Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

środa, 23 grudnia 2015

Najważniejsze jest zrobienie porządku we własnym sercu

Kilka dni temu zadzwoniłam w pewnej sprawie do znajomej. Akurat sprzątała wtedy w swoim mieszkaniu. Oczywiście przeprosiłam, że przeszkadzam, żeby nie było że Lolek to niekulturalny człowiek. Przy okazji zażartowałam, że kobieta jest w o wiele lepszej pod tym względem sytuacji, ponieważ u mnie wszelkie porządki przedświąteczne są w fazie tzw. planning'u, czyli czekają na chwilę wolnego czasu. Po drugiej stronie słuchawki najpierw rozległ się dobrze znany mi przyjazny śmiech, a następnie spostrzeżenie, żebym pamiętała przede wszystkim o zrobienia porządków w swoim wnętrzu. Bo tak na prawdę co nam po perfekcyjnie wysprzątanym mieszkanku, zrobieniu wystrzałowych prezentów oraz smakowitych potraw, cóż będzie znaczyła przepięknie ubrana choinka, kiedy w naszych sercach będzie zawiść, a nawet nienawiść do osób. Niekoniecznie musi to być nienawiść dla najbliższych nam osób, rodziny. Czasami negatywne uczucia możemy żywić do znajomych, sąsiadów, współpracowników. Może nadchodzące święta to czas, w którym warto podać sobie rękę, przeprosić za to, czy też tamto. Być może to będzie najpiękniejszym prezentem urodzinowym dla Jezusa.
Od pewnego czasu widzę, jak okres przedświąteczny przemienia się w "kult pieniądza". Kilka dni temu skończyły mi się pieniądze na bieżące wydatki i zmuszona byłam dobrać sobie z konta. Akurat wpłynęła mi renta, chyba też pielęgnacyjne(chociaż do dzisiaj nie wiem, kiedy dokładnie wpływa mi na rachunek to drugie). Zazwyczaj biorę 50-100 zł i to mi starcza na +/- półtora tygodnia(wyłączając sytuację, kiedy muszę zrobić bieżące opłaty, czy wykupić lekarstwa). Tradycyjnie weszłam do banku i chociaż przede mną było raptem 5 osób, to na swoją kolej czekałam ponad 2 godziny. Jak już kiedyś pisałam, nie lubię podsłuchiwać o czym rozmawiają inne osoby. Trudno jednak nic nie słyszeć, kiedy starsze osoby wręcz wymuszają głośniejsze mówienie do nich. Z strzępków rozmów zorientowałam się, że większość z nich przyszła wziąć pożyczkę, i to na wcale nie małe kwoty. I tak zaczęłam się zastanawiać, czy jest sens zadłużać się na tych kilka dni? Co będzie, jeżeli nie będą w stanie spłacić tych zobowiązań, lub, co gorsze, umrą? Na kogo przejdą te zobowiązania? 
Tak samo zastanawiam się, czy jest sens kupowania całej masy jedzenia. Ileż to razy wyrzucamy je, tylko dlatego, że nie zjedliśmy. A obok ktoś może nie mieć na chleb. Może warto zrezygnować z kolejnej puszki rarytasów, a za zaoszczędzone pieniądze kupić produkt długoterminowy i przekazać na biedne rodziny, a nawet kupić tabliczkę czekolady i dać dziecku sąsiadów, u których nie przelewa się zbytnio. Pamiętam, jak rok temu zrobiłam malutkie paczuszki - czekolada, czekoladowy mikołaj, mandarynki, soczek. Nic szczególnego, a do dzisiaj pamiętam radość moich małych sąsiadów, których tata właśnie stracił pracę. W tym roku nie szalałam z zakupami - na Wigilię idę do rodziców(już się umówiłam, że robię kluski z makiem i bakaliami oraz lepię uszka do barszczu). W pierwszy dzień świąt ma do mnie przyjść znajomy.


Porządków jako takich w domu nie zrobiłam. Śmieję się, że u mnie kot zamiata kurz swoim ogonem. A tak na serio to i tak regularnie myję podłogę. Choinki ze względu na zeszłoroczne zachowanie Pusi nie będzie. Ale dzięki wspaniałym ludziom z OFONu postanowiłam udekorować mieszkanie światełkami oraz jemiołą. Dodatkowo położę na stole mojego Jezuska na sianku, na biurku komputerowym postawię stojak z bombką, na firance powieszę aniołki. Ale czy to pięknie udekorowane mieszkanie będzie naprawdę godne przywitania Pana, skoro moje serce będzie byle jakie? Dlatego tradycyjnie uczestniczyłam w rekolekcjach adwentowych. Mimo natłoku zajęć znalazłam te półtorej godzinki, aby wysłuchać co ma do powiedzenia przybyły z leżącego pod Częstochową Kopca kaznodzieja. Głównym tematem tegorocznych rekolekcji był grzech, jego konsekwencje, a także przebaczenie. Dowiedziałam się czegoś bardzo ciekawego - spowiadanie się ciągle z tych samych grzechów nie jest niczym złym - jesteśmy ludźmi, istotami które często upadają. Ważne jest, aby z tego upadku powstać, aby uświadomić sobie, co takiego robię źle, czym zasmuciłem Boga. Nie warto zatajać przed księdzem własnych grzechów, co to nam da, skoro Bóg i tak nas widzi? Przed księdzem możemy coś ukryć, przed Bogiem już nie. Przeprosiłam też kilka osób za złe rzeczy, które się w tym roku wydarzyły, często też z mojej winy. Niestety, ja też jestem człowiekiem i też popełniam różne błędy w życiu, zdarza mi się też nie zgadzać z opinią innych osób, kłócić z nimi. Ale święta to czas, kiedy znikają wszystkie waśnie i nienawiści, kiedy chociaż na tych kilka dni stajemy się choć trochę lepsi. Wielu mówi, że tak nie powinno być, skoro cały rok sobie dogryzamy wzajemnie, lecz ja uważam, że w wypadku niektórych osób tych kilka dni spędzonych bez wzajemnych żali to bardzo dużo. Może nawet o wiele więcej niżby byli cały rok poukładani. Pomyślmy o tym, zastanawiając się, dlaczego "ten gbur" nagle stał się aniołkiem. Pozwólmy w tych dniach gościć w naszych sercach przede wszystkim Jezusowi, nie zapominając o cudzie, jaki się uczynił ponad dwa tysiące lat temu w maleńkim Domu Chleba - Betlejem. Wszak Wigilia bez Jezusa w sercu będzie miała inny wydźwięk niż ta, podczas której będzie on w nim obecny.

2 komentarze:

  1. Osobiście ja właśnie nie przepadam za takim świątecznym słodzeniem, bo jeszcze się mi nie zdarzyło, żeby taka osoba nie zamieniłą się po świętach na to samo. Postrzegam to jako obłudę i z tego względu unikam łamania się opłatkiem z dorosłymi w pracy (co innego z młodzieżą, oni nie są na tym etapie bylejakości życia, gdy kogoś nie lubią, unikają go z opłatkiem). Tak, łamię się opłatkiem, chociaż jestem niewierząca, to nie jest dla nie jakiś problem :).

    Za sprzątanie biorę się dzisiaj. Zadłużanie się na święta uważam za absurd, ale rozumiem o co chodzi. Rodzina wspólnie, licznie przy stole wigilijnym postrzegana jest jak ta właściwa, tradycyjna, kochająca ... nawet jeśli na codzień jest w niej pedofilia. A taka malutka jak moja, z pomarańczami zamiast prezentów jako bidna mizerotka. Taki mamy klimat kulturowy i to się szybko nie zmieni. Wesołych Świąt :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co cyniu, nigdy nie rozumiałam tej zależności, że człowiek wierzący=człowiek łamiący się opłatkiem. To raczej uniwersalna tradycja przeznaczona dla wszystkich ludzi, a nie zarezerwowana tylko dla chrześcijan. Dlatego wcale mnie to nie dziwi.

      Usuń