Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

sobota, 5 grudnia 2015

I otworzyło się Niebo...

Kraków, 27 listopada 2015 roku, Uniwersytet Papieski Jana Pawła II. Wszyscy żyją wydarzeniem, które ma się odbyć w przyszłym tygodniu - 5 grudnia 2015 roku decyzją papieża Franciszka, dwóch polskich franciszkanów, absolwentów uczelni - Michał Tomaszek i Zbigniew Strzałkowski, ma zostać podniesionych do rangi błogosławionych. Zdarzenie nietuzinkowe, ponieważ są to pierwsze osoby z naszej uczelni, które otrzymają tą godność. W dodatku, zgodnie z wpajanymi im na studiach teologicznych zasadami - nie tylko nie wyrzekli się swojej wiary, ale wręcz oddali za nią swoje krótkie życie. Zginęli 25 października 1991 roku, będąc na misji w odległym Peru. Od początku tego roku akademickiego temat ich wzniesienia na ołtarze być tematem numer jeden na ustach wszystkich wykładowców. Niektórzy nawet pamiętali tych dwóch młodzieńców w franciszkańskich habitach, którzy co rano wbiegali do budynku uczelni. Wśród nich znajdował się ksiądz, którego głos wielu z nas może kojarzyć z coniedzielnych transmisji Mszy Świętych z Łagiewnik, prodziekan Wydziału Nauk Społecznych - uwielbiany przez wszystkich studentów, choć wymagający, ks. Andrzej Baczyński. Ustalono, że to on pojedzie reprezentować uczelnię na odległy kontynent, a przy okazji zrobi reportaż o nowych błogosławionych. W końcu przez tyle lat relacjonuje przebieg Mszy Świętych.
Środa. Idę ulicą Franciszkańską i z daleka widzę powiewającą nad drzwiami prowadzącymi do uczelni czarną flagę, uczelniana zaś jest zwinięta. Automatycznie przyspieszam kroku. W naszej kulturze czarna flaga zazwyczaj oznacza żałobę. I nie myliłam się - na drzwiach wisiał już nekrolog informujący o odejściu w dniu poprzednim księdza Andrzeja Baczyńskiego do Domu Ojca w wieku zaledwie 58 lat. Szok, niedowierzanie? I jeszcze ta data pogrzebu - 5 grudnia 2015. Przecież w tym dniu miał być w Peru, a nie wybrać się w ostatnią drogę! Czemu to życie jest takie skomplikowane? A może niesprawiedliwe? Tam, na drugim kontynencie, Niebo otwierało oficjalnie swoje drzwi dla trzech nowych błogosławionych kościoła katolickiego. I tutaj, w podkrakowskich Bibicach, zaledwie dwie godziny wcześniej(licząc wszystko na nasz czas) otwarło się nieoficjalnie dla skromnego polskiego księdza. Po ochłonięciu z emocji pogrzebowych i beatyfikacyjnych pomyślałam sobie, że lepszej daty pogrzebu nie mogli znaleźć. Bo oto odwróciły się role - to nie mistrz wprowadzał swoich uczniów w to, co nowe, nieznane, ale uczniowie, którzy od 24 lat cieszą się obcowaniem z Najwyższym, witają w Bramie Niebios swojego mistrza. A on, jak gdyby nigdy nic, idzie za nimi, mówiąc doniosłym głosem: "Michale, Zbyszku, nawet nie wiecie jak bardzo jestem dumny z tego, że zostaliście błogosławieni".

Kraków 5 grudnia 2015, Chimbote, ta sama data. Dwa zupełnie odległe od siebie miasta zostały ze sobą tego jednego dnia cudownie połączone niewidzialną nicią. W obydwóch miastach otwarło się Niebo, ale nie tylko. W jednym i w drugim mieście uroczyście obchodzono dzisiejszą beatyfikację. Zwłaszcza w kościele franciszkańskim, znajdującym się naprzeciwko Uniwersytetu. Bo przecież od nas zaczęła się wędrówka w chrześcijański świat dwóch niepozornych franciszkanów. Wędrówka, która miała tragiczny finał w Peru, ale za razem dała świadectwo, jak można umierać z godnością i w wierze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz