Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

piątek, 11 grudnia 2015

Pogodzić naukę ze wszystkim innym

Jutrzejszy dzień zapowiada się bardzo ciekawie: po pierwsze szkoła policealna z technika administracji, a w niej dziesięć godzin zajęć: pięć z podstaw prawa administracyjnego i pięć z postępowania w administracji. Luzik, co prawda z podstaw prawa administracyjnego to już ostatnie zajęcia w tym semestrze, mamy jednak nadzieję na przeniesienie egzaminu końcowego na któryś z dwóch zjazdów po świętach. Jak to wszystko szybko zleciało - dopiero co zaczynaliśmy trzeci semestr, a już zbliżamy się ku jego końcowi. Jeszcze jeden i podejdziemy do egzaminów zawodowych. Po ostatnich zmianach w ministerstwie zaczynam obawiać się czy uwzględnią moje schorzenie i pozwolą mi zdawać egzaminy za pomocą komputera. Dotychczas nie było z tym problemu, jednak nowe przepisy są niejednoznaczne. Dyrekcja szkoły zobowiązała się jednak powalczyć o mnie. Zwłaszcza, że widzą że się przykładam do nauki - poprzedni semestr zakończyłam ze średnią 5,0. No nic, zobaczymy co wskóra dyrekcja. Najwyżej okaże się, że łatwiej zdam egzamin magisterski niż zawodowy. 
Zastanawiam się, co będziemy robili na jutrzejszych zajęciach. Ostatnio na podstawach prawa administracyjnego mieliśmy o ministerstwie, na postępowaniu w administracji zaś robiliśmy praktyczne zadania egzaminacyjne. Może jutro będzie tak samo? Kto to wie?
Niestety, będę musiała na dwie godziny urwać się z zajęć z powodu wigilii scholowej. Kurczaczek, że też musieli ustalić ją na godzinę 11. Przypominają mi się czasy szkolne, kiedy wigilie klasowe były w czasie lekcji. Ale to zupełnie inna rzecz. Teraz nawet na Uniwersytecie mamy wigilię późnym popołudniem. Dobrze, nie marudzę, lecz cieszę się, że wpadnę na chwilę, chociażby po to, aby złożyć życzenia. Trochę żałuję, że nic nie przyniosę ze sobą, chociaż miałam pomysł na kluski z makiem i bakaliami, ale zwolniono mnie z tego obowiązku ze względów logistycznych. Chociaż z drugiej strony, skoro mogłam w Niedzielę Palmową biegać z palmą po szkole, to czemu teraz nie mogę biegać z miską z kluskami? Znowu by było ciekawie.
Biorę się za czytanie dalsze "O zasadach" Orygenesa, bo zaliczenie lektury zbliża się dużymi krokami. Wcześniej jednak dokończę referat o Wycenie rozrachunków z podstaw rachunkowości w administracji. Na szczęście jestem w końcowej fazie jego pisania, więc powinnam się wyrobić na czas. Do tego jeszcze materiał na studia stacjonarne. Trochę tego jest, ale dam radę. Tyle razy dokonywałam rzeczy niemożliwych, więc i teraz powinno mi się udać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz