Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

czwartek, 17 grudnia 2015

"Czarny czwartek"

Grudzień to jeden z najdziwniejszych miesięcy w historii naszego kraju - taki "krwawy" i "strajkowy". W niedzielę wspominaliśmy rocznicę niepotrzebnego wybuchu stanu wojennego, a dzisiaj wydarzeń rozgrywających się w grudniu 1970 roku w nadmorskich miastach. Przez te wydarzenia Gdańsk do dzisiaj bardziej kojarzy mi się z tym okresem, niż z strajkiem w Stoczni Gdańskiej mającej miejsce ponad dekadę później.
A wszystko zaczęło się w poniedziałek, 14 grudnia 1970 roku, kiedy wielotysięczny tłum robotników pracujących w Stoczni Gdańskiej im. Lenina odmówił podjęcia pracy i udał się pod siedzibę Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku. Przyczyną strajków była wprowadzona dwa dni wcześniej podwyżka cen detalicznych mięsa, przetworów mięsnych, jak i innych artykułów spożywczych. Decyzja w tej sprawie została podjęta w końcu listopada na posiedzeniu Biura Politycznego KC PZPR. 12 grudnia wieczorem poprzez radio społeczeństwo zostało poinformowane o podwyżkach cen żywności jak i głównych artykułów o około 23%. Dzień później komunikaty o podwyżkach cen zostały podane w prasie. Pracownicy chcieli spotkania z pierwszym sekretarzem tego organu. Zaś od dyrektora stoczni wymagali m.in. negocjacji cofnięcia podwyżek. Ich postulaty nie zostały spełnione, a nawet doszło do pierwszych ulicznych starć z MO. Przed południem delegacja ze stoczni podjęła próbę z rektorem Politechniki Gdańskiej, co skończyło się szarpaniną z prorektorem uczelni. O 17:00 na dziedzińcu przed Gmachem Głównym uczelni podjęta została próba zorganizowania wiecu. Niestety, studenci mając w pamięci zdarzenia sprzed dwóch lat, kiedy stoczniowcy współpracowali z milicją podczas tłumienia studenckiego zrywu, nie chcieli ich poprzeć. Zawiedzeni stoczniowcy zrezygnowali ze zrywu i w pochodzie ruszyli w stronę Gdańska. Za wiaduktem Błędnik doszło do pierwszych starć robotników z MO. Po chwili dołączyła do nich spora liczba studentów z Akademii Medycznej w Gdańsku. Dzień później, we wtorek 15 grudnia, ogłoszony został strajk powszechny. Przyłączyły się do niego nie tylko inne gdańskie przedsiębiorstwa, ale też robotnicy ze Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni wraz z pracownikami z Elbląga. Żądano np. uwolnienia aresztowanych wcześniej działaczy. Podczas przemieszczania się na zapowiedziany wiec, pracownicy natchnęli się na oddziały MO. Nie chcąc dopuścić strajkujących pod budynek partii, władze podjęły decyzję o użyciu m.in. pałek, czego efektem były uliczne walki robotników z MO. Późnym wieczorem doszło do podpalenia budynku KW PZPR w Gdańsku. Został ogłoszony strajk okupacyjny, zablokowano porty i stocznie. W Gdynii spisano 8 główne postulaty(dostosowanie płac robotników do ostatniej podwyżki cen, podwyższenia minimalnego wynagrodzenia, zredukowanie rozpiętości zarobków robotników z zarobkami pracowników umysłowych, ustanowienie wysokości zasiłku chorobowemu w pełni odpowiadającemu utraconemu w czasie choroby zarobkowi) i przekazano je przewodniczącemu prezydium Miejskiej Rady Narodowej - Janowi Mariańskiemu. Obiecał przekazać je wicepremierowi Stanisławowi Kociołkowi, w zamian za rozejście się strajkujących do domów. W nocy aresztowano większość z nich. W Gdańsku około południa pracownicy stoczni zdobyli czołg i zabezpieczyli na terenie Stoczni Remontowej. Kiedy w Gdańsku płonął gmach komitetu wojewódzkiego partii, młodzież z domu poprawczego w Malborku zaczęła rabować sklepy przy ulicy Rajskiej. Część protestujących bez skutku próbowała ich powstrzymać. Z czasem do stoczniowców zaczęli dołączać kończący zajęcia na uczelniach studenci. Około godziny 16:00 przed dworcem kolejowym zastrzelono pierwszą osobę(być może zwykłego przechodnia). Strzał padł od strony wiaduktu Błędnik, a ponieważ w tym czasie nie było tam ani wojska, ani milicji, winę tą przypisuje się snajperowi ulokowanemu w pobliskim wieżowcu. Następnie pracownicy stoczni złożyli na środku dworcowej hali zwłoki kolegi, którego rozjechał czołg, rozbili dworcową kwiaciarnię i podpalili kasy. Kiedy do gmachu dworca zaczęli zbliżać się milicjanci z oddziałami wojsk, strajkujący uciekli, wsiadając do stojącej na dworcu kolejki elektrycznej. W środę Stocznię Gdańską otoczyło wojsko. Ludzie próbujący się zbliżyć do zakładu, byli brutalnie bici. Co więcej, coraz więcej zakładów na Wybrzeżu zaczęło strajkować, co nazwano w telewizji chuligaństwem. Czwartek, 17 grudnia, był najbardziej tragicznym dniem w całym strajku. W celu opanowania chaosu, władze wykorzystały pomoc wojska. Na skutek starć wiele osób, zarówno wojskowych, jak i strajkujących, zostało rannych. W wyniku tych zdarzeń w centrum Gdyni został uformowany pochód z biało-czerwonymi flagami. Ruszył w kierunku przystanku Gdynia - Stocznia, gdzie został rozproszony przez wojsko. Pochód zebrał się ponownie na ul. Czerwonych Kosynierów, skąd ruszył do centrum Gdyni. Wzięli w nim udział przedstawiciele wszystkich zawodów i grup społecznych. Na jego czele niesiono na drzwiach ciało zaledwie osiemnastoletniego Zbyszka Godlewskiego, a za nim pomazane krwią flagi narodowe. Kiedy pochód doszedł do Urzędu Miejskiego, doszło do kolejnych starć. Również na ulicach Elbląga i Słupska toczyły się demonstracje. Strajkujących wsparli pracownicy Stoczni Szczecińskiej, którzy z kilkutysięczną liczbą ludzi strajkowali w mieście. Kiedy podpalili gmach KW PZPR, wojsko i policja zmuszone były użyć wobec nich siły. W wyniku starć śmierć poniosło 16 osób, w tym spora liczba osób znajdujących się przypadkowo na terenie strajku i walk. W tym samym czasie MO zaczęła tłumić strajki i demonstracje na Wybrzeżu. Dzień ten przeszedł do historii pod nazwą "Czarny Czwartek". W piątek oddziały otoczyły stocznie w Szczecinie. W Elblągu użyto siły, co skutkowało starciami z demonstrantami. Do strajkujących miast dołączyły się takie miasta jak Białystok, Nysa, Oświęcim, Warszawa i Wrocław, jednak strajki w nich miały mniejszą skalę i były krótkotrwałe. W sobotę, 19 grudnia, strajk trwał tylko w Szczecinie(trwał do 22 grudnia). Stocznie i porty w Gdyni i Gdańsku nie działały, a we wszystkich objętych zamieszkami miastach wprowadzono stan wyjątkowy wraz z godziną policyjną.
O wydarzeniach grudnia 1970 roku opowiada niedawno nakręcony film Antoniego Krauze "Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł". Opowiada on o losach fikcyjnego pracownika Stoczni im Komuny Paryskiej w Gdynii - Brunona Drywy, jego rodziny oraz znajomych z pracy, którzy w tamtych dniach przyłączyli się do strajku. Film jest niezły, chociaż jak dla mnie za bardzo przewidywalny i, hmm... komputerowy? Ale mimo wszystko warto go obejrzeć żeby mieć jakieś rozeznanie w tym wszystkim.

1 komentarz:

  1. "Czarny Czwartek" to jeden z ważniejszych filmów. Mimo niedoskonałości.
    Jest nadzieja, że nie zapomnimy...

    OdpowiedzUsuń