Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Quo vadis świecie?

Tak sobie ostatnio pomyślałam, dokąd zmierza dzisiejszy świat. Dokąd zmierzają moi rówieśnicy i czego oczekują od życia? Jak sobie przypomnę ile kilka lat temu było wspaniałych, autentycznych blogów, to aż mnie ściska. Ludzie byli jacyś inni, jakby lepsi, mniej egoistyczni. Skupiali się na drobnych rzeczach, a co najważniejsze, stworzyli własny image, styl pisania. Jeżeli wchodziło się na ich stronę, wiedziano, że to jest strona tego konkretnego usera. Czasami było coś, z czym się nie zgadzałam, ale w większości postów czytałam je z przyjemnością i z niecierpliwością czekałam na kolejne wpisy. I nagle coś się zmieniło - nie rozumiem, czy przez styl pisania, czy może poprzez mnóstwo sprzeczności, ale z czytania sporej ilości blogów po prostu zrezygnowałam. Przekonałam się, że aby zdobyć grono czytelników, niektórzy są w stanie zrobić naprawdę wszystko. Inna sprawa, że często opierają swoje osądy na własnym widzimisię, jakby nie zastanawiając się nad tym, że wcale nie do końca jest tak, jak im się wydaje. Nie wiem, może gdyby częściej spotykali się z innymi osobami, a nie opierali swoich opinii tylko i wyłącznie na tym co zobaczą lub usłyszą w telewizji, albo przeczytają w brukowcu, to ich zdanie byłoby bardziej obiektywne? Sama nie wiem. Tym bardziej, że zanim sama napiszę jakiś post, sama zastanowię się co chcę w nim zawrzeć i jakimi słowami to wyrazić. 

Zawiodłam się na pewnych osobach, uważałam je za bardziej rozsądne. Niestety, rzeczywistość okazała się inna. Czuję więc pewien wstręt do pewnych blogów. Czy kiedyś mi on przejdzie, minie? Czas pokaże. 

5 komentarzy:

  1. Cóż, niektórzy wyrastają z blogów, tak jak wyrasta się z dziecięcych śpioszków. A co do ludzi i tendencji pokolenia postmodernizmu (a raczej już post-postmodernizmu): zauważ, że dziś już nie ma wielkich idei łączących całe jedno pokolenie, nie ma już wielkich subkultur czy ruchów społecznych (takich jak np. dzieci kwiaty z lat 60-tych), nie ma nawet już wielkich piosenkarzy i zespołów muzycznych łączących jedno pokolenie czy grupę. Dziś wystarczy mieć konto na YouTube i wystarczy żeby mieć też swoje 5 minut. A to jest chyba efekt szerszych procesów zachodzących w świecie od ok. 30 lat. Córka Pamiętnikarza.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie zgadzam się z przedmówczynią do końca. Ta pozorna bezideowość to większa wolność. Dawniej, czy się miało nogi proste czy krzywe, trzeba było w pewnym wieku nosić mini. Taki jest odprysk niepoważny tych wszystkich "wielkich" idei. Dzisiaj ludzie nadal się zrzeszają, ale jest większy wybór. Pomimo to, wierz mi, są piosenkarze, którzy łączą całe pokolenie. A że nam się nie podoba, że to jest Justin Bieber, to jest zupełnie inna sprawa. Wszystko, co nabrało patyny, wydaje się jakieś takie godniejsze, choć nie przybyło mu na rozumie.

    Każdy ma prawo piać na blogu swoje widzmisię. I chyba każdy tak właśnie robi. Przekonanie, że samemu pisze się bardziej obiektywie i mądrzej też może być dopieszczaniem pozoru.

    OdpowiedzUsuń
  3. Droga Pani, to nie jest wolność, to o czym Pani pisze. To jest infantylizm. Infantylizm napędzany przede wszystkim przez konsumpcjonizm, choć oczywiście nie tylko. Przypomnę, że jeden z włoskich filozofów określił infantylizm mianem choroby naszej cywilizacji. To co Pani nazywa wolnością to w istocie nic innego, jak dziecinne machanie nóżkami i zachwyty... Właśnie tym co jest dziecinne. Infantylizm widzę niestety dość powszechnie w przestrzeni Internetu, tak jakby "Ferdydurke" Gombrowicza nie zestarzało się ani trochę. Z drugiej strony infantylnymi społeczeństwami bardzo łatwo się manipuluje. A wracając do blogów, czasem mam wrażenie, że ich autorzy podobno mający już dobrze ponad trzydziestkę piszą tak, jakby mieli najwyżej 12 lat. I to jest przerażające. Życzę miłego dnia. Córka Pamiętnikarza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet jeśli osoby mające ponad trzydziestkę piszą jakby miały 12 lat, cóż z tego? Czy to kogoś zabije? Czy to w jakikolwiek sposób Ci zaszkodzi? Wątpię. Ale za to jest doskonałym przyczynkiem do nadymania się. Można więc nawet powiedzieć, że te blogi czynią dobro. Jakże można po ich przeczytaniu zyskać na miłości własnej, nieprawdaż?

      Skoro już przypominamy włoskich filozofów, to proszę z nazwiskami. Ja jednak wolałabm nie ograniczać wolności do ujęcia z filozofii katolickiej, gdzie wolnością jest czynienie tego co chce Bóg. To może być pociągające dla niektórych, bo uwalnia od odpowiedzialności, ale jako się rzekło, to tylko jedno z ujęć :). Życzę miłego poranka.

      Usuń
  4. Pani reakcja jest właśnie jednym z przejawów tej choroby wieku. Poza tym dlaczego Pani zakłada z góry, że wypowiadam się czy cytuję kogoś z perspektywy katolickiej? Ze swojej strony życzę Pani dorośnięcia. Córka Pamiętnikarza.

    OdpowiedzUsuń