Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Niczym Gall Anonim lub Jan Długosz







Czy coś mam wspólnego z wspomnianymi w tytule postu postaciami? Jak najbardziej. Podobnie jak niegdyś słynny Gall Anonim i jeszcze słynniejszy Jan Długosz piszę kronikę. Co prawda tylko parafialną i od zaledwie dwóch lat, ale piszę. Ostatnio zaczyna mi brakować na to czasu, jednak w każdej wolnej chwili siadam do komputera i wklepuję kolejne wyrazy do edytora tekstu. Wiem, wiem, tamci pisali wszystko gęsim piórem maczanym w atramencie siedząc nad pulpitami całymi nocami. Teraz jednak technika poszła do przodu i poczciwe gęsie pióro zostało zamienione przez nowoczesny sprzęt elektroniczny. Jest jednak coś co przetrwało przez wieki - podobnie jak oni w średniowieczu, tak samo i ja teraz spędzam nad spisywaniem sprawozdań z parafialnych wydarzeń długie godziny nocne.
Jak to się stało, że została mi powierzona tak specyficzna(a może odpowiedzialna) rola? Otóż ktoś kilka lat temu obudził się i stwierdził, że brakuje w naszej scholi kronikarza. Kronikarz kiedyś owszem był, ale się zbył. Przez dobre pięć lat nikt nie spisywał tego, co się dzieje w scholi, ani tym bardziej w parafii. Szkoda, bo to był naprawdę okres obfitujący w różne ciekawe wydarzenia. Ale któregoś dnia po niedzielnej Mszy świętej zbiegła się narada co zrobić z tym fantem. Poproszono mnie nawet o pozostanie chwilę na górze, ja jednak nauczona nieufności do pewnych osób postanowiłam zwiać do domu. Nie minęły trzy godziny jak zadzwonił do mnie telefon z propozycją prowadzenia scholowej kroniki. Moje pierwsze pytanie brzmiało bardzo prosto: "Dlaczego ja". Po drugiej stronie usłyszałam, że mam lekkie pióro("Opowieść o czwartym królu" jednak zrobiła swoje w ludzkich umysłach), dobrą pamięć, często jestem w kościele, a tak w ogóle to nie ma się kto podjąć tego zadania, a szkoda, aby wydarzenia dziejące się w naszej parafii pozostawały bez echa. Grzecznie poprosiłam o chwilę do namysłu, ponieważ nie lubię podejmować wyzwań, których potem nie jestem w stanie zrealizować. A taka kronika wymaga znalezienia chwili na napisanie notatki. Druga sprawa to fakt, że byłam na etapie pisania pracy magisterskiej i do końca nie wiedziałam jak to wszystko pogodzić. Jednak po przeanalizowaniu wszelkich za i przeciw zdecydowałam, że jednak dam radę od czasu do czasu coś skrobnąć, tym bardziej, że wszystko jest w wersji jak najbardziej dla mnie dogodnej, czyli elektronicznej. Dostałam namiary na administratora strony poświęconej naszej parafii, na którą mam wysyłać gotowe teksty.
Więc w każdej wolnej chwili piszę sprawozdania z tego, co się dzieje w naszej parafii i wysyłam. No może niezbyt na bieżąco, bo jednak studia też wymagają poświęcenie czasu na zrobienie notatek z dyktafonu, czy choćby przeczytania notatek z książki. Martwi mnie jednak to, że od roku żadna notatka, żadne sprawozdanie nie pojawiło się na stronce. Na początku myślałam, że po prostu nie dochodzą, ale nie. Administrator tłumaczy się brakiem czasu. Ja jednak boję się, że zostanę posądzona o niesłowność, a wręcz lenistwo, co jest nieprawdą. Wszystkie dotychczasowe artykuły mam na dysku zapisane, więc w razie czego mogę udowodnić, że piszę. Na razie pozostaje mi uzupełnić bieżące artykuły i ponownie je wysłać do gościa. Może teraz się uda?

1 komentarz:

  1. Gratuluję tak ważnej i odpowiedzialnej funkcji! To jednak, podziwiam Cię, że dajesz radę ogarnąć to wszystko...to dobrze, tylko odpoczynek też się przyda :-). pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń