Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

czwartek, 10 grudnia 2015

Wracając jeszcze do nowych polskich błogosławionych

Mój aktualny kierunek studiów licencjackich, turystyka religijna, ma to do siebie, że oprócz teoretycznych zajęć takich jak wykłady prowadzone w uczelnianych salach, mamy jeszcze masę zajęć praktycznych, polegających na chodzeniu po Krakowie w celu poznania zabytków oraz topografii miasta. W ten sposób na pierwszym roku poznaliśmy większość bardziej lub mniej znanych świątyń w mieście, nie tylko katolickich, ale też innych wyznań. Szczerze powiedziawszy najbardziej z tego wszystkiego podobała mi się jedna z synagog żydowskich(synagoga Remu) na Kazimierzu.
Na przeciwko naszej uczelni mieści się Wyższe Seminarium Duchowne Franciszkanów wraz z Klasztorem Franciszkańskim, w którym studiowali dwaj pierwsi polscy misjonarze - beatyfikowani w ubiegłą sobotę ojcowie Michał Tomaszek oraz Zbigniew Strzałkowski. Od razu pozwolę sobie sprostować pewną informację: nie studiowali oni bezpośrednio na PACie, ale w filii uczelnianej mieszczącej się przy Seminarium. Do samego klasztoru często zdarza mi się wstępować na chwilę modlitwy, kilka razy byliśmy w nim pod kontem przewodnictwa - m.im. w ramach poznania architektury świątyni, czy też osoby błogosławionej Anieli Salawej, której krypta mieści się w jednej z kościelnych kaplic. 
Wczoraj kolejny raz udaliśmy się w ramach warsztatów z liturgiki do kościoła świętego Franciszka z Asyżu. Tak trochę nietypowo, ponieważ zajęcia z tego przedmiotu powinny opierać się na rzeczach związanych stricte z liturgią(chociażby po to, aby wiedzieć jak się zachować w kościele, kiedy przyklęknąć itp., wbrew pozorom bardzo dużo ludzi ma z tym problem).
Na początku po raz enty poznaliśmy historię klasztoru, itp. itd. Czyli krótko mówiąc w naszym przypadku to typowe nihil novi(łac. nic nowego). Jedyne czym ta wyprawa różniła się od innych to fakt, że mogliśmy wejść za ołtarz, czego w normalnie się nie robi(zresztą wywołaliśmy tym zachowaniem ogólne oburzenie hiszpańskiej grupy zwiedzającej klasztor, no bo jak to może być, że tacy Polaczkowie mogą tam iść, a oni nie, chociaż tak bardzo chcieli obejrzeć z bliska witraże Wyspiańskiego - na szczęście oprowadzający nas brat wyjaśnił i złagodził zaistniałą sytuację). Moją uwagę przykuła też anegnotka o Jezusie przemawiającym z krzyża do złodziejaszka: tak naprawdę był to zakrystian spoglądający od czasu do czasu na wnętrze kościoła przez okienko znajdujące się nad krzyżem. Psikus polegał na tym, że od strony wnętrza kościoła nie sposób go zauważyć. Więc kiedy zauważył złodziejaszka wybierającego pieniądze ze skarbonki kościelnej znajdującej się przy ołtarzu i dwa razy powiedział: "Przestań kraść, bo zaraz zejdę do ciebie", biedny złodziej pomyślał, że to Jezus do niego przemawia. Wrzucił więc wszystkie pieniądze do skarbony, przeżegnał się pod krzyżem i jak szybko wyszedł z kościoła, tak go już więcej nie widzieli.
Prawdziwym powodem naszego przybycia do klasztoru nie było jednak kolejny raz wysłuchanie jego historii, ale przede wszystkim zwiedzenie wystawy poświęconej błogosławionym męczennikom - misjonarzom. Znajduje się ona w jednej z sal, do której wchodzi się z krużganków. W kilku gablotkach zgromadzono rzeczy, które po nich zostały, m.in. zakrwawione koszule, w których zginęli, sutanny, szaty liturgiczne, habity misyjne, dokumenty szkolne oraz podania o przyjęcie do seminarium, rzeczy codziennego użytku, takie jak np. latarka, czy budzik. Całość dopełniają barwne zdjęcia ojców zrobione podczas misji wraz z wyczerpującymi opisami. Osobiście kocham wręcz wszelkie wystawy tego typu, kiedyś wręcz marzyłam o pracy w muzeum, więc czułam się wewnątrz bardzo dobrze. Szczególnie zainteresowały mnie dokumenty związane z przyjęciem do seminarium. 
Na koniec zajrzeliśmy do wewnętrznego ogrodu, na jadalnię klasztorną(właśnie gotowały się gołąbki) oraz na aulę wykładową. Dodatkowo każdy z nas dostał obrazek z błogosławionymi męczennikami wraz z wtopionymi w środek fragmentami ich szat oraz informatory o nich. Serdecznie zachęcam do zwiedzenia wystawy, bo jest na prawdę ciekawa i pomysłowo zrobiona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz