Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

piątek, 18 grudnia 2015

Dobrze jest mieć niezłą średnią

Powoli zbliżam się do końca semestrów aktualnych studiowanych przeze mnie kierunków. Na studiach magisterskich z turystyki i rekreacji jest to równoznaczne z wybraniem sobie promotora, pod którego kierunkiem będziemy pisać nasze prace magisterskie. Na stronie wydziału znalazłam sobie informator na ten temat i zaczęłam przeglądać zebranych w nich pracowników uprawnionych do prowadzenia prac dyplomowych oraz tematyką, jaką się zajmują. Przeglądam, przeglądam, zastanawiam się, czy dany temat mi się podoba... W ostateczności mogłam wykorzystać moją niedoszłą pracę magisterską z Katowic. Badania miałam porobione, całość opracowaną. Przecież poświęciłam na nią trochę czasu i energii... Znalazłam jednak temat, który jeszcze bardziej odzwierciedla moje zainteresowania - TURYSTYKA OSÓB NIEPEŁNOSPRAWNYCH. Co prawda od osób uczęszczających na AWF w Krakowie słyszałam, że promotor, którego zakres tematyczny obejmuje ten obszar jest bardzo wymagający w stosunku do swoich podopiecznych, ale chyba lepiej jest mieć opiekuna, który trochę za dużo od ciebie wymaga, niż takiego, który nie wymaga nic. W Katowicach pierwotnie też miałam pisać z tej tematyki, jednak nie zdążyłam wpisać się na listę w dziekanacie. A ponieważ drugim interesującym mnie tematem był czas wolny dzieci i młodzieży niepełnosprawnych, to w ostateczności zajęłam ostatnie miejsce u profesorki od socjologii.
Teraz wszystko działo się w trochę innym trybie. Tydzień temu na zajęciach z prawa gospodarczego, które mamy z prodziekanem naszego wydziału, zapisywaliśmy się do poszczególnych katedr. Do wyboru mieliśmy: Katedrę humanistycznych podstaw turystyki, Katedrę nauk o środowisku przyrodniczym, Katedrę polityki turystycznej, Katedrę turystyki i rekreacji oraz Katedrę rekreacji i odnowy biologicznej. Mój wypatrzony temat znajdował się w ostatniej z nic. Ostatniej, co nie znaczy najmniej obleganej, a wręcz przeciwnie, to do Katedry rekreacji i odnowy biologicznej zapisało się najwięcej osób. Co ja piszę najwięcej? Przecież limit miejsc został kilkakrotnie wypełniony. Dziekani musieli więc wybrać jakieś kryterium przyjęcia nas do tej katedry. I wybrali - listę rankingową z rekrutacji. Ponieważ konkretne zebranie z kandydatami na promotorów mieliśmy dopiero wczoraj, przez cały tydzień denerwowałam się, jak to będzie? Czy miejsce 38 w rankingu z średnią za pierwszy stopień studiów 4,08 pozwoli mi dostać się tam, gdzie chcę? A co, jak mi się nie uda? W którym kierunku awaryjnie chciałabym iść? Im bliżej byłam tego momentu, tym więcej we mnie było niepokoju. I w końcu przyszło czwartkowe popołudnie, podczas którego miał być ogłoszony werdykt. Na początek poinformowano nas, ile studentów przyjmą poszczególne katedry - ta, do której ja się wybierałam zaledwie 22. 22 z około 60 pierwotnie zapisanych. Najpierw wyczytali studentów z Katedry humanistycznych podstaw turystyki. Nie została zapełniona liczba miejsc, toteż ktoś z ponaliczbowych musi do niej przejść. Druga w kolejności była moja wymarzona katedra. Chwila prawdy... i... tak, zmieściłam się w limicie. Uradowana udałam się wraz z innymi do salki w piwnicy, gdzie mieliśmy się dalej dzielić, już między samych promotorów. Znowu zgłaszaliśmy się wedle rankingu i znowu pojawiła się nutka niepokoju. Przede mną było 9 osób, a promotor do którego chciałam się zapisać mógł przyjąć jedynie czterech studentów. Teoretycznie jeżeli wszyscy przede mną zapisaliby się do niego, dla mnie nie byłoby już miejsca. A pozostali promotorzy nie mieli szczególnie interesujących mnie tematów. Co prawda zawsze można negocjować temat, ale wiadomo jak to jest.
Kiedy w końcu wyczytano moje nazwisko z drżącym sercem podeszłam do biurka, zupełnie nie wiedząc co mnie czeka. Nieśmiało spojrzałam na kartkę z nazwiskami profesorów. Tak, obok obieranego przeze mnie promotora było jeszcze miejsce na nazwiska studentów. Zdecydowanie powiedziałam jego nazwisko. - "Wspaniały wybór" - usłyszałam w odpowiedzi.
Po wpisaniu się na listy, kilka grup, w tym i moja, została na spotkaniu ze swoimi promotorami. Co prawda seminaria magisterskie zaczynają się dopiero w przyszłym semestrze, ale nasz opiekun chciał już teraz nas poznać, dowiedzieć się, gdzie wcześniej studiowaliśmy. Kiedy powiedziałam mu, że na AWFie w Katowicach, wymienił całą litanię wykładowców z zapytaniem, czy ich znam. Znam! Do pierwszych zajęć mamy się zastanowić nad tematyką naszych prac. Tak jak pisałam na początku, jednak będę skłaniała się ku turystyce osób niepełnosprawnych. Byłam już na trzech takich wyjazdach(Włochy, Czechy-Austria-Węgry i Francja), a w przyszłym roku w planach mamy podbicie Anglii :). Widziałam radość osób bardziej niepełnosprawnych ode mnie, ich zaciekawienie nowymi miejscami. Myślę, że to byłoby coś dla mnie do zbadania. A nawet jeżeli coś mi nie pójdzie, to zawsze mogę zmienić temat. Mój promotor ma akurat tak szeroki wachlarz tematów, że z pewnością wybiorę coś dla siebie.
Cieszę się niezmiernie z tego, że trafiłam właśnie do tego profesora. Zrobił na mnie jak najbardziej pozytywne wrażenie i wydaje się być bardzo kompetentnym człowiekiem. Oczywiście czas pokaże, czy się myliłam, czy też nie. Ale cieszę się z jeszcze jednego powodu - do tego samego promotora zapisała się też moja najlepsza koleżanka z uczelni, Domiś. No wiecie, taka na którą zawsze możesz liczyć. Wiem, że w razie czego mi pomoże, chociażby przetłumaczyć moją niewyraźną mowę. Z nią na pewno będę się czuła raźniej i pewniej.
Mam nadzieję, że tym razem nic już nie stanie mi na przeszkodzie w uzyskaniu tytułu magistra, chociaż jak wiadomo, wspomnienia, zwłaszcza te nieprzyjemne, nie zawsze nas mobilizują do działania, a z tyłu głowy pojawia się obawa o powtórkę historii sprzed półtora roku. Ale nie, teraz chyba nie będę miała takiego pecha. Przecież jak pisała nasza noblistka: "Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy...".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz