu teoretycznie ten papierek ma być ważny do końca mojego życia. Bo jaka będzie praktyka, to się okaże. Na dzień dzisiejszy zbieram dokumentację co, gdzie mam zanieść w związku z tym stanem rzeczy. 

Rany, w końcu ktoś poszedł po rozum do głowy i wydedukowało, że pewnych zmian chorobowych nie cofnie się za pomocą przysłowiowej aspiryny. Tak naprawdę to w moim wypadku, z medycznego punktu widzenia, wypadałoby w pewnym stopniu przeszczepić mi uszkodzone komórki mózgowe. Na razie jest to abstrakcja(pomijam tutaj różne inne aspekty i dziedziny nauki), a raczej scenariusz SF. Tym razem sprawdziło się powiedzenie, że zmiana ludzi na stołkach = zmiana polityki. No i muszę oswoić się z myślą, że jedną z urzędniczych batalii mam na razie za sobą. Oraz że jestem na stałe przypisana do osób z umiarkowanym stopniem niepełnosprawności. Ale czy to ostatnie coś zmieni w moim życiu? Chyba nie...

2 komentarze:

  1. No cóż... tak jak piszesz ja ze st znacznym mam orzeczenia wydawane raz na ok 3 lata - zobaczymy co powiedzą mi w marcu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oni w tym orzecznictwie po prostu sądzą, że nam się przez ten tymczasowy okres orzeczenia polepszy. Ogólnie śmieję się, że jakby była możliwa kanonizacja za życia, to w MOPSie chyba byli by sami święci - oni są lepsi w uzdrawianiu od samego Boga.

      Usuń