Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

piątek, 8 stycznia 2016

Dobrze jest wrócić po przerwie

Kto by przypuszczał, że w ciągu kilku miesięcy tak zaprzyjaźnię się z niektórymi osobami z mojej grupy na studiach. Zazwyczaj jestem ostrożna w zawieraniu nowych znajomości, potrzebuję czasu, aby się do kogoś przekonać. Tymczasem kilka dziewcząt z AWFu od razu "wzięło mnie w obroty"(w pozytywnym tego zwrotu znaczeniu). Tu zagadały, tam o coś podpytały, dały notatki bez proszenia, wpisały na listę, przetłumaczyły moją wypowiedź... Tak same z siebie, bez przymusu. Trochę mnie to zaskoczyło, ponieważ w Katowicach większość dziewczyn trzymała mnie na dystans. Tymczasem teraz, trochę ode mnie młodsze dziewczyny, zachowują się jak najbardziej naturalnie wobec mnie. Pamiętam bodajże drugi tydzień zajęć, kiedy na nowych studiach jeszcze się poznaje wzajemnie i dociera te znajomości. Miałyśmy chwilę wolnego między zajęciami. "Idziemy na kawę! Idziesz z nami?" - usłyszałam niespodziewanie. Ba! Pewnie że idę. I ta tak naprawdę pierwsza rozmowa - rozmowa, od której najczęściej wszystko zależy. Wbrew moim obawom dziewczyny doskonale mnie rozumiały. To jakoś nadało mi odwagi w stosunku do nich. Zaczęło być tak zwyczajnie, po ludzku, jak w wielu międzyludzkich stosunkach. Żeby była jasność - ja broń Boże nie wymagam, aby wszyscy mnie lubili, ja tylko nie chcę być traktowana jakby mnie nie było.
Przez tych kilka miesięcy więzi między nami stopniowo się zacieśniały. Mimo wszystko znajdowałyśmy wspólne tematy do rozmów. Były zaskoczone moją determinacją, tym że dojeżdżam przez taki szmat drogi, tym że studiuję na kilku kierunkach i godzę bez większych problemów to wszystko. Zawsze im powtarzam, że to nic takiego, po prostu czasami trzeba wszystko postawić na jedną kartę i zaryzykować. Mam marzenia, ale nie działając nie przyczynię się do ich spełnienia.
Pamiętam jak w listopadzie widząc mój ponury nastrój(co naprawdę bardzo rzadko mi się zdarza), od razu zaczęły mnie wypytywać co się stało. Oczywiście nie chciałam im nic mówić, bo przecież to są moje prywatne sprawy, ale w końcu pękłam. Reakcja? Nie, nie koniecznie pocieszanie, ale kolejna rozmowa uświadamiająca, że to jest moje życie i to przede wszystkim ode mnie ma zależeć jak ma wyglądać. Tego się nie spodziewałam, aczkolwiek miłe zaskoczenie. Ale to jeszcze bardziej nas do siebie zbliżyło. Tak samo jak uczenie się o atrakcjach kolejnych państw na kolejne kolokwia z regionów turystycznych. Nie jest to może najcięższy przedmiot, ale z całą pewnością najbardziej pracochłonny. A i pytania są bardzo szczegółowe i nieprzewidywalne, i prezentacje raz na jakiś czas trzeba jakąś skleić. Nie wiedziałam nawet, że to tak jednoczy ludzi. Ale z drugiej strony skąd miałam wiedzieć, skoro dotychczas tego nie doznałam?
Doszło do tego, że podczas półtoratygodniowej przerwy świątecznej zaczęłam tęsknić do moich uczelnianych znajomych, a co za tym idzie, do powrotu do Krakowa. Niby powinnam odpoczywać, wszak kosztują mnie te studia wysiłku co nie miara. Nie, to nie jest tak, że nie daję rady, bo radę daję, ale nawet najlepszemu studentowi potrzebna jest przerwa w nauce. Mnie po prostu zaczęło brakować tych bratnich dusz, tej serdeczności i zwyczajnych rozmów.
I tak czekając wczoraj na zajęcia z prawa gospodarczego zaczęłam wypatrywać znajomych mi twarzy. Pojawiła się najpierw jedna, potem druga, kolejna i kolejna. I znowu poczułam, że nie jestem sama, że mam z kim rozmawiać, że są ludzie, którzy rozumieją co mówię... Naprawdę, żadna, nawet najdalsza podróż nie zmniejszy szczęścia, jakie poczułam po wczorajszym powrocie na uczelnię.

2 komentarze:

  1. Ja też miałam taki dystans u siebie na uczelni i w czasie pracy - do czasu, aż dostałam ataku choroby tak normalnie, centralnie przy ludziach!
    Z drugiej strony nauczyłam się uważać na ludzi z jeszcze innej strony: litości (której nie znoszę) i poprawności politycznej (która tylko maskuje prawdziwe poglądy na temat ON czy ludzi chorych).
    Jednakże czas pokazuje, kto naprawdę jest Twoją dobrą duszą. Czasem na szczęście tych dobrych jest więcej niż złych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, litości innych wobec mnie też nie znoszę. Zawsze chciałam, aby traktowano mnie normalnie, bez odchyleń w jedną, czy w drugą stronę. Pozdrawiam

      Usuń