Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

niedziela, 6 grudnia 2015

Nietypowy święty Mikołaj

Czasy w których wierzyłam w istnienie świętego Mikołaja już dawno minęły. "Wierzyłam" to chyba nawet za dużo powiedziane - niemal od zawszę wiedziałam, że ewentualne prezenty kupują rodzice, bądź nauczyciele w szkole. Mimo wszystko przyjemnie było dostać małą paczuszkę z czymś drobnym w środku. W gimnazjum sami siebie obdarowywaliśmy w obrębie klasy. Niby to miała być niespodzianka, ale zazwyczaj każdy wiedział kto kogo wylosował. W trzeciej klasie kupiliśmy dodatkowo naszej wychowawczyni świąteczną bombkę - tak, żeby miała coś od nas. A potem już wyrosło się z takich zabaw. I tylko od rodziców dostawało się coś drobnego. Ale i to się skończyło wraz z opuszczeniem rodzinnego domu.
Zresztą czy prezenty zawsze muszą być materialne? Dzisiaj przekonałam się, że niekoniecznie. Rano, tuż po rozpoczęciu w szkole policealnej zajęć z podstaw rachunkowości w administracji zostaliśmy poinformowani, że dzisiaj zajęcia z tego przedmiotu kończą się już o 10:45, a nie tak jak w planie o 12:15. 1,5 godziny to już jest coś. Myślałam jednak, że ta zmiana dotyczy tylko tego przedmiotu, ponieważ prowadząca była trochę przeziębiona. Fakt, spóźniłam się nieco do szkoły i dotarła do mnie tylko szczątkowa informacja... Nie ważne. Zajęcia z postępowania w administracji zaczęły się chwilę po rachunkowości, co tłumaczyłam sobie tym, że z kolei ta prowadząca nie miała zajęć przed nami. Tymczasem ona powiadomiła nas zaraz na wstępie, że w związku z rozporządzeniem pani dyrektor, zajęcia z nią kończymy przed 14. Tak, w ramach mikołajek. Oczy mi wyszły z orbit, ponieważ jak długo żyję, tak takiego prezentu jeszcze nie miałam. A bacząc na nadchodzący tydzień, w którym każdego dnia mam przynajmniej jeden sprawdzian, ten czas z pewnością mi się przydał. Regiony turystyczne na jutrzejsze kolokwium z Ameryki Południowej ogarnięte, słówka na niemiecki powtórzone. I nawet na Orygenesa znalazł się czas. Tak, te kilka godzin na pewno było mi potrzebnych.

2 komentarze:

  1. kiedy jeszcze się uczyłam szczególnie w weekendy każda urwana godzinka była na wagę złota ;) więc rozumiem Twoją radość :) ale jeśli płacisz za szkołę to raczej prezent zrobiła sobie kadra ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, akurat ta szkoła jest bezpłatna, więc jedyne co "straciłam", to te dwie godziny, czego raczej nie żałuję. A prezent zrobiony sobie przez kadrę, to już swoją drogą. Pozdrawiam

      Usuń