Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

sobota, 19 grudnia 2015

Przesyłka pachnąca pierniczkami

Spędzenie świąt w szpitalu nigdy nie jest spodziewanym wydarzeniem. Doskonale o tym wiem - sama cztery lata temu wylądowałam w nim tuż przed Bożym Narodzeniem z powodu zapalenia otrzewnej. A że moje dochodzenie do zdrowia trwało dwa i pół miesiąca, to i te radosne święta przyszło mi w nim spędzić, burząc plany mojej rodziny. Ma się ten talent. Zamiast potraw - odżywianie pozajelitowe, zamiast choinki - stojak z kroplówką, zamiast kolęd - monotonny dźwięk maszyn. A prezent sama sobie zafundowałam. Nic przyjemnego.
Dlatego kiedy kilka dni temu zadzwoniłam do Tosiaka z życzeniami urodzinowymi i dowiedziałam się od niej, że tego samego dnia miała operację podcinanie ścięgien w nóżkach, szczerze się zaniepokoiłam. Pomimo znacznej różnicy wieku bardzo się lubimy, na obozie sportowym wręcz traktowałam ją jak córkę. Nie, nie faworyzowałam, ale starałam się jak najwięcej jej pomagać. Na któryś zawodach sportowych wymieniłyśmy się numerami telefonu i jakoś tak zostało, że dzwonimy do siebie od czasu do czasu. To ważne, zwłaszcza, że mieszkamy w dwóch różnych województwach.
W pierwszym odruchu chciałam pojechać do szpitala w Oświęcimiu, w którym leży Toś, kierowana słowami uczynków miłosierdzia: chorych nawiedzić. Niestety, ogranicza mnie coś zupełnie nieubłaganego - to czas. Mimo to zaczęłam intensywnie kombinować jak umilić młodej pobyt w szpitalu. Pomysł przyszedł zupełnie niespodziewanie - z czym kojarzą się ludziom święta? Między innymi z pierniczkami. Kilkanaście upiekłam na początku grudnia i dojrzewały w pojemniku po czekoladkach. Wystarczyło je tylko udekorować lukrem. W płytach znalazłam też mp3 z utworami Juliusza Verne. Włożyłam kompakt do odtwarzacza. Działał. Ja już raczej wyrosłam z tej płyty, a Toś jest akurat w takim wieku, że twórczość Francuza jak najbardziej jest na czasie. Dodatkowo wyszperałam jakąś nieużywaną kolorowankę, dokupię do tego kredki, wrzucę do niej jeszcze drobną styropianową bombkę z motywem świątecznym i skromna paczka świąteczna będzie gotowa.
Wyobrażam sobie minę Toś, kiedy ją otrzyma. Taką przesyłkę, która po otwarciu pachnie pierniczkami. Czy będzie zadowolona? Mam nadzieję, że tak. Muszę tylko jakoś przyozdobić tą bombkę, znaleźć ciekawy motyw w książkach lub internecie i przenieść go na kulę. Wiem, że będzie to trudne, ale dla Toś gotowa jestem zrobić wszystko.

1 komentarz:

  1. Super pomysł! Koleżanka na pewno będzie bardzo zadowolona po otrzymaniu paczuchy :-)

    OdpowiedzUsuń